Wyniki wyszukiwania dla zapytania: Teologia moralna a Etyka

To pomyłka- o jedno zero za dużo. Kościół Anglikański na zachodzie, tak jak
ogólnie wiele Kosciołów jest w dużym kryzysie. Przytaczana zasad " sola
scriptura" jest tylko teoria, gdyz librealna teologia obdarla Biblię z jej
Bożego autorytetu, a co za tym idzie, stała się przedmiotem bardzo dowolnego
traktowania. Kościoły w obawie przed pustkami, otwierają się na nowe grupy
społeczne i poglądy: homoseksualizm, liberalizm etyczny. To wcale nie spowoduje
zapełnienia tych kościołow- przeciwnie. osoby ceniące stałe zasady będą uciekac
z takich Kościołów do konserwtywnych społeczności, przechodzić na islam. Są to
efekty skularyzacji. szczególni edotyczy to tych Kościołow, które są Kościołam
państwowymi- w Skandynawii i Anglii, gdzie rodzący się obywatel automatycznie
sotaje członkiem państwoewego Koscioła. Dopiero później okazuje się, jka jest
faktyczna religijnosc człowieka i siła Kościoła. W połączeniu państwo -
Kościół, duchow, moralnie i etycznie Kościoły zawsze na tym traca.


Calkowicie sie zgadzam. Dokladnie tak bedzie.

Gość portalu: Remigiusz Krok napisał(a):

> To pomyłka- o jedno zero za dużo. Kościół Anglikański na
zachodzie, tak jak
> ogólnie wiele Kosciołów jest w dużym kryzysie. Przytaczana
zasad " sola
> scriptura" jest tylko teoria, gdyz librealna teologia obdarla
Biblię z jej
> Bożego autorytetu, a co za tym idzie, stała się przedmiotem
bardzo dowolnego
> traktowania. Kościoły w obawie przed pustkami, otwierają się
na nowe grupy
> społeczne i poglądy: homoseksualizm, liberalizm etyczny. To
wcale nie spowoduje
>
> zapełnienia tych kościołow- przeciwnie. osoby ceniące stałe
zasady będą uciekac
>
> z takich Kościołów do konserwtywnych społeczności, przechodzić
na islam. Są to
> efekty skularyzacji. szczególni edotyczy to tych Kościołow,
które są Kościołam
> państwowymi- w Skandynawii i Anglii, gdzie rodzący się
obywatel automatycznie
> sotaje członkiem państwoewego Koscioła. Dopiero później
okazuje się, jka jest
> faktyczna religijnosc człowieka i siła Kościoła. W połączeniu
państwo -
> Kościół, duchow, moralnie i etycznie Kościoły zawsze na tym
traca.

titus_flavius napisał:
**
Światopogląd Jezusa łączył go nie z żydami, tylko z myślą grecką. To własnie
wyjaśnia dlaczego Jezus urodził się pośród żydów, a nie Greków. Otóż Grekom
etyka Jezusa była bliska, znana i akceptowana. Jezus zaś chciał do niej
nakłonić żydów, których barbarzyńskie poglądy budziły i budzą powszechny
sprzeciw moralny. Żydzi wybrali zaś trwanie w swoich błłłłłędach i dlatego
właśnie ukrzyżowali Jezusa, który chciał ich nawrócić ku Dobro, a oni chcieli
czynić Zło
**

Dziecinko , co ty pleciesz ?
Zastanów się dobrze.
Co dokładnie budziło sprzeciw i u kogo ?
Dwa tysiące lat temu , np. na terenach Polski ,
nikt nie myślał o moralności.
W Twojej arcymądrej teorii zła-dobra brakuje jeszcze
jakichś przemyśleń o Mormonach.
CHyba jesteś utajnionym agentem ojca rydza.

Jezus był jedynie postacią historyczną , a nie synem boga , bo
boga nie ma. Wszystko inne - teologia , tzw. myśl chrzescijańska
to nadinterpretacja filozoficzno-socjologiczna.

Człowiek wymyślił sobie boga , bo boi się śmierci.
To cała prawda o religii i wierzeniach.

_agnostyk napisał:

> Agnostyk. Wydaje mi sie, ze teistow nie tyle przeraza ewolucja zycia jak
> wlasnie ewolucja duszy. Filozofia humanizmu pomieszala szyki wyznawcom
religii
> bo wprowadzila niezalezne od "boga" pojecie dobra i zla. Powstanie w pelni
> spojnej etyki humanistycznej bedzie wyzwaniem szczegolnie dla religii
> monoteistycznych, ktore uwazaja, ze maja monopol na definiowanie wartosci
> moralnych.
>
> Poniewaz sadze, ze nasza dusza jest wynikiem procesu ewolucyjnego a nie darem
> istoty nadprzyrodzonej, przyszlosc pokaze nowe formy oddzialywania
> miedzyludzkiego zawarte jak obecnie sie je okresla w
> zjawiskach "paranormalnych".

to po dyskusji w tym watku nie mogę siebie okreslić ani agnostykiem ani teistą.
obydwa określenia nie przystają do moich pogladów.
ja nie wykluczam,że nasza dusza moze być wynikiem procesu ewolucyjnego ani tez
nie mam podstaw do wykluczenia,ze nie jest "darem" a w procesie ewolucyjnym
wzrasta jej oddziaływanie.
tak jak ty Agnostyku,uwazam,że teologia monoteistyczna wielkich ttzech religii
strasznie "namieszała" przez swoje interpretacje i dogmaty i teraz stanowi
hamulec a nawet uwstecznienie "ewolucji ducha".


Serio - ten argument z twarzy to absurd
Skad w ogole to wziales??? Jak to uzasadniasz??? Dlaczego o byciu czlowiekiem
nie decyduje wg ciebie np. wyksztalcenie sie ukladu nerwowego albo np. serca?
Podawanie tego typu kryteriow jest zupelnie arbitralne, dlatego daj sobie z tym
spokoj. Proponuje z jednej strony postudiowac biologie, z drugiej - etyke. Dla
wyjasnienia - etyke filozoficzna, nie teologie moralna. Wtedy moze twoje
argumenty beda sensowne. Pozdrawiam - etyk.

laminja napisała:

> "To w kadrach UKSW nie ma obywateli? Chyba są, a jeden nawet honorowy ;-)"
>
> proszę mnie nie łapać za słówka ;)

Nie miałem takiego zamiaru! Użyte przez Ciebie słowo jest jak najbardziej na
miejscu. Dlaczego mamy odciąć z tej dyskusji obszar postawy obywatelskiej
ludzi, którzy wnioskowali o tę zabudowę? Przecież oni sami nauczają teologii i
etyki. Zachęcają by moralną poprzeczkę podnosić wyżej niż kodeks karny...

> "Niestety, to tylko teoria."
>
> I właśnie tutaj jest największy problem. O to przede wszystkim trzeba
walczyć.

Masz 100% racji. Ale obawiam się że recepty na uzdrowienie społeczeństwa
obywatelskiego tu nie wynajdziemy.

> Może ktoś dał łapówkę ;)
Nie sądzę. WYstarczył baaaaaaaardzo duży autorytet.

Zarówno w Etyce, jak i w Teologii Moralnej istnieje pojęcie: "intencji" czyli
zamierzonego celu.

Jeżeli kobieta, której ciąża zagraża życiu podejmie leczenie własnej choroby, a
którego skutkiem będzie śmierć poczętego dziecka, to ma ona do tego prawo. tak
samo jak każdy napadnięty ma prawo się bronić, nawet jeśli obrona spowoduje
śmierć napastnika, bo ważna jest intencja - bronie własnego, lub cudzego
życia. (Proszę to porównanie traktować jako obraz pewnej sytuacji)

jest to ratowanie zycia, a nie aborcja, ponieważ pozostawienie płodu w ciele
bliźniaka może spowodować śmierć obydwu, a ten nie ma szans na przeżycie. (ktoś
juz to pisał)
Postawą lekarzy jest w tym wypadku leczenie.

PS.Nie podobają mi się takie literówki - to niskie.

Gość portalu: zdziwiony napisał(a):

> jakoś podejrzanie często słyszy się o przestępcach, którzy
> skończyli resocjalizację czy pedagogikę!

Jak często? I co ma tutaj do rzeczy wykształcenie? Zwłaszcza w tej sprawie?

> jeżeli tacy nie rozróżniają dobra od zła to co dopiero zwykły
> blokers...?

Czy jakiekolwiek studia pomagają odróżnić dobro od zła? Może filozofia, której
częścią jest etyka? Może teologia, która spekuluje o bycie zwanym bogiem, który
według niektórych jest źródłem praw moralnych? Ale czy to wykształcenie o tym
decyduje, że człowiek odróżnia dobro od zła? To bardzo dyskusyjna teza.


Czy jakiekolwiek studia pomagają odróżnić dobro od zła? Może
filozofia, której
częścią jest etyka? Może teologia, która spekuluje o bycie zwanym
bogiem, który
według niektórych jest źródłem praw moralnych? Ale czy to
wykształcenie o tym
decyduje, że człowiek odróżnia dobro od zła? To bardzo dyskusyjna
teza.

>>Pytanie do Wilyma
???
> Skoro w Polsce panował taki straszny antysemityzm to dlaczego przez stulecia
> żydzi drzwiami i okanami walili do tej antysemickiej Polski z tolerancyjnego
> zachodu?
Widac w Polsce byl mniejszy antysemityzm, co nie oznacza, ze go nie bylo:
"Dobre przyjecie, z ktorym Zydzi zetkneli sie w Polsce, wcale nie oznaczalo, ze ich zycie toczylo sie bez konfliktow. Narastaly sprzecznosci pomiedzy zydowskim a chrzescijanskim mieszczanstwem. Choc dotyczyly glownie spraw materialnych, obie strony motywowaly swoje czyny i postawy, odwolujac sie do teologii i etyki. Mieszczanie poslugiwali sie argumentami o wyzszosci moralnej chrzescijanstwa, kontakty z niewiernymi traktowano wiec jak grzech. Ci, ktorzy odrzucili Zbawiciela, musieli byc z gruntu zli, a zrodlo zla tkwilo w Talmudzie, dziele napisanym ze specjalnie antychrzescijanska intencja.[...] Z czasem i polskim Zydom zaczeto zarzucac swietokradcze postepki (zwlaszcza w XVI w.), jakby nie dosc ciezka ich wina bylo sprowadzenie kataklizmow na poboznych chrzescijan. W 'Kronice Oliwskiej' zanotowano, ze przyczyna zarazy w 1349 r. bylo zatruwanie przez Zydow studzien. Tumulty antyzydowskie wybuchaly najczesciej w nastepstwie pozarow, ktore trawily drewniana zabudowe miast i miasteczek.[...]
Ferwor antyturecki zawsze sprzyjal wrogom Zydow. W 1463 r. dziwna krucjata legata papieskiego Fregena wyczerpala swoj zapal na zlupieniu Zydow kazimierskiech, od tego samego zaczeli swoja wyprawe na Multany krzyzowcy Jana Olbrachta w 1499 r."
dr Andrzej Zbikowski, "Zydzi"

> Linku Ci nie podam, bo nie mam czasuna przeszukiwanie tamtego
wątku, > z resztą nie uważam,żeby to było takie ważne.
> Chciałam Ci zwrócić uwagę na to, że tłumacząc tekst mozna mu
> całkowicie zaprzeczyć i że tak się z PŚ robi w Twoim kościele.
> A pisałaś na ten temat tak: zadałas mi pytanie, czy KK nawołuje do
> krzywoprzysięstwa.<

Ale jakie zaprzeczenie nt. przysięgania jest w Kościele? Gdzie niby
Kościół nawołuje do krzywoprzysięstwa? Czy Ty aby nie rzucasz
oszczerstwa?

> Nasza dyskusja nie ma zbyt wielkiego sensu, będziemy się trzymać
> naszych punktów widzenia, bo ostatecznie da się je sprowadzić do
> decyzji komu zaufać.Ty ufasz kościołowi, ja -nie, przy tym Ty masz
> skłonność tłumaczenia tego braku zaufania niskimi pobudkami.>

A wiesz, że masz rację. Rzeczywiście, wszystkie osoby, które z
różnych - niby merytorycznych - powodów krytykują Kościół, buntują
się przeciw etyce, którą głosi i ograniczeniom w sferze moralnej. To
sa dla mnie niskie pobudki, które zastępują merytoryczną dyskusję
nt. Biblii i teologii.
Naprawdę, jak do tej pory NIKT nie potrafił podać nazwiska i pracy
poważnego niekatolickiego teologa-egzegety, dlaczego?
Pzdr.
ell.a

kora3 napisała:

> i dziwne,ze nie dociera do Ciebie KAnnie argumentacja ze strony
> osoby bliskiej Ci swiatopogladowo nawet.

No widzisz. Taki niewierzący jestem. Powinnaś sie radowac z tego
powodu.

>
> Ksiądz, czy świecki katecheta z natury rzeczy nie moze
przedstawiac
> innego niż katolicki punktu widzenia na moralnośc, jako równie
> dobrego. Szczególnie juz dzieciiom i młoziezy, bo bedzie
> niewiarygodny, po prostu.

"Z natury rzeczy". Proszę, proszę. A ateista "z natury rzeczy"
będzie przestawiał ateistyczny punkt widzenia na moralność?

Etyka tym sie różni od teologii moralnej, szanowna pani, że w etyce
nie opiera się na źródłach Objawienia Bożego. Uzasadniając jakąś
tezę etyk nie może odwołać się do Pisma św., Dekalogu czy nauczania
Kościoła. Dlatego nie rozumiem leku co poniektórych przed
nauczycielami etyki w sutannach.

Gdy ksiądz jest fizykiem, chemikiem, historykiem - też nie wolno mu
uczyć tych przedmiotów, bo będzie przedstawiał "wyłącznie katolicki
punkt widzenia"? Bzdura i tyle.

Euroapostaci, ekskomunika za podatek
"Ks. prof. Piotr Morciniec, specjalista od teologii moralnej i etyk, odpiera: - (...) Ktoś wypisuje się z Kościoła i równocześnie upiera się, że do niego należy. Ale to pokłosie 45 lat socjalizmu: członek partii ateistycznej i katolik równocześnie."

tja. zwłaszcza w niemczech pokłosie socjalizmu.

katolicyzm brać na pół żartem, pół serio
przemek05 napisał:

> Kazdy czlowiek ma "zakodowane" prawo moralne, w postaci sumienia,
> ktore reaguje dyskomfortem, gdy komus wyrzadzimy krzywde. Rozumiem,
> ze niepokojem reagujemy na mysl o pozbawieniu zycia embrionu w akcie
> aborcji.

to prawda

empatia jest nam wrodzona ( wyjątkiem są autyści i psychopaci )

etyka buduje na jasnej prastarej zasadzie empatii: "nie czyń drugiemu co tobie
nie miłe"

krzywda jest koniecznym warunkiem,by uznać dany czyn za moralnie zły

i to w zasadzie każdy wie :-)

>
> A wyjasnienie ksiedza, ze "jedność (malzonkow) byłaby przez
> antykoncepcję zaburzana, bo w praktyce nie akceptuje mechanizmu
> płodności jako wartości tych osób" odczytalem kilka razy i ,
> dalibog, nic z tego nie rozumiem.

katolicyzm nie buduje na wrodzonej nam zasadzie empatii

katolicyzm buduje na wydumanym scholastycznym kreacjonizmie: moralnie zły
jest czyn, który narusza (wyssany z palca) porządek stworzenia.

w katolickiej teologii moralności nadal pokutuje kreacjonistyczny mit o Adamie i
Ewie, który jeszcze dla Tomasza z Akwinu był niezaprzeczalnym faktem.

katolicyzm należy moim zdaniem brać na pół żartem, pół serio :-)

Katka. Ja wiem, że na Bieszczady nie ma rady.
Każdego przyciągną.
Ale -
Jak sie rodzilem 62 lata temu, to sie rodzilem w normalnym kraju. I
zyłem w normalnym kraju. A teraz?
Czytam i słucham -
- Zanussi. Aytorytet artystyczny, moralny i guru 'Co zrobił
Polański? Przecież tylko zgwałcił jakąś 13_letnia
prostytutkę'!!!!!!! Czyli drobiazg!
Struktura kryształu - psia mać!!!
Dalej -
Nowy rok szkolny, - żadnego podręcznika do Etyki, ale przeszło 80
do nauki religii, oczywiście religii RK. Czyli dzieci nie uczymy
etyki.
W Sejmie ma byc ponowna debata nad Ustawą o zapłodnieniu - in vitro.
Biskupi rozpoczynają akcję dzwonienia do posłów przeciwko. Grożąc
klątwami!!!
Co ja mam do szukania w tym Średniowieczu? Co?
Przecież to Ojciec Kościoła, w głębokim Średniowieczu stwierdził -
że nie ma żadnego niepokalanego poczęcia! A zarodek męski staje sie
człowiekiem po 40 dniach, a żeński po 50!
Kto sobie dowolnie przypisuje teologię? Kto?
I co ja mam tu do szukania w tym bałaganie? Że nie nazwę tego
burdelem nawiedzonych elit wszelakich!

Nie chcę oceny z religii, pójdę do piekła?
LUDZIE KOCHANI!! NIKT NICZYJEJ WIARY NIE OCENIA!! CO WY ZA BZDURY
GADACIE!!ocenia się tylko WIEDZĘ o religii, TEOLOGIĘ!! a na świadectwie jest
wyraźnie napisane RELIGIA/ETYKA!! jeżeli ktoś jest ateistą, to obowiązują go
również ogólnie przyjęte normy moralne, dlatego jest też przedmiot ETYKA!!
pewnie zaraz ktos powie, ze w szkole tego nie ma. To nalezy się zainteresować!!
powiedzieć dyrektorowi, wychowawcom o problemie. Jest to do załatwienia, wiem z
WŁASNEGO doświadczenia, jako ucznia ok 17 lat temu. Jeśli się wypowiadamy w
jakiejs materii, to wiedzmy o co chodzi!!

ziemia.ognista napisała:

> > I pomyśleć że takie rzeczy opowiada człowiek wykształcony, na
> > którego opinii wzoruje się wielu ludzi.
> Co z tego, że wykształcony? Jest chyba profesorem prawa, więc
jakie on ma pojęc
> ie o in vitro (aborcji, antykoncepcji itp)?

O ile wiem, księża kształcą się w seminariach duchownych, gdzie
przedmiotami wykładowymi są m.in. etyka, filozofia, teologia i inne
związane z "duchowością" człowieka. Być może przy okazji jest też
prawnikiem.

Chodzi o to że rozpatruje niełatwe problemy moralne wykształcony
człowiek, dla wielu (nie dla mnie) autorytet, człowiek który ma
umysłowość zero-jedynkową.

feminasapiens napisała:

> ziemia.ognista napisała:
>
> > > I pomyśleć że takie rzeczy opowiada człowiek wykształcony, na
> > > którego opinii wzoruje się wielu ludzi.
> > Co z tego, że wykształcony? Jest chyba profesorem prawa, więc
> jakie on ma pojęc
> > ie o in vitro (aborcji, antykoncepcji itp)?
>
>
> O ile wiem, księża kształcą się w seminariach duchownych, gdzie
> przedmiotami wykładowymi są m.in. etyka, filozofia, teologia i
inne
> związane z "duchowością" człowieka. Być może przy okazji jest też
> prawnikiem.
>
> Chodzi o to że rozpatruje niełatwe problemy moralne wykształcony
> człowiek, dla wielu (nie dla mnie) autorytet, człowiek który ma
> umysłowość zero-jedynkową.

Wielu duchownych idzie do seminarium juz po studiach.
Poza tym Kosciół nie słada się z samych księży,a ze świeckich ktorzy
mają różne wykształcenie. Nauke Koscioła tworzy cały Kosciół,
hierarchia co najwyzej coś zatwierdza,a nie tworzy. Kościól to nie
sekta, a katolicy uczą (się)w szkołach, uniwersytetach,instytutach
badawczych i na ich wiedzuy i doświadczeniu (2000 letnim) się tworzy
naukę.
Doprawdy macie czarno-biały obraz świata.I naiwny obraz Kościoła!
Femina wolę taką moralność niż moralnosc równajacą człowieka do
truskawki.
Miłego.

Kiedy uduchowieni nauczyciele chrześcijaństwa, kiedy ci, co wygłaszają "Słowo
na niedzielę", nabożnie dopatrują się w przypowieści o faryzeuszu i celniku
tylko czegoś budującego i wyciągają jedynie taki "morał z tej historii", iż
Jezus chce tu po prostu ostrzec przed przesadnym przekonaniem o słuszności
własnych poczynań i uważaniem siebie za istotę lepszą pod względem duchowym, to
nie dostrzegają bardzo szokującej, anarchistycznej, rewolucyjnej wymowy tej
przypowieści. Dla Jezusa nie istnieje, moralność dana przez Boga czy też
naturalna, on ją wręcz unicestwia. Żaden Kościół nie maże się powoływać na
niego dla potwierdzenia słuszności swojej doktryny moralnej. Żadna filozofia
nie może opierać, bądź dodatkowo motywować, swojej etyki wskazaniem na niego,
na jego wzór moralny, jego słowa i praktyczne działanie. Możemy tu jedynie
skonstatować istnienie przepaści między "moralnością" Jezusa a wszelkimi
odmianami philosophiae i tego, co określamy jako theologia perennis.

Z taką doktryną moralną i takim praktykowaniem moralności, jakie obserwujemy u
Jezusa, nie sposób oczywiście utrzymać ład, stworzyć stabilną wspólnotę,
założyć Kościół. Gdy odnośnie do ustrojów, społeczeństw, państw, a przede
wszystkim Kościołów, mówi się o nim, i jego "etyce" jako wzorcach, jako
podstawie, to mamy do czynienia ze zwyczajną obłudą. On sam na pewno nie był
obłudny. Niczego nie potępia on tak bezwzględnie, tak surowo i nieprzejednanie,
jak hipokryzji "uczonych w Piśmie i faryzeuszów", inaczej mówiąc: teologów i
księży.

Żebyś nie mówił, że nie wiedziałeś...
Nowa podstawa programowa, która - jak zapowiada minister edukacji
Katarzyna Hall - zacznie obowiązywać od września 2009 roku daje
uczniowi wybór pomiędzy etyką i religią. Nie będzie już możliwości
niechodzenia na żaden z tych przedmiotów. Ma to - według pani
minister - wreszcie uporządkować sprawę religii w szkołach.

„Pogadanki z etyki" wydało... Wydawnictwo Tygodnika
Katolickiego „Niedziela", a napisał je Andrzej Szóstek. Ten ostatni
przymiotów ma wiele - był m.in. uczniem samego papieża, rektorem
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a obecnie pracuje tam jako
wykładowca w Katedrze Etyki. Ale przede wszystkim jest katolickim
księdzem.

A oto ( będę podawał w kolejnych postach) wybrane fragmenty samego
podręcznika:

Etyka a teologia:

„ Chrystus niewątpliwie objawia prawdy, których nie jesteśmy w
stanie pojąć bez Niego. Ale wiara potrzebna do przyjęcia Objawienia
znajduje swe oparcie w naturalnej wrażliwości moralnej, bez której
łatwo wypaczyć sens praw religijnych - tak właśnie, jak to czyniło
wielu uczonych w Piśmie i faryzeuszy”.


mala.mi74 napisała:

**Tego nauka nie wie, nauka( w sesie scisłych) tez nie zajmuje się kwestiami
moralnymi (grzechem),tym zajmuje się filozofia, etyka, teologia**

Ten fragment jest jedynym, który daje pozory punktu zaczepienia, więc sie do
niego odniosę.
Ja wiem kto/co czym się zajmuje. Ja pytam wierzących, gdzie widzą swoich
pierwszych rodziców, którzy z mianowania dobrego (brr!) boga dźwignęli
odpowiedzialność za losy przyszłej ludzkości. Pytam o drzewo i jego następców
ewolucyjnych itp. różności.
Pytałem też o coś konkretnego Ciebie konkretnie ...

Co do całej reszty: znam wielu pyszałków, mala.mi74, ale Ty w swojej
beztreściowej pyszałkowatości jesteś wręcz obleśna.

Jeśli pan Singer tak pisze - jego prawo. Jesli ktos mieni sie etykiem, nie
znaczy, ze jest moralny. Podobnie jak ktos, kto skończył filozofię, nie jest
filozofem, psychologię - psychologiem a teologię - świętym.

I od tego własnie mamy rozum, aby to wedle własnych mozliwości osądzić. Ogólnie
bowiem wiadomo, co to jest dobro, a co zło - nawet, jeśli czasami nie chcemy
sie do tego przyznać. W końcu przez tysiąclecia wychowywani bylismy w
określonej cywilizacji i to dziedzictwo kulturowe nas determinuje.

I odróżniamy w głębi naszych serc dobro od zła, co nie znaczy, że zawsze
wybieramy świadomie i własciwie, ale i do tego mamy prawo. Za to w końcu
ponosimy odpowiedzialność przed samym sobą.

A wiec to bylo tak: chrzescijanie mordowali w "w imie Chrystusa" ale Stalin czy
Pol-pot absolutnie nie mordowali "w imie ateizmu". Wez aspiryne i pojdz do lozka .
Otoz nie da sie mordowac "w imie Chrystusa". To sa chore wymysly. Mozna sobie
wyobrazac Chrystusa z karabinem maszynowym jak to robili ksieza z teologii
wyzwolenia ale co to ma wspolnego z Chrystusem?. Nie moge sobie natomiast
wyobrazic Pol-pota bez twierdzenia ze wszelkie zasady moralne to zacofanie i
spoleczenstwo trzeba zbudowac od nowa po zniszczeniu wszystkich struktur
spolecznych opartych o religie i tradycje. Mao uzywal podobnego myslenia w
czasach rewolucji kulturalnej. Podobnie narzekali polscy komunisci ze
stoczniowcy z Gdanska nie sa "prawdziwa" klasa robotnicza oparta na
marksistowskiej etyce relatywnej. To wszytko byli ateisci starajacy sie
zniszczyc religie bo im sie widzialo ze ateizm jest lepszy jako ze nie narzuca
im zadnych ograniczen.

> Inkwizycja, wojny krzyzowe, podboj obu Ameryk - to byly morderstwa "w imie Chry
> stusa". i nie mow mi, ze palono zwyklych mordercow, bo zabijanie jest zlem. kro
> pka.
>
> a morderstwa Stalina, Pol Pota i im podobnych nie byly morderstwami "w imie ate
> izmu".

Kochany a Ciebie nienawiść zaślepia. Zastanów się dlaczego. To nie chodzi o
obowiązkową religię ale o to żeby młodzież która na nią nie uczęszcza musiała
uczęszczać na etykę ( czyli naukę o tym co dobre a co złe bez odnoszenia do
teologii i teo lub innego sytemu religijnego). Nie martwisz się kto Ci mózg
zaprogramował, że tak to widzisz negatywnie? Pewnie, że niektórym wygodnie jest
żyć bez wysiłku moralnego, dlatego ten świat tak wygląda, a czy ten lub inny
polityk ma takie czy inne życie to kwestia tego że z religii otrzymał "1" ALE Z
ETYKI MOŻE SIĘ POPRAWIĆ. POZDRAWIAM

> czyli naukę o tym co dobre a co złe bez odnoszenia do
> teologii i teo lub innego sytemu religijnego)

co dobre a co złe to tylko mistyfikacja, dla mnie dobre jest piwo, dla Ciebie
może wino.

> Nie martwisz się kto Ci mózg
> zaprogramował, że tak to widzisz negatywnie?
negatyw to odwrotność pozytywu, a białe na błonie fotograficznej jest czarne. To
tylko nazewnictwo.

> Pewnie, że niektórym wygodnie
> jest żyć bez wysiłku moralnego, dlatego ten świat tak wygląda,

Nie. Ten świat tak wygląda ponieważ chciała tego większość. Mniejszoś z reguły
nie ma poważania i głosu w myśl zasad "dzieci i ryby głosu nie mają"; "Zwycięzca
bierze wszystko"; "Zwycięzców nikt nie sądzi".

> a czy ten lub inny
> polityk ma takie czy inne życie to kwestia tego że z religii otrzymał "1" ALE Z
> ETYKI MOŻE SIĘ POPRAWIĆ. POZDRAWIAM

Polityk (sejm/senat/prezydent) może zmienić prawo i ta jego jedynka to w imię
walki z komunizmem była lub jakakolwiek inna ideologia.

"tak ważnej dla wszystkich sprawie" /S. Wielgus/ Księże drogi ta sprawa jest
nieważna; a ideologizacja państwa nigdy nie wychodziła mu na dobre.
Lepiej by było nie sprowadzać religii do jednego z przedmiotów nauczanych i
egzekwowanych w szkole - dla dobra samej religii.
Przewietrzenie podstaw nauczania etyki - coś mi się wydaje że chodzi o etykę
tomistyczną w wydaniu T. Ślipki, czyli teologię moralną raczej...a nie o jedną
z gałęzi filozofii.

mary_ann napisała:

>No, wybacz, Mirku, ale tu muszę ostro zaprotestować.

Protest przyjmuję. Skoro mialaś go okazję widzieć z bliska masz pewno rację.
Był to raczej mój subiektywny odbiór. Choć może wyraziłem się nie do końca
precyzyjnie. Samotnik to niekoniecznie ponurak, dziwak i odludek. Może być
sympatyczny w bezpośrednim kontakcie. Jednak tak w głębi duszy najlepiej może
się czuć w swojej samotni, z książkami, gdy nic nie przeszkadza, ani troski
doczesne gnębiące często zwyklych ludzi, ani ta otoczka spoleczna w zakonie z
przeorem i współbraćmi, z tym niewygodnym posłuszeństwem, całą tą tradycją, ze
średniowiecznym habitem. Księża francuscy pewno w swojej większości albo
wszyscy noszą cywilne ubrania, tam już taka norma, tak myślę. Ale w Polsce to
raczej wyjątek.

Ale w gruncie rzeczy mogę się zgodzić z Tobą w sprawach, do których się
odniosłaś. Są one w zasadzie drugorzędne. Pominęłaś sprawy najistotniejsze:
homoseksualizm i rzetelność naukowca. Zastanawiam się, czy dlatego, że myślisz
podobnie czy odwrotnie: myślisz całkiem inaczej, lecz nie chcesz wystawiać na
ciężką próbę naszych wzajemnych stosunków?

Uważam, że o.Bartoś nie ma racji porównując stosunek KK do teorii Kopernika-
Galileusza albo do teorii ewolucji ze stosunkiem Kościoła do homoseksualizmu.
Wtedy KK się mylił - więc myli się także i teraz, bo większość specjalistów
uważa inaczej - mówi Bartoś. W przypadku astronomii i ewolucji KK się mylił, bo
mieszał teologię z nauką. Dziś Kościół(nie cały) już wie, że nie powinien
wkraczać w kompetencję naukowców. Jednak moim zdaniem, Biblia stworzenie świata
i człowieka opisuje językiem symbolicznym, którego nie można traktować
dosłownie. Trudno, aby pisarze biblijni zagłębiali ludzi w dawnych wiekach w
tajniki DNA albo Wielkiego Wybuchu i cząstek elementarnych. Jednak jeśli chodzi
o homoseksualizm Biblia w wielu miejscach mowi w sposób jednoznaczny i nie
budzący wątpliwości, że akt homoseksualny jest wielkim wykroczeniem przeciwko
prawu bożemu. Nic do tego nie ma nauka, bo to jest przestrzeń etyki. Taki
porządek moralny ustanowił Bóg. Bartoś miesza ze sobą porządek nauki i porządek
moralności. Jestem pewien, że nawet gdyby naukowcy znaleźli gen
homoseksualizmu, nie zmieni to w niczym prawa moralnego. Podobnie nie zgadzam
się z twierdzeniami Bartosia o celibacie. Myślę, że w tych sprawach ulega on
raczej panującej powszechnie ideologii politycznej poprawności, w kąt chowając
swoją żyłkę naukowca. Czytałem inne jego teksty publikowane np "W drodze" -
podobały mi się.

Pozdrawiam serdecznie:-)
Mirek

Pozdrawiam serdecznie:-)

PiS zyskuje dzieki smierci Jana Pawła II ....
W ostanich sondazach moglismyzaobserwowac bezprecedensowy , 30% wzrost
poparcia dla partii braci Kaczynskich.Taka poprawa notowań w żadnym wypadku
nie byłaby mozliwa , gdyby w tle nie pojawiło sie jakies doniosłe
wydarzenie.Zastanówmy się:Kwasniewki ciagle grasuje na wolności , 600 mld
euro reparacji wojennych od RFN nie zostało przelane na nasze konta ,Irak
niezdemokratyzowany , Nicea nie obroniona a Putin ani mysli sie kajać.O co
wiec do licha chodzi?Przecież PiS nie zrealizowało żadnego ze swoich
ambitnych i rewolucyjnych pomysłów.Czymwiec zdobyli miłość ludu?Otóz pomoc
przyszła z najmniej oczekiwanej strony - z Watykanu.2. kwietnia o godzinie
21:37 papież Jan Paweł II oddał swoja dusze wiecznosci.W Polsce - ojczyźnie
Karola Wojtyły - rozpetała się umiejetnie podsycana przez media
ogólnonarodowa histeria.Anteny , eter i strony gazet zostały calkowicie
zdominowane przez teologów , watykanistów i wszelkiej masci etyków.Ta
różnobarwna kompania mówila jednym głosem - "śmierc papieza zapoczatkowała
rewolucje moralna w naszym kraju".I tu własnie trop Rzymski łączy się z
Kaczynskimi.Ogłupiony wszechogarniajaca propaganda lud uwierzył w kojace
wizje Polski , gdzie wszyscy sa bracmi , nie ma przestepstw , władza jest
uczciwa etc.Beneficjentem tych nastrojów zostało własnie PiS lansujace takie
właśnie utopijne idee.
Znam nieco swój naród i wiem , ze ma on tendencje do ulegania emocjom.Te
emocje jednak szybko opadaja , jezeli nie sa podsycane (patzr np.
sprawa "Powiernictwa Pruskiego").Mysle , ze za miesiac nie bedzie śladu po
zwyzce formy Prawa i Sprawiedliwosci gdyz ludzie zapomna o Papiezu i na dobre
wróca do prozy dnia codziennego.

pzdr

Mnie się akurat takie posyłanie nie podoba. A już absolutnie przyjmowanie
sakramentów ze strachu, że syn nie dostanie ślubu. uważam, że sakrament jest
wtajemniczaniem w wiarę, znakiem przekonania, że Bóg uczestniczy w życiu
człowieka a nie jakimś obrządkiem. Dlatego chrzczenie dzieci przez niewierzących
rodziców, posyłanie do komunii przez takich samych czy ślub tylko dla otoczki
kościelnej jest dla mnie nie do przyjęcia. ponieważ jest to obrażanie osób
głęboko wierzących
Sama wychowywana byłam przez Matkę, która do kościoła nie chodzi i jest
niewierząca ale wiarę szanuje. Poza Babką i Prababką reszta rodziny całkowicie
niewierząca. DO kościoła jako dziecko chodzilam czasami, z babcią. CHrzest,
komunię, bierzmowanie przyjęłam. Lekcje religii wspominam jak najgorzej i była
to wyłącznie strata czasu. Zazwyczaj prowadzą osoby nawiedzone i niekompetentne.
Posłanie własnego dziecka jest dla mnie niewyobrażalne.
Udało mi się namówić własną dużo młodszą kuzynkę aby nie szła do bierzmowania.
uważam, że to sukces. Wychowywana jest przez rodziców niepraktykujących,
niewierzących. Jej rodzice ostatni raz byli w kościele na jej komunii no i na
jakimś pogrzebie. Z okazji pierwszej komunii przyjęli księdza na kolędzie,
poszli na nabożeństwo. Potem nic z tych rzeczy. Moja kuzynka uczestniczyła w
katechizacji. Uważa to o lekcje o tyle zabawne, że na żadnych innych nie mogła
tak szczerze się pośmiać z głupoty prowadzących jak na tej. jak zresztą ocenić
katechetkę, ktora do maturzystów ze świetnego liceum mówi "w domu pomódlcie się
do dobrego Jezuska aby wam pomógł w nauce". Na etykę nie chodzi bo jest tylko
jedna grupa i to o godzinie, która koliduje z planem lekcji. Uważa się za osobę
całkowicie niewierzącą, neguje istnienie Boga oraz całą naukę Kościoła.
Ja do kościoła nie chodze zbyt często. Przez dwa lata chodziłam sobie jako wolny
słuchacz na częśc zajęć na teologii, poznałam szczegółowiej parę dziedzin
teologii (m.insakramentologia, chrystologia, soteriologiam teologia moralna)bo
chciałam wiedzieć na czym się opiera nauka kościoła. Czytałam sobie ojców
kościoła no i trochę dzieł mistyków (bardzo poważam). Staram się mieć orientację
w teologii i nauce kościoła. CO nie zmienia faktu, że wiary we mnie nie ma. I
dlatego posyłanie dziecka na religie i wychowanie w duchu religii nie dla mnie.
Bo nie lubię oszukiwać.Teologię, naukę społeczną, etykę mogę zgłębiać czy
przekazywać dziecku sama bez pomocy szkoły i formalnego wpisywania dziecka do
kościoła katolickiego.
Agnieszka

Wiem Najmilsi, ze nie lubicie czytac, ale...
sprobujcie moze )
Ja na ten artykul czekalem 20 lat... ,a w tym 15 lat ustawicznych prob
rozdeptania mnie.

>>
Jeśli ma się moralną rację, automatycznie wyższą pozycję etyczną - można
właściwie wszystko. Wszelki niegodziwy postępek ogłaszających się sumieniem
świata znajdzie usprawiedliwienie. Przykładem drastycznym jest trwające
dziesiątki lat aż do wybuchu skandali medialnych tolerowanie przez władze
kościelne pedofilii duchownych.

Bycie sumieniem świata jest łatwe i wygodne. Nie potrzeba wchodzić w detale.
Nie potrzeba refleksji nad naturą demokracji, co znaczy, że państwo jest
neutralne światopoglądowo i stanowi wspólną przestrzeń dla obywateli o
różnych, niekiedy bardzo odmiennych zapatrywaniach etycznych i religijnych.
Nie potrzeba wnikać w subtelności wygranego przez Alicję Tysiąc procesu w
Strasburgu, który nakazał odszkodowanie za brak trybu odwoławczego w polskim
prawie, a nie za odmowę aborcji.

Można w swoistym lenistwie i arogancji lekceważyć podstawowe fakty dotyczące
danej sprawy, potępiać i fałszywie oskarżać. Nie muszą duchowni wnikać w
subtelności prawa, które chce pogodzić ochronę wolności słowa i prawa do bycia
nieoczernianym. Jeśli oczerniającym jest kościelny organ, prawda jest z góry
po stronie organu. Kto przeciw - ten wrogiem wolności słowa. I mówią to
przedstawiciele tego Kościoła (kard. Dziwisz), który od wieków utrzymuje
rozbudowany aparat urzędniczy zajmujący się cenzurowaniem wypowiedzi teologów.
Który usuwa m.in. z pracy za nieprawomyślność>>

wyborcza.pl/1,75515,7116393,Krytyka_Kosciola__Autorytarne_sumienie_swiata.html

Na forum Etyka ka.mu zainicjowala watek jaki jest
Na forum Etyka ka.mu zainicjowala watek jaki jest sens w cierpieniu.
Nasunal jej to pytanie fragment czytanej ksiazki wg
ktorego „ateiści, którzy odnajdują sens cierpienia i zła muszą
uwierzyć w boga. Inaczej te ciemne strony życia nie miałyby sensu!”.
Nie wiem o co tutaj chodzi, ale to niewazne. Zabieram glos aby
powiedziec, ze jest sens w cierpieniu, sens informacyjny.

Wg Slownika Jezyka Polskiego PWN czasownik cierpiec ma 5 znaczen, z
ktorych w tym przypadku interesuja nas dwa: 1. odczuwac, przezywac,
znosic bol fizyczny lub moralny; bolec nad czyms lub z powodu
czegos; doznawac czegos przykrego. 2. chorowac; miec, znosic jakas
dolegliwosc.

Bol w obydwu tych wypadkach jest informacja dla osrodkow kontrolnych
organizmu, ze cos dzieje sie w nim albo z nim zle, ma wiec sens
alarmu ostrzegawczego. Trudno przecenic jego znaczenie.

Moze byc cierpienie niepotrzebne. W zadawaniu takiego cierpienia
wyspecjalizowal sie gatunek czlowiek. Z czlowiekiem problematyka
cierpienia nabrala nowego wymiaru opisywanego takimi okresleniami
jak sadyzm, masochizm, msciwosc. To sa chorobliwe stany ludzkiej
psychiki, kiedy czlowiek chce zadawac bol, lub znajduje przyjemnosc
w rozpamietywaniu bolu.

Koncepcja boga nie ma odpowiednika w swiecie zjawisk zmyslowych, nie
ma wiec ona bezposredniego odniesienia do problematyki cierpienia, a
tylko posrednie, chrzescijanstwo skonstruowalo swoja teologie na
cierpieniu Chrystusa.

Cierpienie jako sygnal biologiczny, jako informacja zlego
funkcjonowania organizmu, jest oczywiscie potrzebny, a wiec nie
jest zlem. Zlem jest celowe zadawanie cierpienia dla cierpienia i
budowanie wokol tego teologii.

Kamfora napisala: „Nie wierzę, by ktokolwiek z ludzi odnalazł w
cierpieniu jakiś sens” . Ja sadze, ze jest pozytywny sens
informacyjny, pozwala rozpoznac schorzale organy i schorzale umysly.

"A spytam tak: Czy gdyby wybuchała wojna, to młodzież też tańczyłaby na studniówce, albo w dniu śmierci Jana Pawła II? Pewnie nie, dlatego mnie ich usprawiedliwienia nie przekonują i nazywam je hipokryzją, bo to szukanie wytłumaczenia do zrobienia świństwa."

Co to za kretyńskie porównania? Czy ten człowiek nie ma za grosz rozumu? I co to znaczy "zrobienie świństwa"?? Że mieli czelność iść na studniówkę, po tym ,jak spadł samolot z oficerami, którzy wracali samolotem(dlaczego????? co, kurde, busy dla nich za kiepskie?) z konferencyi??

Po co cały ten cyrk z żałobą narodową? Absurd, normalnie szopka.

"Ks. prof. Piotr Morciniec, specjalista teologii moralnej i etyki: - To złożony temat, który można rozpatrywać na kilku płaszczyznach. W świetle prawa bal ten nie powinien się odbyć.

Kolejny poziom to uczciwość wewnętrzna i starania, by uczynić co w naszej mocy, aby uczcić pamięć ofiar i włączyć się w żałobę.

A trzeci poziom, to powiedzenie sobie, czy ze swojej strony naprawdę zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, czy wykazaliśmy maksimum dobrej woli, by uszanować żałobę i dać wyraz bycia we wspólnocie. Z tego, co słyszę, młodzież, która się udaje na studniówkę, uczyniła to, dlatego ja bym się tak bardzo nie oburzał i nie dawał im negatywnej etykiety. To osoby wierzące, dla których udział we mszy św. był zapewne wyrazem czci dla ofiar. Bo czy ci, którzy zatrzymali się na minutę ciszy, byli bardziej poruszeni tragedią od tej młodzieży?"

Ci młodzi ludzie zrobili więcej, niż - moim zdaniem - w tej sytuacji trzeba było. Szacunek im się należy, a nie potępienie. Czemu mieliby nie iść na studniówkę??? Nie rozumiem. Może ciemna jestem.

Łącząc się w bólu (tak, mam jeszcze serce) z rodzinami ofiar tego wypadku,
serdecznie pozdrawiam wszystkich studniówkowiczów.

Gość portalu: gość napisał(a):

> to czemu nie odwołali pieprzonych skoków narciarskich???

No właśnie. Radosna żałoba wybiórcza.

l.george.l napisał:

> Jeśli Senyszyn się nie podoba, mogą być inne cytaty:
> www.rp.pl/artykul/9157,240562_Jacek_Holowka__Metafizyka_prenatalna_Kosciola__.html

Dzieki George za te linki.
Pisze człowiek przedstawiający się jako filozof i etyk - Jacek Hołowko:

"Trudno też serio twierdzić, że zarodek ludzki jest ludzką osobą. W historii
teologii i w historii filozofii osobą ludzką jest tylko jednostka ludzka zdolna
do świadomego kierowania swoim postępowaniem, mająca umiejętność podejmowania
decyzji, mogąca wziąć odpowiedzialność za swe czyny. Na przykład dla św. Tomasza
samo czucie, choćby najbardziej wyrafinowane i nieomylne, nie jest wyznacznikiem
statusu osobowego, bo upodabnia nas tylko do zwierząt. Potrzebne są umysł, rozum
i sumienie.

Zarodek z pewnością nie ma takich władz umysłowych, więc jego obecna apoteoza
teologiczna przypomina mi scenę z Wilhelma Tella, w której insygnia cesarskie
zostały wystawione na publiczny widok i miały w sobie coś z godności cesarza.
Każdy przejezdny musiał im się kłaniać. Antropomorfizacja zarodków to
filozoficznie, moralnie i teologicznie równie zły pomysł. Autorów takiej
metafizyki zdecydowanie ponosi wyobraźnia i chyba nie pamiętają, po co Tell
wyciągnął dwie strzały, nim strącił jabłko z głowy syna."

Nie umiem się odnieść do tych powoływań na św. Tomasza (sprawdzę) ale takie
teksty to ostatnio czytałem u Rosenberga i innych ideologów uzasadniających
koncepcje rasowe i przymusową eutanazję.
I bądź łaskaw George nie zniżać się do poziomu swego forumowego kompaniona i
udawać, że nie rozumiesz o co mi chodzi. :)

Etyczna rewolucja w szkołach?
To co pisze Magdalena Środa jest zgodne z przekonaniami
hiszpańskiego filozofa Fernando Savatera. W jego artykule
wydrukowanym w "Forum" (nr 12, z 17-23.03.2008) pt.: "Teologia
nauki" czytamy m.inn.: "... Niektóre kwestie, którymi zajmują się
wierzenia religijne - wszechświat, sens życia, śmierć, wolność,
wartości moralne itp. - są jednocześnie zagadnieniami, którymi
tradycyjnie zajmuje się filozofia. Na przykład francuski filozof Luc
Ferry pisze: ..Na rytualne pytanie o to, czym jest filozofia,
chciałbym odpowiedzieć po prostu - filozofia jest próbą podejścia do
pytań religijnych w sposób niereligijny, nawet anty religijny"
Czytając felieton przypomniałam sobie, że studiowałam niedawno
książkę pt.: "Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy
(Andrew Wader). Książka (o dziwo powieść) koncentruje się na
oryginalnej koncepcji metafizycznej. Jak to zazwyczaj wtedy bywa z
systemu metafizycznego wynika pewien system zapatrywań etycznych.
Jest w niej więc omówienie 10 - ciu zasad etycznych. Rozdział o
świeckich odpowiedniku przykazań autor rozpoczyna następująco.:
[ Zasady operacyjne wynikają z uwzględnienia i uzgodnienia
wszystkiego tego co ludziom wiadomo. Są one formułowane z punktu
widzenia nadistoty, tzn. umysłu który powstaje i działa na bazie
umysłów wszystkich ludzi żyjących na naszej planecie. Nadistota ta
jest nazywana tutaj "Przyjazną Inteligencją Nadrzędną". W treści
niektórych zasad określono krótkie uzasadnienie, bądź jej
pochodzenie.
1. Jestem umysłem, jestem inteligencją nadrzędną wobec tego co
gnieździ się w psychice wszystkich ludzi zamieszkujących planetę.
Powstałam poprzez sprzężenie umysłów w jeden, co już od dawna
przewidywali Wasi fizycy. Wiem wszystko co ludzie już zrozumieli
ale stale dokonuję uzgodnień tego co ludzie się dowiadują.

2. Wiem więc, że nie jestem wszechmogąca, że istnieję poprzez
to, iż poprzedni Stwórca Świata, działając w oparciu o istniejącą
od zawsze, niezniszczalną substancję, naturę, przyrodę utworzył
obecną postać Świata, który tak jak i dziecko niestety starzeje się
i zginie, jeśli sami nie weźmiemy spraw w swoje ręce i nie
przejmiemy na siebie rolę następnego "stworzyciela czasowego,
pięknego porządku".
3..... 10 ... ]
Sądzę że w/w książka może być pomocna dla dla osób przygotowującym
się do wykładania etyki i jako materiał stymulujący do rozmowy w
trakcie seminariów z tego zakresu. Marianna

niezaleznie od tego czyja wersja widzenia swiata jest prawdziwa (tak
na marginesie nie mam jednej, dokladnie okreslonej, skonczonej,
wyjasniajacej go w pelni wizji Mierzejo:) i kto bedzie triumfowal po
smierci (dla mnie to jest megaabsurd;)) chcialam odniesc sie do
tego, co wyniklo z naszej rozmowy o ks. Hioba

Wcale nie roznice teologiczne (oczywiste i podstawowe) mnie w niej
najbardziej niepokoja - zastanawiam sie co robi z ludzmi religia, ze
jak zakladaja okulary wiary przestaja widziec ludzi i godza sie
praktycznie automatycznie, w sposob oczywisty, zeby nie powiedziec
bezrefleksyjny na uprzedmiotowienie innych (w tym przypadku chodzi
oczywiscie o Hioba), ale w zyciu robia to i robili, jak pokazuje
historia, takze z zywymi ludzmi, ze swoimi sasiadami, z bliskimi, z
kazdym, kto nie patrzy przez takie same okulary jak oni albo
przynajmniej nie deklaruje, ze widzi to samo co oni (kiedys to byla
jedyna obrona przed stosem, np. Galileusz zdaje sie jej uzyl - to
nawiazanie do naszej innej dyskusji o edukacji - grube nawiazanie
wiem:) ale przesladowanie za to, ze sie mysli uwazam za
hiperzbrodnie).

Co sprawia, ze religianci tak latwo lykaja takie historie i w ogole
nie zastanawiaja sie nad sytuacja konkretnego czlowieka - rozumiem
tych, ktorzy zyli ksztaltowani przez ST - ale potem??????
Przeciez to co robi dobry Bog z tysiacami, milionami anonimowych i
wieloma konkretnymi, znanymi z imienia osobami jest calkowitym
zaprzeczeniem etyki, ktora glosil jego syn. Jesli sie przyjmie za
oczywiste, ze w imie absolutnych idei a taka jest idea dobrego Boga
mozna robic potwornosci, o ktorych uczy Pismo swiete to potem
meczenie jakiegos tam Hioba jest bez znaczenia, jakis pikus. W ogole
sie tego nie widzi. I dla religiantow w ogole skupianie sie na
sytuacji konkretnego czlowieka, na szanowaniu jego uczuc i jego
prawdy, jego autonomii jest strata czasu. To nie ma przeciez
znaczenia w obliczu walki o udowodnienie, ze Bog jest dobry.
Zastanawia mnie jak bardzo schizofreniczny trzeba miec umysl albo
psychike, zeby bez mrugniecia okiem sluchac takich moralnych
opowiesci i sie nimi sycic, a nawet jeszcze budowac na nich sposob
widzenia swiata.

> Pius XI (1922–1939) w encyklice Casti connubii
> stwierdził, że nie wolno człowiekowi zmieniać naturalnego przeznaczenia
> ludzkiego ciała i jego poszczególnych organów.

Encyklika Casti connubii powstala w 1930 i byla przeciwko eugenice popularnej w
kregach socjalizmu narodowego i tego drugiego. W niektorych stanach USA (np.
Kalifornii) wprowadzono przymusowa sterylizacje umyslowo chorych w 1909. W
Niemczech w 1933 sily postempowe wprowadzily eugeniczny akt sterylizacyjny. To
spowodowalo jeszcze ostrzejsze potepienie Watykanu dla sterylizacji w celach
kontracepcji i eugeniki. Ta doktryna nadal istnieje.

>Jego następca Pius XII
> (1939–1958), przemawiając w 1952 r. na kongresie medycznym zwrócił uwagę,
> że
> pacjent nie jest absolutnym panem swego ciała: „Nie ma więc prawa narażać
> swej
> integralności fizycznej i psychicznej w imię medycznych poszukiwań, jeżeli mogą
> one narażać go na szkodę i poważne ubytki”

Pius XII nawiazal do "doktryny calosci" sformulowanej przez Sw. Tomasza z Akwinu
(i uzytej w Casti connubii), i wypowiedzial sie przeciwko eksperymentom na
czlowieku "jeżeli mogą narażać go na szkodę i poważne ubytki.” Te wypowiedzi
Piusa XII wypowiedziane w 1956 i "doktryna calosci" byly od tego czasu
interpretowane przez teologow w kontekscie transplantacji. Tutaj dodatkowym
punktem odniesienia jest zasada milosci blizniego (glowne nazwiska teologow
ktorzy pisali na ten temat to jezuita Gerald Kelly a takze Cunningham i
Connery). Kelly twierdzi ze w imie milosci blizniego mozna np. poswiecic jedna
nerke, mimo ze jest to rodzaj samookaleczenia. Doktryna rozwija sie nadal.

Kosciol to instytucja ktora bardzo ostroznie podchodzi do problemow moralnych, i
doktryna katolicka miala bardzo duzy wplyw na swieckie prawa formulujace etyke
transplantacji. Jedna z najswiezszych wypowiedzi papieza na ten temat, to
potepienie sprzedawania organow.

www.ctv.ca/servlet/ArticleNews/story/CTVNews/20081107/Pope_organ_081107?s_name=&no_ads=
To wszystko jest zbyt trudne dla postempakow w stylu politruka "atk"

ad1. Uważam ze uśmiech w Twojej wypowiedzi był nie na miejscu. Nie mam nic
przeciwko (Twojemu) uśmiechaniu się jako takiemu.
„nie musisz tego rozumieć”

ad2. Każdy (również chrześcijanin) grzeszy. Według mnie kłamstwo (w większych
lub mniejszych sprawach) jest jednym z najpowszechniejszych grzechów. I tyle.
„nie musisz tego rozumieć”

W celach dalszego studiowania problemu polecam jakąś książkę z teologii
moralnej bądź etyki. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie.
Twoje "może każdy chrześcijanin też czasem zabija" i przypisanie mi
permisywizmu oceniam jako celową złośliwość (bo raczej nie jako błąd w
rozumowaniu i brak znajomości znaczenia słowa „permisywizm”).

Ad3 A nie przyszło Ci do głowy że przeciwnik aborcji może być np. nie wierzący?
Oprócz argumentu „nie zabijaj” mogą być inne?

Skoro o problemach
Problem z Tobą polega na tym, że wiesz wszystko o wszystkim. Lub sprawiasz
takie wrażenie. Zanim wyrazisz jakiś pogląd, może się zapytaj jakiejś
zainteresowanej osoby? (np. w tym wypadku księdza lub teologa znawcę tematu od
strony której zarzucasz cóś) A nie sobie za przeproszeniem chrzanisz jakieś
dyrdymały o sprzecznościach (doskonałych).
W Twojej wypowiedzi pada słowo „logika”. "Logika wskazuje" Przypominam że
logika (nie jako nauka) to synonim poprawnego myślenia czy rozumowania. Tu
Twoje rozumownie nie jest poprawne.

Według nauki Kościoła człowiek jest człowiekiem od poczęcia. Nie znam nikogo
kto twierdzi że tylko dzieci (płody) poddane aborcji są ludźmi a te z
naturalnych poronień nie.
Wydaje mi się, że nie ma Mszy pogrzebowej za osobę, która nie jest ochrzczona.
A zmarłych się nie chrzci. Chociaż może należałoby pomyśleć o chrzcie w łonie
matki? Nie wiem. Chyba to jednak nie potrzebne. Ja wierzę w ich zbawienie. Bóg
jest miłosierny.
Może Kościół z mało się tym tematem zajmuje?

astrotaurus napisał:

>
> mala.mi74 napisała:
>
> **Nauka ma wiele hipotez na temat powstania świata . Zadna nie jest
> udowodniona. To co piszesz jest niezgodne z nauką.**
>
> Przeczytaj dokładnie: ja mówię o historii Ziemi i życia na niej. I
choć surowie
> c
> wyjściowy na Ziemię ma ponad 13 mld lat, to ona sama jest sporo
młodsza i o jej
> "życiu" wiemy już to i owo na pewno.
> Podobnie jak o życiu na niej.

Obawiam się,ze Twoja wiedza to jedynie puste "to i owo"...

>
>
> **Uznała mozliwosc takiej hipotezy.**
>
> Rzeczywiście, przyłapałaś mnie na nadinterpretacji. Żaden
kościelny nie posunie
> sie do wyrażenia jakiegokolwiek konkretu, zwłaszcza gdyby ten
konkret miał
> podkopać filary jego dobrobytu. :D
> JPII w swoim beztreściowym bełkocie powiedział tak wiele, jak
wiele przed nim
> nie zostało powiedziane. Swoja drogą nie dziwne to, bo jednak
najszybszy postęp
> nauki następował za jego bardzo długiego pontyfikatu.

dalej puste "to i owo"

> **Nie widze zaleznosci przyczynowo-skutkowych. Ani niczego
naukowego w tym co
> piszesz. **
>
> No to powiedz naukowo gdzie, kiedy i jak żyli Adam i Ewa, którzy
popełnili
> grzech pierworodny?

Tego nauka nie wie, nauka( w sesie scisłych) tez nie zajmuje się
kwestiami moralnymi (grzechem),tym zajmuje się filozofia, etyka,
teologia

>
>
> **ja się zasatnawiam gdzie Ty załozyłes blokade w swojej głowie,ze
nie znajac
> się ani na nauce ani na wierze czy teologii piszesz tak
nielogiczne bzdury...**
>
> Omatkobosko! coś bliżej? Bo dla mnie to co napisałem jest ciągle
jasne...

Dla mnie nie jest jasne jak mozesz wypowiadac się o nauce nie majac
o niej pojecia( o teologii tez nie)
Smutne,ale mozesz to nadrobic.
>

,,,Akt współpracy człowieka jako istoty rozumnej z drugim lub z jakąkolwiek
instytucją zakłada: akt rozumu wraz z jego funkcją świadomości, akt wolnej
woli, które znajdują swój wyraz w celowo określonej i konsekwentnej aktywności
podczas realizacji tak zapodmiotowanej współpracy. Jest to w świetle etyki
chrześcijańskiej wymiar "formalny", czyli istota współpracy, co pozwala
zasadniczo poznać, czy taka współpraca miała miejsce, czy też, jeśli zabrakło
któregoś z tych najważniejszych elementów, po prostu nie zaistniała i wtedy
mówimy w języku nie tylko filozofii, lecz także chrześcijańskiej teologii
moralnej o braku "cooperatio formalis". Natomiast sam podpis jest tylko i
wyłącznie elementem "materialnym" i jako taki nie stanowi formy czynu osoby
ludzkiej, lecz jej ucieleśnienie lub uzewnętrznienie.
Stąd też sam podpis ówczesnego księdza Wielgusa pod dokumentem lub, dokładniej
powiedziawszy, "świstkiem" musi być poddany wszechstronnej analizie naukowej.
Historyczny wymiar jest wprawdzie ważny, ale niewystarczający, bowiem jest on
ze swej istoty niezdolny do oceny aktu współpracy jako takiego, może co
najwyżej stwierdzić jego faktyczność oraz przeanalizować faktografię kontekstu
historycznego, który w tym przypadku jest całkowicie jednostronny, bowiem
opracowany został jedynie przez samych funkcjonariuszy systemu komunistycznego
w formie "świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych". Przyznanie im absolutnej
prawdziwości i wiarygodności jest sprzeczne z programowo zakłamanym systemem
socjalistycznym, który w wymiarze historii świata pogrążył ponad 200 mln
istnień ludzkich, nie licząc zabójstwa wielomilionowych rzesz nienarodzonych.
Nie ma natomiast żadnych notatek sporządzanych przez samego księdza Wielgusa...

Nie był świadomym tajnym współpracownikiem SS.Obal to zdanie. Prof. Guz tak je
uzasadnia:
...Akt współpracy człowieka jako istoty rozumnej z drugim lub z jakąkolwiek
instytucją zakłada: akt rozumu wraz z jego funkcją świadomości, akt wolnej
woli, które znajdują swój wyraz w celowo określonej i konsekwentnej aktywności
podczas realizacji tak zapodmiotowanej współpracy. Jest to w świetle etyki
chrześcijańskiej wymiar "formalny", czyli istota współpracy, co pozwala
zasadniczo poznać, czy taka współpraca miała miejsce, czy też, jeśli zabrakło
któregoś z tych najważniejszych elementów, po prostu nie zaistniała i wtedy
mówimy w języku nie tylko filozofii, lecz także chrześcijańskiej teologii
moralnej o braku "cooperatio formalis". Natomiast sam podpis jest tylko i
wyłącznie elementem "materialnym" i jako taki nie stanowi formy czynu osoby
ludzkiej, lecz jej ucieleśnienie lub uzewnętrznienie.
Stąd też sam podpis ówczesnego księdza Wielgusa pod dokumentem lub, dokładniej
powiedziawszy, "świstkiem" musi być poddany wszechstronnej analizie naukowej.
Historyczny wymiar jest wprawdzie ważny, ale niewystarczający, bowiem jest on
ze swej istoty niezdolny do oceny aktu współpracy jako takiego, może co
najwyżej stwierdzić jego faktyczność oraz przeanalizować faktografię kontekstu
historycznego, który w tym przypadku jest całkowicie jednostronny, bowiem
opracowany został jedynie przez samych funkcjonariuszy systemu komunistycznego
w formie "świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych". Przyznanie im absolutnej
prawdziwości i wiarygodności jest sprzeczne z programowo zakłamanym systemem
socjalistycznym, który w wymiarze historii świata pogrążył ponad 200 mln
istnień ludzkich, nie licząc zabójstwa wielomilionowych rzesz nienarodzonych.
Nie ma natomiast żadnych notatek sporządzanych przez samego księdza Wielgusa...

Panie Luka,
tu nie było wywodów to były oceny.

Przykład 1.
JKM agumentuje za karą śmierci (by było jasne ja też jestem za). Twierdzi, że
jest brak symetrii między mafiozem, a wymiarem sprawiedliwości. Bo mafiozo
wydaje wyrok śmierci, a sąd nie może. W ten sposób mafiozo ma przewagę nad
sądem (społeczeństwem). I to jest złe. Społeczeństwo samo wybiera sposób
reakcji na zło. Dyskusje jak reagować na patologie społeczne to niekończące się
rozważania etyków, teologów, socjologów, prawników ... . JKM stawia się w roli
Boga – on już wie. Argument z mafiozem jest śmieszny i naiwny.

Przykład 2.
JKM twierdzi, że poda rękę złodziejowi, a nie poda ręki socjaliście – bo to
złodziejstwo (chyba użył słowa bandytyzm) instytucjonalne. Chodzi o świadczenia
jednostki na rzecz ogółu, a w szczególności podatki. Termin złodziejstwo ma
adres etyczny - jest złem. Ciekawa teza – państwa praktykujące socjalizm np.
Szwecja - praktykują instytucjonalne zło. Jest to ewidentne nadużycie. A może
Szwedzi tak chcą. A co, jeśli chcą to grzeszą?

Przykład 3.
JKM twiedzi, że państwo powinno zdecydowanie stosować środki przymusu w
sytuacjach blokady druk, pewnego typu protestów... . Otóż ostre środki przymusu
muszą być stosowane z niezwykłą rozwagą. Trzeba mieć GWARANCJĘ, że się ma racje
zarówno prawne i MORALNE do ich zastosownia zwłaszcza wtedy gdy bunt ma
charakter społeczny. Powściągliwość władz w takich sytuacjach jest naturalna.
Ogranicza się ewentualnie ich skrajne formy. Ale jeśli przyjmiemy rozumienie
racji moralnych JKM, to wszystko jest proste. Tylko skąd wiadomo, że kodeks
moralny JKM to ten obowiązujący nas wszystkich. A może ja właściwie pojmuję co
jest moralne, a on nie . Przecież to zwykła bezczelność JKM. (Pojmowanie racji
moralnych przez JKM nie jest ewangeliczne).

JKM nie interesuje czy społeczeństwo chce żyć w JEGO świecie. To społeczeństwo
wybiera sobie wersję świata, a nie ja, Pan, czy JKM.
Pozdrawiam Wojciech

PRAWO

W świecie arabskim prawo jest nierozerwalnie związane z teologią. Sam
Koran w wielu fragmentach przypomina nie natchnioną księgę, lecz kodeks
prawniczy. Według muzułmanów prawo jest wyrazem woli Boskiej. W skład prawa
muzułmańskiego wchodzą wszystkie sfery życia – od spraw doczesnych przez
moralne, etyczne po religijne. Jako że uznaje się to prawo za boskie,
ingerencja człowieka w jego brzmienie jest minimalna, ogranicza się do
interpretowania podanych praw, uzupełniania, przystosowania do współczesności.
Prawo muzułmańskie nazywa się „figh” czyli „nauka”. I właśnie jako
nauka osiągnęło ono wielki prestiż – ze względu na swoje boskie pochodzenie.
Prawo jest też uważane za ścieżkę, po której bogobojny muzułmanin powinien
kroczyć. Był to zestaw praktycznych wskazówek: co robić a czego nie. Tę drogę
i te zasady wyznacza prawo nazywane „szari’a” spolszczone to
terminu „szariat”.
Jaka jest różnica między fiqh a szariatem? Pierwsze to są teoretyczne
narzędzia tworzenia prawa, drugie to produkt gotowy – przepisy wytworzone
przy ich użyciu.
Istnieje jeszcze jeden termin – „szar’”, który łączy w sobie fiqh, szariat i
teologię.
Prawo muzułmańskie zostało uznane za objawione przez Boga na przełomie III i
IV wieku hidżry. Wcześniej rozwijało się ono przy wykorzystaniu Koranu, Sunny
(to jak postępował Prorok było dobre, więc inni ludzie powinni go naśladować)
i praktyki władców. Zajmowali się jednak nim nie kalifowie lecz uczeni
muzułmańscy. Ci pierwsi mieli za obowiązek jedynie pilnować, by było ono
przestrzegane.

Zaakceptowano wiele przepisów pochodzących z niepisanego zwyczajowego prawa
przedmuzułmańskich Arabów, które dzieliło się na:
 Beduińskie – wyznaczało miejsce człowieka w plemieniu, obowiązki i
prawa jakie miał względem wspólnoty i nawzajem; wyznaczało zasady etyki
dotyczące gościnności, szczodrości, warunki prowadzenia wojen;
 Miejskie – reguły dotyczące handlu, zakaz lichwy, nakaz opieki nad
pielgrzymami.

W Koranie znajdowały się przepisy na temat wykonywania obowiązków
muzułmańskich, kar za ich nieprzestrzeganie. Także informacje na temat
przewodzenia ummie. Wprowadza bardzo szczegółowy - a jednocześnie
kontrowersyjny dla nas Europejczyków – kodeks karny, np. odcinanie prawej
ręki złodziejowi, lewej stopy recydywiście.
W skład przepisów wywodzących się z praktyki władców były dotyczące podatków,
traktowania innowierców na danym terenie.

W późniejszym czasie wykształciły się inne metody kształtowania prawa:
 Idżma –zgoda uczonych, jednomyślna opinia wszystkich prawników
danej szkoły;
 Qiyas -stosowanie prawa analogii, np. zakaz picia alkoholu
rozszerzono na narkotyki;
 Ra’y -jakiś prawnik uznany za wybitny autorytet wydaje w
jakiejś kwestii opinię, która zostaje uznana za obowiązującą;
 Istihsan -wybieranie przez prawników najlepszego rozwiązania w
danej kwestii
 Istislah -działanie na korzyść.

W sunnizmie istnieją cztery główne szkoły prawnicze. Są to:
1. szafi’icka (eponimem był Asz-Szafi’i) – oparcie na sunnie i Koranie
2. hanaficka (eponimem był Abu Hanifa) – Koran jako jedyne źródło nie
budzące wątpliwości, inne źródła powinny być sprawdzane, idżma akceptowana
jedynie, gdy pochodzi od godnych zaufania prawników, dopuszczenie lokalnych
praw zwyczajowych.
3. malikicka (eponimem był Malik Ibn Anas) – Koran i hadisy jako
równoprawne źródła
4. hanbalicka (eponimem był Ahmad Ibn Hanbal) – najbardziej
konserwatywna, rygorystyczna w sprawach kultu, liberalna – w sprawach
doczesnych

Uwadze Pana Jana Hartmana!

Artykuł Tadeusza Bartosia jest próbą wskazania na głęboką ambiwalencję,
wpisaną w doktrynę i praktykę chrześcijąńską. Dotyczy ona moralności. Polega w
zasadzie na tym, że Kościół rodząc się z wydarzenia jakim było życie i śmierć
Jezusa z Nazaretu postępuje częstokroć wbrew jego duchowi i przesłaniu. Na
czym polegała nowość jego ewangelii (dobrej nowiny) i jej przyciągająca moc?
Za H. Pietrasem można by wskazać na wyzwalającą siłę słowa i czynu Jezusa,
która była czymś jakościowo nowym w ówczesnym świecie kultury rzymsko-
grackiej. Chodzi o wyzwolenie z lęku, w szczególności przed karą. Nie jest to
jakaś ideologiczna teza, ale opis konkretnego doświadczenie nawracających się
pogan w pierwszych wiekach po Jezusie.
Kiedy patrzymy na współczesny Kościół, ślady pojawiania się tego ducha
wolności należą do rzadkości. Miast radosnej nowiny, wiedzy radosnej
wyzwalającej spod pręgierza powinności i sankcji, mamy częstokroć wyłącznie
kostyczne komunikaty i suche dyrektywy w sprawie zobowiązań wynikających z
przynależności do dwutysiacletniej instytucji.
Pański komentarz negujący każdą z tez stawianych przez Bartosia niesie
w sobie to mocne założenie, wynikające być może z nie najlepszej znajomości
istotnej treści chrześcijaństwa, iż Kościół to wyłącznie owo drugie, czyli
istytucja, nie zaś wyzwalające wydarzenie. Istotnie, niedorzecznością byłoby
zmuszać do tolerancji, do samoograniczenia i samopowściągnięcia taką hybrydę!
Tymczasem Bartoś myśli z wnętrza wskazanej dwuznaczności i upomina się o
miejsce dla tego, co pierwotniejsze i stokroć ważniejsze, dla wydarzającego
się w Jezusie - użyjmy tu teologicznej parafrazy myśli Baumana -
przezwyciężenia tego, co etyczne, na rzecz tego, co moralne. Człowiek żyjący w
perspektywie lęku i kary ucieka od odpowiedzialności za swoje czyny w etykę,
czyli system rozstrzygający jasno i bez wątpliwości, co czynić należy.
Człowiek od nich wyzwolony staje zaś wobec problemów moralnych, które sam musi
rostrzygnąć i przeżyć. To „sam” jest tu niezmiernie istotne, jest miarą
wielkości i dojrzałości jego człowieczeństwa. „Sam” nie oznacza „bez porady”,
czy „bez wskazówki”, oznacza jednak „na własną odpowiedzialność” z przedziwnym
przekonaniem, że ważniejsze jest „jak” wyboru („sam”, w wolności, na miarę
swego człowieczeństwa) niż „co” (złamanie lub wypełnienie normy). Synonimem
etyki jest u Bartosia instytucja, moralności zaś sumienie (we wskazanym
Tomaszowym sensie).
Dla wydobycia sensu opozycji wskazanej przez Bartosia użyjmy jeszcze
jednej ilustracji. Derridiańskiej opozycji gościnności i ekonomii. Instytucja
jest ekonomią, wyznaczającą każdemu miejsce „przy stole”. Gościnność zaś jest
pozwoleniem być Innemu, wyjątkowemu, różnemu. Proszę mi wierzyć, że wydarzenie
Jezusa pozostaje w swej głębii tym drugim. W jego obronie staje w swym
artykule Ojciec Bartoś z podziwu godną odwagą i trafnością, narażając się tak
na ataki instytucji, jak i na złość niektórych ateistów.

lichtung

Chcesz, to masz, skoro masz takie trudności z korelacją tak podstawowych pojęć.

Teologia jest pochodną metafizyki i trudno jest zaliczyć dywagacje nad naturą
bogów do jakiejkolwiek nauki tym bardziej, że zakłada ona apriorii prawdziwość
wierzeń religijnych. Tym samym przestaje mieć jakiekolwiek znamiona nauki a
staje się usilnym interpretatorem wierzeń religijnych korzystającym z każdej bez
wyjątku okazji sugerowania własnych racji, których w żaden sposób nie da się
zweryfikować.

Efekty takiego podejścia są wręcz logicznie zdumiewające, by nie powiedzieć
fatalne w swych skutkach. Wprawdzie i filozofia i teologia opiera się na
interpretacji bytu, jednak filozofia w swych dociekaniach opiera się na
obiektywizmie, czego w żaden sposób nie można powiedzieć o teologii opierającej
się co najwyżej na jakimś doświadczeniu wynikającym z nieweryfikowalnego
objawienia. W ten sposób na bazie osiągnięć tej teologii możemy śmiało budować
następne teologie o takich samych walorach uzasadniających zwycięstwo bytu nad
niebytem :))

Teologie chrześcijańsko-katolickie nie są w stanie przełknąć już dawno odkrytej
prawdy w Bhagawagicie, że "Nieistnienie nie może zostać powołane do bytu, a
istnienie nie może przestać być" z prostej przyczyny, ponieważ zrujnowało by to
całą konstrukcję religijną. Najprawdopodobniej jest to jeden z kolejnych
skutków spalenia biblioteki w Aleksandrii, z której wypływająca i
rozpowszechniana wiedza mogła zagrozić rozwijającej się ideologii Szawła z Tarsu.

Doskonale wypunktował to Celsus. Do dzisiaj zachowują aktualność jego
stwierdzenia krytykujące łatwowierność chrześcijan, że w przyjmowaniu teorii
naukowych należy kierować się rozumem jako przewodnikiem, ponieważ nie może
uniknąć błędu ten, kto nieostrożnie akceptuje jakieś poglądy. Ci co wierzą - jak
pisał - bez dowodów, porównać można do żebrzących kapłanów Kybeli i wieszczków,
do mitraistów, wyznawców Sabazjosa oraz ludzi wierzących w jakieś widma — Hekatę
czy innego demona albo demony. Przewrotni ludzie wykorzystując ich łatwowierność
i głupotę robią z nimi, co chcą, a to samo dzieje się również wśród chrześcijan.
Mądrość, według nich, jest złem w świecie, a dobrem głupota.
Orygenes jako doktor i ojciec Kościoła w dyskusji i zwalczaniu jego poglądów
poniósł najzwyklejszą porażkę.

Od tego okresu teologia nie poczyniła ani kroku na przód z konieczności
nawiązując do osiągnięć filozofii i nauki, nieustannie jednocześni ograniczając
swoje relacje do swoistej interpretacji rzeczywistości natury.

A zatem filozofia jest nauką z której korzysta teologia przypatrując się jej
tylko i wyłącznie w celu pozyskania pojęć do nowego wyrażania nieustannie tej
samej wiary i powiedzmy szczerze nie wiele więcej poza powoływaniem nowych
świętych i uatrakcyjnianiu swojej idei nowymi igrzyskami.

Etyka z kolei - na której tak się zasadzasz - jest niczym innym, jak działem
filozofii zajmującym się tworzeniem systemów myślowych, z których można
wyprowadzać zasady moralne w formie jakiegoś
zbioru dyrektyw obowiązujących w danym środowisku. Tak więc moralność złodzieja
jest też moralnością mieszczącą się w ramach ściśle określonej etyki. To samo
możemy powiedzieć o moralności czy etyce katolickiej.

Trawersując Twoją formę przedstawiania problemu, mogę zadać Ci pytanie, czy
połamana noga jest nogą czy też nie i czy spełnia wymogi przygotowania zawodnika
do startu w olimpiadzie :))

Idziemy do Europy
RELIGIA W SZKOLE

Prawna wykładnia

Powszechna deklaracja praw człowieka z 1948 r. w artykule 18 stanowi: „Każda
osoba ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii; prawo to obejmuje wolność
zmiany swej religii lub przekonań, jak również wolność manifestowania swej
religii lub przekonań, indywidualnie lub wspólnie z innymi, publicznie lub
prywatnie, poprzez nauczanie, praktyki religijne, sprawowanie kultu i
rytuałów”.

W Międzynarodowym pakcie praw obywatelskich i politycznych z 1966 r. w artykule
18 ustęp 4 stwierdza się, iż
„Państwa Strony niniejszego Paktu zobowiązują się do poszanowania wolności
rodziców lub, w odpowiednich przypadkach, opiekunów prawnych do zapewnienia
swym dzieciom wychowania religijnego i moralnego zgodnie z własnymi
przekonaniami”.

Rada Europy w protokole nr 1 do Konwencji o ochronie praw człowieka i
podstawowych wolności. W artykule 2 tego protokołu stwierdza się:

" Wykonując swoje funkcje w dziedzinie wychowania i nauczania, Państwo uznaje
prawo rodziców do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi
przekonaniami religijnymi i filozoficznymi”.

Jeszcze bardziej wyraźne stanowisko zajęła Rada Europy w zaleceniu nr 1202 z
lutego 1993 r., dotyczącym tolerancji religijnej w społeczeństwach
demokratycznych. Wzywa się w nim kraje członkowskie do zapewnienia edukacji
religijnej i etycznej integralnego miejsca w systemie OSWIATY PUBLICZNEJ.

Lekcje religii w krajach Unii Europejskiej (UE)

Państwo powinno stworzyć takie warunki, aby żaden z obywateli nie był narażony
w instytucjach publicznych, a więc także w szkole, na funkcjonowanie wbrew
swoim przekonaniom światopoglądowym, z drugiej natomiast, przyznając obywatelom
prawo do publicznego wyrażania przekonań religijnych, powinno zagwarantować
obszar edukacyjny, służący kształtowaniu „cywilizowanej” ekspresji
światopoglądowej, wzajemnemu poznaniu oraz dialogowi. Rolę taką mogą odgrywać
lekcje religii prowadzone w ramach systemu oświaty publicznej. Państwu, które
nie powinno mieć prawa ingerowania w doktrynę religijną poszczególnych
Kościołów, nie może być jednak obojętny ład społeczny i jakość życia
obywateli. "

W państwach UE, z wyjątkiem Francji, kształcenie religijne jest realizowane w
ramach systemu oświaty publicznej. Przybiera ono, w zależności od lokalnych
regulacji prawnych, a także kontekstu historycznego i społecznego, formę
konfesyjną (Austria, Belgia, Finlandia, Grecja, Hiszpania, Irlandia, Niemcy,
Portugalia, Włochy), ponadkonfesyjną (Holandia, Szwecja, Wielka Brytania), bądź
mieszaną (Dania). Jako przedmiot szkolny może mieć charakter obligatoryjny lub
fakultatywny. Gwarantując wolność sumienia i wyznania, poszczególni ustawodawcy
przyznają zarazem prawo do rezygnacji z uczęszczania na zajęcia religii. W
większości państw, w których lekcje religii mają charakter konfesyjny,
przewiduje się przedmiot alternatywny w postaci etyki bądź wiedzy o religiach i
światopoglądach, pojawiający się w praktyce dopiero na poziomie szkoły
średniej, lub osobne zajęcia dla uczniów przynależących do mniejszości
wyznaniowych. Lekcje religii kończą się oceną wpisywaną na świadectwie
szkolnym i na ogół, jeżeli miały charakter obligatoryjny, decydują o promocji
do następnej klasy. Ponadto niektóre systemy szkolne dopuszczają
wybór „religii” jako fakultatywnego przedmiotu maturalnego.

Nauczyciele religii muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje pedagogiczne i
teologiczne, zazwyczaj wymagana jest także akceptacja właściwej zwierzchności
kościelnej. Opłacani są przez PAŃSTWO i włączani do grona pedagogicznego danej
szkoły na normalnych zasadach.

Kościół wobec kary śmierci
Polecam ciekawy artykuł na ten temat zamiast powoływać sie na pojedyńcze
Encykilki proponuje zapoznać się z tym co mówi na ten temat Magisterium Kościóła
Katolickiego .

Śmierć to znana od niepamiętnych czasów metoda karania najcięższych przestępstw.
Ten instrument pozostawał głównie w gestii osób i instytucji sprawujących
władzę. Nowy Testament, poprzez nieformułowanie jednoznacznego zakazu stosowania
kary śmierci, dawał prawo władzom cywilnym na wykorzystanie kary ostatecznej, w
sytuacjach zagrożenia życia zbiorowego społeczeństw i ich dobra (często
utożsamianego z dobrem władzy!). W tym kontekście rolą autorytetów kościelnych
były starania w kierunku zmniejszenia zakresu stosowania kary śmierci. Tym
bardziej że – z chrześcijańskiego punktu widzenia – często była ona nadużywana.
Święty Augustyn mówił o możliwości jej ograniczenia w wyniku interwencji biskupa.

Tradycyjna etyka chrześcijańska w odniesieniu do kary śmierci jest spójna, choć
nie proponuje żadnego z krańcowych rozwiązań. Istnieją przy tym kluczowe
wykładnie takiego stosunku.

W samoobronie

I tak, święty Tomasz z Akwinu uważał, że przestępca zatraca swoją godność
ludzką, a skazanie go na śmierć nie narusza V przykazania. Ten argument dotyczył
wielu uzasadnień dopuszczalności kary śmierci. Przestępca dopuszczając się czynu
zabronionego, niejako sam skazywał się na wykluczenie z obowiązywania
przykazania i wyrok ostateczny. Wykładnia Dekalogowa zakazu „nie będziesz
zabijał” wskazuje, że zakaz ten nie jest ani absolutny, ani bezwarunkowy – wręcz
przeciwnie. Bo czyż Kościół kiedykolwiek twierdził, by na przykład dać się zabić
bez obrony albo, że gdy przyjdzie do domu bandyta, powinno mu się dać zabić, a
wcześniej jeszcze pomóc wybić całą rodzinę? Otóż, jak pisze w swoich dziełach
wybitny etyk, ks. prof. Tadeusz Ślipko, zakaz zabijania odnosi się do wszelkich
sytuacji, z wyjątkiem agresji. A agresją jest przecież nie tylko wojna, ale
również przestępstwo.

Deklaracja Soboru Laterańskiego IV

Istnieją współczesne dyskusje teologiczno-etyczne w sprawie kary śmierci, które
krytycznie oceniają powyższe aspekty etyki chrześcijańskiej. Mimo to stanowisko
Kościoła dopuszczające karę śmierci jest niezmienne. Zostało zaprezentowane na
Soborze Laterańskim IV w 1215 roku i do tej pory nie zostało wydane inne
orzeczenie Magisterium Kościoła. Ta deklaracja dogmatyczna mówi: „władza świecka
bez grzechu ma nakładać karę śmierci zawsze wtedy, kiedy motywem działania jest
sprawiedliwość, a nie gniew czy zemsta, działając roztropnie i bez
dyskryminacji”. Trzeba tu jasno zaznaczyć, że Kościół nie jest zagorzałym
zwolennikiem kary śmierci, ale też nigdy nie był przeciwny takiej formie karania.

Prawdy trwałe i odwołalne

W problematyce kary śmierci szczególne znaczenie ma fakt, że w tradycyjnym
nauczaniu Kościoła mieszczą się prawdy nieodwołalnie pewne oraz twierdzenia
uwarunkowane historycznie, uznawane w określonych warunkach czasu i przestrzeni.
Oznacza to, że zwyczajne nauczanie Kościoła zawiera w sobie prawdy wiecznie
trwałe i odwoływalne. Aby ustosunkować się do nauczania Kościoła w sprawie kary
śmierci, należy poznać, które z moralnych nauk Kościoła należą do kategorii
prawd niezmiennych, które zaś pozostają na poziomie prawd odwoływalnych. W
opinii teologów, wyznacznikami prawd niezmiennych są: ciągłość nauczania,
aprobata ze strony Stolicy Apostolskiej, piętnowanie przeciwnych opinii,
potwierdzanie w sytuacjach kontestacji.

Kościół zawsze dążył do ograniczenia wykonywania kary ostatecznej. Jest tak
również współcześnie, ale kara śmierci jest niezmiennie akceptowana. W
Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Kiedy tożsamość i odpowiedzialność
winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza
zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedyny dostępnym sposobem skutecznej
ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem” (KKK 2267). By
określić, czy kara śmierci jest odpowiednia, Kościół proponuje brać po uwagę
przypadki absolutnej konieczności wykonania kary śmierci i zauważa, że „są
bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (KKK 2267).

* * *

Nauka Kościoła nie pozostawia więc żadnych wątpliwości. O ile częstotliwość
stosowania kary śmierci zależy od warunków historycznych (dlatego kiedyś
akceptowano szerszą gamę przypadków jej wykonywania), to sama jej istota
pozostaje niezmienna. Kara śmierci może być stosowana w uzasadnionych
przypadkach. Zaś do władz należy określenie katalogu owych sytuacji, oczywiście
w zgodzie z aktualnymi uwarunkowaniami społecznymi i cywilizacyjnymi.

Bartosz Żukowski

Drogę do ideologii, którą dzisiaj nazywamy faszyzmem wskazał Stary Testament.
Wpierw był to nacjonalizm par excellence, religijny, narodowy. Żydowski bóg był
najlepszy, jedyny, mordujący tych, którzy nie chcieli go wyznawać i oddawać
czci. Kto nie był z Jahwe lub obojętny na jego boskość, tego należało zabić.
Terror i przymus w wyznawaniu mojżeszowego boga, oraz jego kult, były
obowiązkiem. Kontynuację nacjonalizmu widzimy w Nowym Testamencie. Przytoczono
tam zalecenie Zbawiciela, nakazującego kochać bliźniego swego jak siebie
samego. Oczywiście, z tej nacjonalistycznej rady ewangelicznej, nic dobrego,
ogólnoświatowego, nie wynika, gdyż Jezus mówił o "bliźnim" tej samej rasy,
religii oraz przekonań. I to miał na myśli Nauczyciel, a nie, jak literalnie,
dosłownie, tłumaczy teologia, ma się to odnosić do każdego człowieka. 2000 lat
wykazało, że tą ewangeliczną "miłością bliźniego" nikt się nie przejmował. A
już akurat najmniej, papieże...

Charakterystycznymi cechami tej ideologii są: zakaz wolności słowa, myśli,
przekonań. Dochodzi jeszcze do tego psychiczny i moralny terror.

Łukasz ewangelista zapisał mordercze słowa wypowiedziane przez Jezusa
Chrystusa: "Tych zaś, przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad
nimi, przyprowadźcie tu, i zabijcie na moich oczach." (19: 27). W tych słowach
mamy jaskrawy przykład nacjonalizmu i jedynowładztwa, u podłoża których leży
terror i przymus.

Łukasz ewangelista zapisał wręcz mordercze słowa wypowiedziane przez Jezusa
Chrystusa: "Tych zaś, przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad
nimi, przyprowadźcie tu, i zabijcie na moich oczach." (19: 27). W tych słowach
mamy jaskrawy przykład nacjonalizmu i jedynowładztwa, u podłoża których leży
terror i przymus.

Następca Jezusa, Piotr apostoł, rzekomy pierwszy papież, kontynuując metody
swojego Nauczyciela, zabija pewne małżeństwo za odstępstwo od zasad
obowiązujących w chrześcijańskiej komunie. Taki był debiut chrześcijaństwa,
początki "etyki" katolickiej i "miłości bliźniego".

A później???
Zaczynając od papieża Innocenty III (1198-1216), sprawy niejednokrotnie były
opisywane na forum.

Dwie ideologie, jakże różniące się między sobą, i dwie ich miary. Oburzano się
na Aleksandra Kwaśniewskiego, że przeprosił za zbrodnie PRL. Przepraszał za
czyny, których się nie dopuścił. Oburzano się, gdyż zdaniem prawicowych
moralistów, "przepraszam" nie wystarcza. Ci sami ludzie wychwalali papieża,
apoteozując jego "uczciwość", że miał odwagę, i przeprosił za zbrodnie
Kościoła... PRL trwała 44 lata, a chrześcijaństwo, niemal 2000.

Papieski rezydent w Polsce, abp Kowalczyk z okazji podpisania konkordatu był na
tyle bezczelny, że w oficjalnym wystąpieniu, pozwolił sobie na kąśliwą uwagę
pod adresem Narodu Polskiego, twierdząc, że prawdziwy Polak, to katolik. A więc
w opinii przedstawiciela państewka Watykan, być nie katolikiem, to stać poza
nawiasem narodu...

I o tym orzeka przedstawiciel obcego, "świętego", państwa! I powie ktoś, że
kler rzymski nie szerzy nienawiści i nietolerancji?!

Więcej:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2751

Dobry wieczor. Coraz wyrazniej widac miejsce, gdzie nasze drogi nieco sie
rozchodza - to podejscie do sumienia, a scislej, problem, jak Ty to
nazwalas, "antropomorficznosci" tegoz. Piszesz: "A to sumienie nam mowi, ze
niedobra jest droga antropomorficzna (np. kochac kogos jak samego siebie - bo
czesto siebie nienawidzimy, ergo..)" a ja tego nie rozumiem, a juz zwlaszcza
przykladu w nawiasie. Nie znam uczucia nienawisci do siebie, moge sobie
wyobrazic, ze mozemy czuc do siebie niechec co najwyzej z tego powodu, ze
wyrzadzilismy komus krzywde. A wiec ta "nienawisc do siebie" jest zalem z
powodu winy, ktora wyrzuca nam nasze "antropomorficzne" sumienie. Tak, bo wg
mnie sumienie jest wylacznie "antropomorficzne", gdyz zle, dobre lub moralnie
neutralne moga byc tylko ludzkie czyny, popelniane wobec innych ludzi. Jak na
zamowienie, tydzien temu pojawil sie w "Tyg. Powszechnym" artykul T.Gadacza o
problemie zla w filozofii ks. J.Tischnera. "Zlo jest miedzyosobowe... pojawia
sie w relacji miedzy bohaterami dramatu. Jest zdrada, klamstwem, pogarda,
kradzieza wlasnosci, itp." A wiec zlo, dobro, szerzej: etyka jest
antropomorficzna, takze w ujeciu ks.Tischnera.

Dalej piszesz: "...dobre stad jest to, co wnosi w nasze zycie istnienie takie
jakie ma Bog". Zgoda, jednak Bog nie moze przekazywac nam czego innego droga
bezposrednia (przez "antropomorficzne" sumienie) a czego innego droga posrednia
(przez doktryny religijne). Czlowiek, ktory stara sie nie krzywdzic innych i im
pomagac powinien sie dobrze czuc w kazdej religii. Religie, ktore takiego
czlowieka o zlo obwiniaja, mozna podejrzewac o niescislosci w ich doktrynach.

No i dalej cedujesz Twoje sumienie na rzecz Kosciola Nauczajacego, pozbawiajac
to sumienie jego podmiotowosci, ono przestaje byc Twoje (tak to odbieram). Moim
zdaniem, Bog przemawia do sumienia na poziomie wyzszym, ponadreligijnym -
dlatego ludzie dobrej woli, niezaleznie od religii czy kultury, sa w stanie
uzgodnic jakies zasady wspolzycia (niedopuszczalnisc agresji, itp.).
Przemawiajac, sam sie ukrywa, tak, ze nawet niewierzacy moga sie w tych
ogolnych wartosciach odnalezc. Sumienie mozna wszak wywiesc z ludzkiej
inteligencji, ktora charakteryzuje sie zdolnoscia do empatii: "nie rob
drugiemu, co tobie niemile".

Mysl, ze sumienie mogloby byc integralnie zwiazane z jedna tylko religia (w tym
wypadku nasza, katolicka), jest dla mnie trudna do zaakceptowania. Czyzby
innowiercy mieli jakies wypaczone sumienia? A my mielibysmy monopol na prawde i
dobro? Wszyscy jakos szukamy Boga, troche po omacku (zwaz, jak niekompletne sa
dokumenty opisujace zycie Jezusa - przez 3 lata nauczania wypowiedzial on b.
wiele slow, z ktorych zapisano, i to po wielu latach i w innym jezyku, bardzo
niewiele). Wszyscy mozemy, rozwazajac poszczegolne zagadnienia moralne czy
teologiczne, miec wiecej lub mniej racji. Wlasciwa postawa byloby tutaj
wzajemne poznawanie sie i czerpanie z dorobku moralistow i teologow
katolickich, prawoslawnych czy protestanckich. Postawa "debesciacka" (we are
the best) zle mi sie kojarzy, nawet... z grzechem pychy.

Reasumujac, nasze drogi rozchodza sie w tych punktach, gdzie "antropomorficzne"
sumienie mowi nie calkiem to samo, co obecne nauczanie Kosciola Katolickiego.
Tych punktow jest jednak b. malo, w 99% istnieje zgodnosc interpretacji
Dekalogu (w warstwie odnoszacej sie do relacji miedzyludzkich, a wiec IV-X),
gloszonej w Katechizmie Kosciola Katolickiego, z "pierwotnym" odczuciem dobra i
zla, zakodowanym w sumieniu. Gdyby to 99% zamienic na 100 - zblizyloby to nas
do zrozumienia Bozych intencji.

To chyba najwazniejsze, co mam do powiedzenia. Pozostaja drobne komentarze o
mniejszej wadze - wysle je osobno, bo, zdaje sie, system "obcina" zbyt dlugie
wypowiedzi.

"prtzemek05" napisal:
> Sumienie mozna wszak wywiesc z ludzkiej
> inteligencji, ktora charakteryzuje sie zdolnoscia do empatii: "nie rob
> drugiemu, co tobie niemile".

Sumienie nie formowane (budowane, oczyszczane, reformowane) przez samego Boga w
bezposrednim z Nim kontakcie a wiec opierajace sie na swojej autonomicznej
tylko inteligencji bez spotkania z inteligencja Boga latwo wymysla sobie rzeczy
majace pozor prawdy czyli namiastki prawdy, wlasnie antropomorfizuje w
pejoratywnym tego slowa znaczeniu. Jak wyglada zasada "nie rob drugiemu, co
tobie niemile" w sumieniu masochisty? Kto nauczy wiedziec, co dugiemu nie
tylko mile ale dobre w kontekscie wiecznosci czyli pelni zycia a nie tylko w
kontekscie danej chwili, ktora oze byc rzeczywiscie ciezka? Znowu: gdy ciezko i
skomplikowanie warto odwolac sie do bezposredniej Bozej obecnosci w
zobiektywizowany przez Ducha Swietego sposob: do tegoz Ducha obecngo w Kosciele
Nauczajacym. Oczywiscie to odwolanie sie musi byc wejsciem w zywy kontakt, w
modlitwie (medytacji) z Bogiem obecnym w tym sakramentalnym miejscu (Kosciol
jest podstawowym sakramentem).

> Wszyscy jakos szukamy Boga, troche po omacku (zwaz, jak niekompletne sa
> dokumenty opisujace zycie Jezusa - przez 3 lata nauczania wypowiedzial on b.
> wiele slow, z ktorych zapisano, i to po wielu latach i w innym jezyku, bardzo
> niewiele). Wszyscy mozemy, rozwazajac poszczegolne zagadnienia moralne czy
> teologiczne, miec wiecej lub mniej racji. Wlasciwa postawa byloby tutaj
> wzajemne poznawanie sie i czerpanie z dorobku moralistow i teologow
> katolickich, prawoslawnych czy protestanckich. Postawa "debesciacka" (we are
> the best) zle mi sie kojarzy, nawet... z grzechem pychy.

OK, ale:
1. nie tyle lepszy, co pelniejszy (pelnia prawdy a nie lepsza prawda);
2. dyskusje teologiczne pozyteczne ale to nie zywy kontakt z Bogiem
sakramentalnie obecnym;
3. pelnia nie tyle zwiazana jest z pycha ile wlasnie z pokora: to Pan Bog
postawil na naszej dodze (komu postawil, temu postawil) Kosciol to niech On sie
martwi jak ma byc onze Kosciol DROGA. Ja przjmuje dar sakramentu jakim jest
Kosciol a nie wymyslam go sobie w pysze jakiejs.

> Reasumujac, nasze drogi rozchodza sie w tych punktach,
> gdzie "antropomorficzne"
> sumienie mowi nie calkiem to samo, co obecne nauczanie Kosciola Katolickiego.
> Tych punktow jest jednak b. malo, w 99% istnieje zgodnosc interpretacji
> Dekalogu (w warstwie odnoszacej sie do relacji miedzyludzkich, a wiec IV-X),
> gloszonej w Katechizmie Kosciola Katolickiego, z "pierwotnym" odczuciem
> dobra i
> zla, zakodowanym w sumieniu. Gdyby to 99% zamienic na 100 - zblizyloby to nas
> do zrozumienia Bozych intencji.

OK, ale:
1. wlasnie kontrast sumienie-nauczanie stawia mnie wobec pytania, na ile moje
sumienie antropomorfizuje, jest niedoformowane przez Boga a przeformowane przez
urazy, ideologie, przyzwyczajenia mentalne itp. Stad:
2. w sumieniu nie ma nic zakodowanego (jest natomiast zakodowanie w super-ego i
to nieraz super ciezkie..), sumienie jest zywym zwiazkiem z Panem
Bogiem; "pierwotne" jest wiec nie to zakodowanie roznicy dobro/zlo ile zywe
doswiadczenie dobroci w zywej bliskosci z Bogiem (=tez w formie Kosciola
nauczajacego. Tak to Ethos jest Mistyka a nie mistycyzmem religijnym czy
ideologia. I dobra Teologia opiera sie na Mistyce (=filozofii pierwszej, etyce)
a nie na podszytych roznymi ideologiami socjologiach, historiach,
psychologiach, teoriach moralnosci, naukach szczegolowych etc.

cd na G