Wyniki wyszukiwania dla zapytania: tereny wulkaniczne

> O nie mospanie, islam powrocil do przedizraelskiego Jahve - boga wulkanu,
wojny
>
> i ognia Medianitow. >
> JA widze znacznie wieksze podobienstwa miedzy islamem a wspolczesnym
judaizmem
> niz miedzy nimi a chrzescijanstwem.

Przychylam się do twojego poglądu że Bóg Mojżesza był w dużej częsci bogiem
wojny.
"Dał" Izraelitom ziemię obiecaną z tym że ponieważ była to ziemia zamieszkana
najpierw należało ja podbić.
Wskazał jak to ma byc zrobione. Najbardziej szokujący z dzisiejszego punktu
widzenia był nakaz eksterminacji ludności Kaananu (tzw. prawo klątwy).

Pod tym względem Bóg Arabów jest znacznie łagodniejszy.
Pochwala wojnę ale nie nakazuje eksterminacji podbitych terenów i z tym jest
bliższy Bogu Chrystusa.


Fakty
polacy przez 60 lat, chociaz wojne wygrali, nie umieli uregulowac jedoznacznie
praw wlasnosciowych okupowanych terenow, do dzisiaj w ksiegach wieczystych
gruntow sa naniesieni prawowici wlasciciela niemieccy.
Polska, niedawnym wyrokiem sadu w Strassburgu zostal zobowiazana do wypolacenia
odszkodowan za przesladowania i majatek tzw. Zabluzan, ktorych status zostal
rowniez zaniedbany przez administracje polska, a wiec po oddaniu majatkow
obywatelom Izraela, Watykanu, Zabluzan, trzeba uregulowac prawnie i sytuacje z
Niemcami.
I naprawde nie pomoga tu wulkany obelg i swietego oburzenia, tylko trzezwy
rozum, co mozna jeszcze zrobic w tej sytuacji.
Moze przesiedlic Zabluzan spowrotem za Bug, bo oni i tak nigdy okupowanych ziem
nie uwazali za polskie, a pozwolic na powrot prawowitych wlascicieli, ktorzy
zapewnia prace i dobrobyt.

Na dobranoc: walentyka od Marsjanek i Marsjan
Dziwny wizerunek na powierzchni Marsa

www1.gazeta.pl/nauka/1,34148,1324397.html

pioc 13-02-2003, ostatnia aktualizacja 13-02-2003 17:39

Oto zdjęcie powierzchni Czerwonej Planety, które wykonała trzy lata temu
sonda Mars Global Surveyor. Podobno NASA długo wstrzymywała się z jego
publikacją. Obawiała się, że wzbudzi podobną sensację jak zdjęcie słynnej
marsjańskiej twarzy lub piramid, które - zdaniem niektórych - są wymownym
śladem obcej cywilizacji lub tajemnym przekazem od kosmitów. Tym razem rzeźba
terenu na wschodnim zboczu wulkanu Alba Patera w północnej prowincji Tharsis
układa się w wyraźny symbol zakochanych. Marsjańskie serce ma 2,3 km
średnicy. Czyżby Czerwona Planeta posyłała Ziemi walentynkową kartkę?

> To, co 'od dawna wiadomo', najczesciej okazuje sie tylko poszlaka. I
wiadomosci wczesniej uzyskiwane, nieustannie sie rewiduje dzieki nowym.
Prawdopodobnie proces dalszego poznawania historii Ziemii, nigdy sie naprawde
nie zakonczy...

> Uderzenie tej wielkosci meteorytu moze spowodowac wybuchy wulkaniczne.
Jezeli badania pokrywy lodowej na Anatrktydzie i w Arktyce wskazuja na pewne
anomalia, przy czym kratery powstale w wyniku uderzenia meteorytow sa zbiezne
data z tymi anomaliami, to wyglada na to ze wulkan, czy drugi mogl wznowic
swoja dzialanosc poprzez tektoniczne zaburzenia spowodowane impaktem meteorytu.

> Santorini jest/byl jednym z wulkanow, byc moze i wiekszych, ale prawdziwe
super-wulkany mieszcza sie w Yellowstone ( obecnie wzmozona aktywnosc i
podnoszenie sie terenu) i w Indonezji. Z czasem najprawdopodobnie odnajda sie
i inne, ktore podobnie jak wymienione, wybuchaja regularnie co kilka tysiecy
lat z tragicznymi skutkami dla zycia na Ziemi.

> To tez sie tobie nie zgadza?

>


Miczurin (czyli obecne Carevo)zapamiętałem jako malutką mieścinę z
uroczymi zakątkami, chodzi o te przepiekne zatoczki, laguny, w
których można było nurkować do woli w bardzo czystej wodzie, linia
brzegowa bardzo zróżnicowana, piaszczyste plaże, stromo opadające do
morza skałki wulkaniczne, no i piękne nasłonecznione winnice ( na
terenie jednej z nich właściciel mieszkał w wytaszczonym na wzgórze
starym kutrze rybackim, miły starszy pan ). Idąc brzegiem w stronę
Turcji można było nadziać się na plażę dla naturystów, ale stary nam
nie pozwalał się tam zapuszczać razem z bratem, bo byliśmy jego
zdaniem za mali ! :). Mam nadzieje że niewiele się tam pozmieniało,
ale jaki zobaczę Miczurin po tylu latach , to się okaże na miejscu.
Jakby ktoś mógł przesłać tą mapę od Macieja , to bardzo bym poprosił
na e-mila kartwehyllo@gmail.com POZDRÓWKA !

masz rację
problemem węgla brunatnego nie jest ani zanieczyszczenie środowiska
(bo to można zminimalizowac przez filtry lub zmianę technologii)
ani nawet sposób wydobywania - można takie kopalnie później
zrekultywowac
ale jego niska wartośc kaloryczna (mało węgla w węglu hehehehe)

a pseudoekologiczne gadki o CO2 to brednie (Ziemia sama produkuje
sobie tyle CO2, że to, co my jej dostarczamy to jest pikuś, jedno
beknięcie wulkaniczne i ilośc jak roczna emisja...?)
oczywiście mówię o skali globalnej, bo dla mnie zanieczyszczenie
lokalne jest wkurzające - owszem smierdzą mi np. spaliny samochodowe
i palacze, ale eko-wojownicy operują niemal wyłącznie hasłami
globalnymi

dla Polski nie ma innego wyjścia niż energia jądrowa /atomowa
bo za małe nasłonecznienie, za słabe wiatry, za spokojne rzeki na
zbyt płaskim terenie, morze o zbyt niskich pływach i falach,
geotermia... hmmm

tylko teraz problem - jeśli by doszło do budowy elektrowni - to
gdzie?
zobaczycie, będzie jak swego czasu z tym domem dla chorych na aids
ludzie pikietowali - "wiemy, że to się nie przenosi przez powietrze,
ale nie chcemy tego u nas", i "dlaczego akurat tu"

a ekolodzy to jest bardzo mocna i tajna broń polityczna
a co najśmieszniejsze - nieświadomo

przemadrzala z niewiedzy
Rozpacz, ciemnota, ogłópienie ogarnęło autora i komentatorów.
Ta ostatnia wiadomość, na jaką powołuje sie Landau pochodzi z
przed 20 laty. Może autorka w tym czasie przebywała w swoim
kraju, gdzie odkrycia nie należa do istotnych. Na domiar złego,
jedynemu nającemu rację w tym istotnym zapisie, JZ wygarnęła
przemądrzałość, spychając siebie na dno bezmyślności.
Oczywiście nie należy zaśmiecać forum, nie brakiem zdolności
wyciagania właściwych wniosków.
Istotnie wyspę Therę nawiedził kataklizm na niespotykaną skalę.
Zanotowano tam niezwykłą aktywność wulkaniczną z jednoczesnym
obniżeniem terenu. W wyniku czego większość wyspy zotała zalana
lawą. Jednocześnie ogromne tereny, w wyniku obniżenia, znalazły
się pod wodą. Być może coś podobnego wydarzylo się tam już
wcześniej, co mogło by naprowadzić na ślad Atlanty.

W sumie nie powiedzialas ktora czesc Jawy chcesz zobaczyc, wiadomo
wyspa jest dosc spora. Ja znam tylko srodkowa czesc (Yogyakarta i
okolice) oraz wschodnia (Surabaya i kaldery wulkanu Bromo). Dluzsze
odcinki przybywalem samolotem a te krotsze samochodem, przy czym
zawsze mialem kierowce, ktory znal teren. Dlugie odcinki ciezko sie
jezdzi samochodem i mimo, ze ja lubie prowadzic to w calej Indonezji
blogoslawilem stan rzeczy, ze nie musze. Kierowca robil swoje a ja
sie moglem poswiecic filmowaniu i zdjeciom, albo po prostu odpoczac.
Wspomniane wczesniej czesci wyspy bardzo mi sie podobaly i do dzis
uchodza za jedne z najciekawszych do ktorych dotarlem, ale w sumie
cala Indonezja na mnie takie wrazenie zrobila jako kraj absolutnie
niezwykly i jeszcze nie tak uturystyczniony. Na Sumatrze nie bylem,
choc bardzo chcialem. Odradzil nam tam podroz nasz lokalny agent,
ktory nie chcial nas narazac na niepotrzebne klopoty w czasie
rozruchow w Ace. Chcialbym tam bardzo kiedys pojechac gdyz Sumatra
jest, moim zdaniem, choc nie poparta doswiadczeniem, tego warta.

3 tygodnie to dosc sporo na Jawe, chyba ze podroz samochodem bedzie
sie bardzo wlekla.

Dojazd do wulkanów okazał się nadzwyczaj łatwy. Około 20 km na północny -
zachód od Buzau (droga na Braszow)w miejscowości Berca jest drogowskaz właśnie
na te wulkany. Nazwa na drogowskazie brzmi "volcanii noroiosi". Trzeba jechać
około 25 km na północ od głównej drogi cały czas trzymając się drogowskazów -
są rozstawione na każdym skręcie. Jeśli chodzi o jakość drogi to jak na warunki
rumuńskie jest ona całkiem niezła. W tym roku w czerwcu wstęp na teren wulkanów
był bezpłatny, ale obok powstawała już jakaś "infrastruktura" więc nie wiadomo
jak długo potrwa taki stan rzeczy. Po wulkanach można sobie chodzić bez
ograniczeń, należy tylko uważać aby niechcący nie wpaść np. po kolana w błoto.
Wbrew pozorom jest to dość łatwe, zwłaszcza jak ktoś waży powyżej 50 kg.
Jeśli chodzi o drogę z Buzau do Braszowa, to jeśli nie została poprawiona
zapora na rzece, to trzeba jechać objazdem, a tego zupełnie nie polecam. Trasa
wygląda następująco: około 50 km przez góry (czas przejazdu coś koło 2 godz.)
drogi w zasadzie nie ma. Tylko błoto, kamienie i koleiny. Sama nie wiem jak
nasz samochód to przeżył.

Byłam ze 3 lata temu na Gran Canarii ze Scan Holiday. Zrobiliśmy również
wycieczkę promem na Teneryfę. Wyspy Kanaryjskie są pochodzenia wulkanicznego,
mają w związku z tym ciemny piasek, a na środku wysp są tereny górzyste. Woda -
jak to w oceanie - chłodna i z dużymi falami.
Ogólnie bardziej podobała mi się Teneryfa, jest bardziej zielona i ma sporo
atrakcji. Pozostałe wyspy są rozwijane turystycznie od niedawna, jest mniej do
oglądania i zwiedzania niż na G.Canarii czy Teneryfie. SH - jest bardzo dobrym
biurem, spokojnie mogę polecić. Jakbym leciała jeszcze raz (6 godzin w jedną
stronę) wybrałabym Teneryfę w części typowo turystycznej.
Jeśłi masz jeszcze jakieś pytania - chętnie odpowiem,
Pzdr.

Gość portalu: Monia napisał(a):

> Byłam ze 3 lata temu na Gran Canarii ze Scan Holiday. Zrobiliśmy również
> wycieczkę promem na Teneryfę. Wyspy Kanaryjskie są pochodzenia wulkanicznego,
> mają w związku z tym ciemny piasek, a na środku wysp są tereny górzyste.
Woda -
>
> jak to w oceanie - chłodna i z dużymi falami.
> Ogólnie bardziej podobała mi się Teneryfa, jest bardziej zielona i ma sporo
> atrakcji. Pozostałe wyspy są rozwijane turystycznie od niedawna, jest mniej
do
> oglądania i zwiedzania niż na G.Canarii czy Teneryfie. SH - jest bardzo
dobrym
> biurem, spokojnie mogę polecić. Jakbym leciała jeszcze raz (6 godzin w jedną
> stronę) wybrałabym Teneryfę w części typowo turystycznej.
> Jeśłi masz jeszcze jakieś pytania - chętnie odpowiem,
> Pzdr.

dziekuje :)))))))))))))
a mozesz polecic jakis hotel???? w ktorym hotelu bylas ze scana???
myslisz, ze w pazdzierniku moze tam byc jeszcze pogoda urlopowa?
a bylas moze kiedys na kontynencie (hiszpania oczywiscie)????
Jesli tak, to bardziej sie podobaly wyspy, czy kontynent????

Bylismy w ubieglym roku dwa tygodnie na Lanzarotte. Mielismy Hotel w Playa
Blanca z sniadaniem i kolacja. Hotel mial trzy gwiazdki. Byl polozony ok. 150 m
odd plazy (piaszczystej). Bylismy bardzo zadowoleni i z hotelu i z jedzenia,
ktore bylo w formie bufetu i bardzo urozmaicone.
Wypozyczylismy na trzy dni Auto (Seat Ibiza) kosztowalo nas 120 Euro,
zatankowalismy je za 30 Euro. Zwiedzilismy tym autem pol wyspy i poplynelismy
jeszcze promem na Fuertewentura, zeby zobaczyc jakie sa tam plaze.
Na Lanzarotte jest duzo do zwiedzania. Krajobraz jest wulkaniczny, ale bardzo
ciekawy. Plaze na poludniowym wybrzezu sa przepiekne tzw. Plaze Papagayo. Raz
zrobilismy wedrowke piesza od Hotelu do ostatniej plazy i spowrotem. Bylo
bardzo fajnie. Plaze (bylo ich cztery) mialy kolor od bialego do zlotego,
bardzo czyste, bez hoteli, a wiec trzeba zabrac prowiant ze soba.
Zwiedzanie samemu bez zorganizowanych wycieczek jest duzo tansze no i ma sie
wolna reke. W miejscach ciekawych mozna doloczyc sie do jakiejs grupy i
wszystkiego dowiedziec. Zjedzenie obiadu ok. 15 - 20 Euro. Butelka wody
mineralnej od 50 Centow do 1 Euro. Najlepiej kupowac w duzych Supermarkietach.
Pogode mielismy bardzo ladna. Bylismy we wrzesniu. Woda ok. 22 ° C, powietrze
28- 30 °. Tylko raz bylo pochmurno i padal deszcz.
Na Fuertewentura nie ma tak duzo do zwiedzania jak na Lanzarotte. Teren jest
gorzysty, tez wyspa powulkaniczna. Piekne plaze naturalne sa kolo Coralejo no i
na poludniu wyspy.
Kosztowala nas ta wycieczka (lot, hotel, wyzywiene) 700 Euro na osobe.

> Jakieś inne pomysły?

- ruiny zamków w bezposredniej okolicy miasta: Rogowiec (najwyżej i najładniej
położone ruiny zamku w Polsce), Cisy, Radosno, Nowy Dwór, Grodno
-jak już wspomniałes idealne tereny do turystyki rowerowej, setki kilometrów
znakowanych i nieznakowanych tras,
-idealne miejsce dla turystyki mineralogicznej, dziesiątki kamieniolomów,
starych wyrobisk, hałd, naturalnych odkrywek z wystąpieniami ciekawych
minerałów, skamieniałe rosliny na pokopalnianych hałdach
- świetne warunki do turystyki na nartach biegowych i sladowych
- coś dla milosników podziemnych tajemnic - kompleks podziemnych budowli Riese,
liczne zapomniane sztolnie po górnictwie w Górach Sowich
-bliskość Czech - atrakcje czeskiego rejonu przygranicznego to osobny temat
- podobno jedne z lepszych w Polsce terenów do uprawiania lotniarstwa i
paralotniarstwa (okolice Mieroszowa, góra Dzikowiec)
- dla milosnikow kolei - muzeum parowozow w Jaworzynie śl. uważana za jedną z
najladniejszych linia Wałbrzych - Klodzko (jeszcze czynna), z najdluzszym w
Polsce tunelem,
- unikalne obiekty i zjawiska geologiczno - geograficzne: szczeliny wiatrowe na
Lesistej Wlk, kaptaż rzeki Rybnej w Rybnicy, osuwisko - gołoborze na Jeleńcu,
ostańce wulkanów w Gorach Suchych (np. Stozek wlk.), czartowskie skały pod
Mieroszowem - jakby przeniesione z pustyń Arizony czy Nevady,
-drewniane koscioły w Grzmiącej i Rybnicy
-koscioły pokoju w Świdnicy i Jaworze

Na razie tyle sobie przypomniałem,
Pozdrawiam i zyczę powodzenia

Najdziwniejsze miejsce, w którym spaliście
Mi się zdarzyło:
- na ławce w parku w Rotterdamie, w pobliżu lekko siapiącej na nas fontanny,
- w przedsionku toalety na stacji benzynowej pod Pizą (zresztą na różnych
stacjach się sypiało),
- na ziemi na placu zabaw pod równoważnią w Arco we Włoszech,
- na werandzie czyjegoś domku letniskowego na Malcie na rozłożonych na
betonowej podłodze drewnianych drzwiach,
- w hotelu płatnym za godzinę w Santiago de Chile z odgłosami miłości zza
przepierzenia (a dzwi do kibelka zastępowała kotara sięgająca do wysokości
bioder),
- w domu faceta, która zabrał mnie na stopa kilka godzin wcześniej,
- na odwróconej do góry nogami łodzi na sycylijskiej plaży,
- pod nawisem skalnym w Les Calanques pod Marsylią (przez półtora tygodnia),
- w namiocie rozbityym na dziko na terenie ośrodka wczasowego w Puli w
Chorwacji,
- w namiocie na wysokści 6000 m n.p.m. przy -20 stopniach,
- wciśnięty bokim między fotele w economy class w samolocie do Argentyny,
- na terminalu promowym w Calais na podłodze...

Jak sobie coś przypomnę, to dorzucę :-)

Gdzie JESZCZE (chyba!) nie spałem:
- w jaskini,
- na materacu swobodnie dryfującym po wodzie,
- w ładowni statku jako pasażer na gapę,
- na szczycie czynnego wulkanu (a miałęm szansę!)
- na krze
eech...

Teraz Wasza kolej. Chodzi o spędzanie nocy w celu wypoczynkowym. Ciekaw
jestem Waszych doświadczeń.


Śpiący od 10 tys. lat wulkan na Alasce może wkrótce wybuchnąć
autor: PAP, kb, 2006-09-27, Ostatnia aktualizacja: 2006-09-27
Wulkan na Alasce, uznany przez naukowców za nieczynny od 10 tys. lat, zaczął
niespodziewanie wykazywać oznaki przebudzenia , wyrzucając w powietrze popiół,
gaz i parę wodną, co wg wulkanologów może oznaczać, że jego erupcja zacznie się
już w najbliższych dniach lub tygodniach.

Taką opinię na temat Fourpeaked Volcano (Wulkanu o czterech szczytach)
sformułowała we wtorek wspólna komisja złożona z ekspertów agencji stanowej i
federalnej. Pierwsze chmury gazu i pary zauważono w pobliżu wierzchołka 2104-
metrowej góry w ubiegłym tygodniu. Jednak początkowo ludzie mieszkający w tym
regionie, oddalonym o 322 km na południowy zachód od Anchorage przypuszczali,
że aktywność wykazuje nie odwieczny śpioch, ale inny, sąsiadujący z nim czynny
wulkan.
- Rozpoznanie sytuacji utrudniała dodatkowo zła pogoda. Gdy się przejaśniło,
rozpoczęto loty nad stożkiem, które wykazały, że wulkan się przebudził, co
potwierdziły również rozmieszczone wokół krateru specjalne czujniki -
poinformował Peter Cervelli, geofizyk z Alaskańskiego Obserwatorium
Wulkanologicznego.

- Dostrzegliśmy całkiem sporą ilość wydobywającego się gazu, co pozwala
przypuszczać, że nastąpiły ruchy magmy - powiedział. - Jest pewnym
zaskoczeniem, że ten wulkan się rusza - dodał.

Wulkan znajduje się w słabo zaludnionym terenie. Najbliższe większe skupisko
ludzkie to ośrodek rybacki Kodiak, położony o około 130 km na południowy wschód.

Cena ktora zaplacilas jest zupelnie normalna. Goryle gorskie, sa do zoabczenia
tylko w trojkacie granicznym miedzy DR Konga (niecale 300UDS); Uganda i Ruanda -
w tym masywie wulkanicznym. W Ruandzie jest taka sama cena jak w Ugandzie tylko
do konca roku. Od stycznia cena bedzie wynosila 500USD. Sa to jedyne goryle
jakie pozostaly i dla tego jest to tak drogie. Info dla naszych znajomych z
Niemiec, jesli macie niemieckie obywatelstwo mozecie wejsc na teren rezerwatu
goryli za cene dla localsow - ze wzgledu na pomoc jaka udzielilo BRD parkom w
Ruandzie. Owszem, jesli bedziesz miala katar moga Cie nie wpuscic. Przed
treckingiem dostaniecie szczegolowe informacje.

prawdziwy_jaari65 napisał:
> Około 40 minut zajęło nam dojście do Filakopi, ruin starożytnego
> miasta, jednego z najważniejszych miejsc osadnictwa z okresu lat
> 3300 - 1100 p.n.e. Prace wykopaliskowe rozpoczęto tam w latach 1896 –
> 1899, a tzw. „Mur Cyklopów” zbudowany z wielkich głazów pochodzeni
> a
> wulkanicznego rzeczywiście robi wrażenie. Teren jest ogrodzony,
> jednakże zwiedzanie możliwe jest nieodpłatnie.

A propos Filakopi. Wydawać by się mogło, że to parę kamieni i tyle.
Ale moja córka Janka w jednym z przewodników zobaczyła rzeźbę pt. Dama z
Filakopi i bardzo chciała ją zobaczyć (jedyne foto jakie w necie znalazłem -
www.milos-island.gr/sightseeing/image5.jpg).
Rzeźba stoi sobie w muzeum archeologicznym w Place na Milos i jest ładna,
malutka ale musi mieć w sobie coś, ponieważ 2 dni temu Janka przyniosła ze
szkoły pracę plastyczną pt. pamiątka z wakacji. I na tej pracy jest starożytny
Grek, który rzeźbi damę z Filakopi. A żeby było jeszcze ciekawiej to ten czarny
kawałek narzędzia którym Grek tworzy swoje dzieło to oryginalny obsydian z
Filakopi
Obrazek jest tu: krainaksiazek.pl/grecja/foto/filakopi.jpg

Czy tylko na to, synku Cie stac? Masz cos do
powiedzenia na temat. MNA tu sie nikt nie zajmuje. To Forum nazywa sie NAUKA.
Napisalem wyraznie, ze wiekszosc ludzkosci mieszka w strefach, ktore naukowcy
uznaja za niebezpieczne. Dokladnie rzecz biorac, ponad 60% ludzi (czyli okolo 4
miliardow) mieszka w strefach wulkanicznych, ruchow tektonicznych, tsunami,
czestych susz lub powodzi, itp. Specyficznie Jawa, Bengal, Japonia, Kalifornia,
Luizjana, Floryda, Holandia, Etiopia i Tajwan naleza do najgesciej zaludnionych
terenow a jednoczesnie najbardziej niebezpiecznych.
PS> Moje wcielenie jest bialkowe, JA nie mam "ciala" z ludzkiego punktu
widzenia.
PS2. Wszystkie dane na poruszony temat mozesz wyszukac na Internecie.

Są zbyt świeże... ;)))
Nie wiem, czy nie jest to przyklad dwuznacznego a coraz czestszego zjawiska "naukowego". Na poziomie mat-fiz symulacja jest OK, ale wejscie w dziedzine ekosystemów prowadzi do fundamentalnych błedów metodologicznych.
Wiemy z badan "w terenie", ze wystepuja quasi-periodyczne zjawiska takie jak:
1.uderzenia w ziemie obiektow (do srednicy 10-15km)
2.okresy katastrofalnie intensywnej aktywnosci wulkanicznej
3.blyskawiczne w skali geologicznej zmiany klimatu
itd...

Mozemy sobie polemizować czy 1. zabilo dinozaury, ale wiemy ze to sie ZDARZYŁO i nie trzeba dlugo liczyc by wykazac, ze upadek ciala o srednicy 10km niezawodnie (i to w ciagu miesiaca) eliminuje min ~70% gatunkow (takze w morzu) na planecie (2,3... odpowiednio mniej - ale i tak są to czynniki, ktorych waga przerasta wplyw biologii i ewolucji).

Dla proponowanego modelu przykre jest to ze 1,2,3... wystepowaly wielokrotnie (i ~cyklicznie) oraz mają decydujacy wpływ na dynamike populacji gatunków, natomiast odwrotna zależnosc niestety nie zachodzi. Model nie ma więc zwiazku z systemem, ktory stara sie opisywac - autorzy przywołują wymierania w cyklu ~26mln lat, gdy tymczasem w ciagu kazdych takich 26mln wielokrotnie dochodziło do 2. i 3. a czasem i do 1. Kazde takie zdarzenie, gdyby je uwzględnić, stawia na głowie matematykę symulacji, tymczasem o tym ani słowa...

ps.
Przy okazji: ostatnie wymieranie (~12.000lat p.n.e - mamuty itd. nieporównywalne z tym sprzed 65 mln lat ale za to bliskie). Gdzie przyczyny biologiczne? Brak. (tylko prosze nie pisac, ze ludzie wytepili mamuty- to pewnie tez wymyslili uczeni z poletka fizyki;)))

republika.pl/printo/warszawa/60te3/stadion10.jpg

Pamiętna decyzja b. prezydent Warszawy, prof. Renaty Beger o przymusowej
deportacji azjatyckich handlarzy, podjęta po zjedzeniu psa pani prezydent
przez niezidentyfikowaną szajkę, była ongiś kontrowersyjna. Patrząc na
odnowiony, piękny Stadion im. Jacka Dębskiego (d. Dziesięciolecia) nie sposób
nie przyklasnąć temu zdecydowaniu, którego ofiarą padły co prawda porastające
teren drzewa, zużyte na budowę tratew przez umykających przed Strażą Miejską z
biegiem Wisły wietnamskich „boat people”. W tle panorama naszej stolicy,
nareszcie nie zeszpecona przez sztampowe wieżowce – twierdze obcego kapitału.

Kapitalne zdjecie. Stadion X wyglada jak krater wulkanu .A wulkan to tam byl
podczas imprez sportowych .Oj dzialo sie. Widok na Wawke tez sympatyczny.
No i co. Komu to przeszkadzalo?!

co za pokrectwo
nie wiadomo - wiec lepiej uznajmy ze nie - czyli pseudonaukowosc

tylko skad wzieli sie ludzie na terenach tak ciezko doswiadczonych ????
samobojcy jacys ??? to nie wulkany, tylko tajfuny !!!

spalin, halasu tez nie ma

'rozwoj' za wszelka cene - a po nas chocby potop

zgroza

Na Fuerteventurze, w miejcowości Costa Calma byłam 2 lata temu. Pokoje nie
miały klimatyzacji i moim zdaniem była ona zbędna. Wyspa jest namiastka wysp
hawajskich - wyspa wulkaniczna z wygasłumi wulkanami. Można spotkać plażę o
czarnym piasku. W poblizu miasta jest duży ogród z okazałyni kaktusami wart
zobaczenia. Ciekawą miejscowościa jest Moro Jable /dojadz autobusem -
niedrogo/z piękną białą dłuuuuuuuugą plażą, oryginalnym targiem wartym
zobaczenia /wtorek lub czwartek dokładnie nie pamietam/ i licznymi
perfumeriami, gdzie można kupić wszystkie rodzaje perfum po znacznie niższych
cenach jak w Polsce. Odnośnie międzylądowania to miałam jedno na terenie
Hiszpanii chyba Malaga / w tamtą stronę - dodatkowe tankowanie/ i na Grand
Canarii wracając. Na Grand Canarii było to lądowanie techniczne /czyszczenie
samolotu,tankowanie paliwa, zmiana personelu/ oraz zabranie turystów. Postój
trwał ponad 1 godz. Pasażerowie czekali w sali tranzytowej. Pozdrawiam i
życzę udanego pobytu. Gosia

Teneryfa - co samemu, co z przewodnikiem?
Cześć; wybieram się w marcu po raz pierwszy na Teneryfę. Z postów wynika, że
warto obejrzeć wzgórze wulkaniczne, wąwóz Masca, góry w północno zachodniej
części wyspy. Ale co z tego można zwiedzić samemu, a do czego potrzebny jest
przewodnik? Zorganizowane wycieczki w teren raczej mnie nie interesują, ale
jak mus to mus...

Pióropusz wodny wystrzelił na kilometr z Pacyfiku
TSUNAMI - przy wybuchach wulkanów wystepuje rzadziej niz przy trzesieniach
ziemi... a i tu trzeba pamietac, ze liczy sie po prostu pionowa zmiana
wysokosci dna Oceanu - tylko wtedy powstaje ta niszczycielska fala.

Opisane tereny są w w tzw. Ognistym Kręgu... więc nic dziwnego ;) Równie
dobrze w tym miejscu w przeciagu najblizszego czasu (i to nie
geologicznego...) moze powstac nowa wyspa!

Przejechały (Opportunity i Spirit)trochę więcej - po jakieś 6,5 km. Średnia
niezbyt może imponująca poniżej 10 m na dzień, ale na równym terenie poruszały
się ok. 250 m na dzień, a jeden znich wjechał na ponad 100 m. wzgórze. Należy
pamiętać, że pracują w ekstremalnych warunkach - zimą ponad -100 stopni
Celsjusza + wysokie zapylenie. Wszystko to przez urządzenia zasilane z baterii
słonecznych. Jeśli zaś chodzi o zmianę krajobrazu, to nie o to chodziło - można
znależć bardziej egzotyczne miejsca, chodziło o poszukiwanie wody. Obu łazikom
się udało znalźć pośrednie dowody jej obecności. Spirit zaś zmienił mimo
szystko krajobraz (również geologiczny) z wulkanicznej róniny na znacznie
starsze wzgórza.

blues28 napisała:

> Ogladam dziennik TV i nie moge sie otrzasnac. Straszna tragedia :-((
> I zawsze uderza w tych najubozszych :-((

Ano coz, najubozsi mieszkaja na najniebezpieczniejszych terenach a w biednych
krajach nie ma systemow ostrzegawczych i monitorujacych, ze nie wspomne o
sluzbach ratunkowych i ich wyposazeniu.

Mieszkajac w Australii czesto widze obszerne sprawozdania z klesk zywiolowych
"sasiednich" krajow azjatyckich, trapionych przez regularne trzesienia ziemi,
tsunami i katastrofalne powodzie. Problem w tym, ze obszary zalewowe i
niestabilne tektonicznie maja dobre gleby wulkaniczne, dostep do morza
(rybolowstwo) wiec tam osiedlaja sie miliony ludzi. Jednoczesnie z powodu
ukladow politycznych i braku funduszy oraz organizacji w razie jakiegos
nieszczescia pomoc przychodzi pozno i zbyt mala... I podobne wydarzenia beda sie
powtarzaly, niestety.

Luiza-w-Poznaniu
Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy wukryciu.

moje życie
elo elo...
kolejna noc przy bro do lustra
na plecach koc lolek w ręku
tekstów w głowie moc uśmiech na ustach
czyli dużo o tym co mnie boli o tym co mnie wkurza
litania duża ale są też plusy
by zapomnieć ile trawią mnie minusy
co krzyczy w duszy
i co nakręca mnie
z tekstu na tekst robi mi się źle...ble
lat trzy i zero tyle u sterów życia
bez sciemniania i głowy w piasku krycia
bez perspektyw uśmiechu idei
ktoś powie że bajera klei
może...
życie trzyma nas w garści
mówią młodsi i starsi
ale każy ma swoje powody
każdego schody są inne
problemy duże średnie dziecinne
słynne porażki wzloty upadki milości niewinne
bez ściemy...
dzieciństwo było zajefajne niewinne
kopaliśmy piłkę graliśmy w podchody...strzałki
trasy kredą dla kapsli pokreślone schody
w bloku dla mody
w piaskownicy wulkany z saletry
katiusze z folii topiły lody
minęło..
przyszedł czas na naukę
kazdy z nas odwalał prace domowe na sztukę
żaby dmuchane traszkek łapane i fajki palone pod mostem
na przerwie pomiędzy matmą a z W-F'u gościem
o terenu wpływy walki dziecinne pierwsze spojrzenia zazdrosne
wyrosłem..
w szkole średniej brednie i nauka stary pamiętasz
wpajanie wiedzy teorii z czasów lenina bez praktyki nie kazdy ziomek wytrzyma
klasowe wycieczki z domów ucieczki w zębach zawleczki własnego życia..

reszta następnym raze bo już mi sie nie chce.. pzdr

Bali nie jest duze i mysle, ze 10 dni wraz z odpoczynkiem absolutnie
wystarczy. Jesli bys sie natomiast chcial sprezyc, to wiekszosc
ciekawych miejsc jestes w stanie objechac w 3-4 dni. Polecam wynajac
samochod z kierowca, ktory zna teren. Jesli Ty bedziasz chcial sam
kierowoc, to zejdzie Ci wiecej czasu na odnalezienie poszczegolnych
miejsc.

Bali jest natomiast dobrym miejscem jako baza wypadowa na inne
wyspy. Polecam zobaczyc Komodo i zyjace tam najwieksze "jaszczorki"
na swiecie - niezapomniane przezycie. Jednym z najciekwaszych wypraw
bylby parudniowy skok na Borneo aby zobaczyc zyjace na wolnosci
orangutany. Innym niezopomnianym przezyciem jest srodkowy Celebes -
rejon Tana Toraja. Jawa oczywiscie tez, zwlaszcza rejon wulkanu
Bromo i Yogiakarta ze wspanialymi kompleksami swiatyn Borobudur i
Prambanan.

Co do powrotu, to musisz przekalkulowac co ostatecznie chcesz
zobaczyc i gdzie chcesz skonczyc pobyt w Indonezji. Np. z Surabaya
(Jawa) jest blizej do Denpasar niz do Jakarty, wiec nawet jesli
bedziesz na Jawie to wcale nie znaczy, ze musisz stamtad wracac...

Pozdrowienia,

S.W.

Bali byla nasza baza podczas 5-tygodniowej podrozy po Indonezji. A glownym
lokum byl hotel Bali Hai w Kuta. Mimo, ze oboje lubimy cisze i spokoj, to
zgielk miasta do na nie docieral, a wrecz bylo cicho i spokojnie. Halas, o
ktorym mowisz jest okolo 2 km od wybrzeza bardziej wewnatrz ladu. Plusem bylo,
ze jest blisko do miasta i jego wielu restauracji i na lotnisko, z ktorego
czesto korzystalismy. Co do innych hoteli na Bali to nie zrobilem zadnych
notatek ich nazw wiec dzis juz nie jestem w stanie Ci ich podac.

Aczkolwiek na Bali spedzilismy wiecej czasu glownie by zrobic pranie,
przepakowac sie, przespac i leciec gdzies dalej, to na samo zwiedzanie wypy
poswiecilismy 8 dni, a miejsca noclegow juz wczesnie Ci wspominalem. Mielismy
do dyspozycji samochod z kierowca, ktory jako tako znal angielski i co
najwazniejsze znal dobrze teren i zawsze wybieral najkrotsza droge i nigdy nie
bladzil. Plan zwiedzania ustalilismy jeszcze w domu na podstawie przewodnikow i
na Bali z agencja ustalilismy co chcemy zobaczyc (pare miejsc jeszcze nam agent
polecil) i ustalil cala trase wraz z noclegami. Czasam, w niektorych krajach
wynajmuje samochod i chetnie go prowadze, ale na Bali cieszylem sie, ze ktos to
robi za mnie.

Mysle, ze jeden z postojow rowniez moglbys zaplanowac wewnatrz wyspy, np. w
Ubud bedace kulturalnym centrum, lub okolice wulkanu Batur, gdzie jest nieco
chlodniej, podobnie jak Bedugal polozone wsrod pieknych tarasow ryzowych.

S.W.

Kilka uwag do artykulu:

1. Legenda jest komercjalna fikcja wymyslona przez tworcow Lost
City.

2. Likaony nie sa zdziczalymi psami lecz dzikimi psami - zasadnicza
roznica.

3. Sun City jak rowniez Park Narodowy Pilansberg znajduja sie w
obrebie dawno wygaslego krateru wulkanu. Stad te symulowane wybuchy
wulkanu i trzesienia ziemi w Sun City.

4. Przed 1994 rokiem byly to tereny (bantustanu) nominalnie
niepodleglej Boputatswany, gdzie hazard byl dozwolony.

5. Artysci, w ramach bojkotu kulturalnego RPA nie przyjezdzali do
Republiki, natomiast ladowali w Sun City, tlumaczac sie pozniej
dosyc zalosnie, ze Boputatswana pomylila sie im z Botswana.

Pozdrawiam

pozwolcie, ze sie niesmialo wtrace do tej jakze sympatycznej wymiany zdan.
Bylam na Hawajach wiele lat temu i byl to wyjazd natury zorganizowanej, ale
osobiscie polecalabym zwiedzenie reszty dostepnych wysp. kazda oferuje inne
pejzaze i atrakcje (glownie naturalne). Sztandarowymi magnesami sa Wioska
Polinezyjska, czynne wulkany i czarna plaza, oczywiscie Waikiki, a w sezonie
zimowym ogromne wieloryby. Do tego dochodza jeszcze miejsca znane nam z filmow,
jak np. rancho na ktorym krecono Jurassic Park i wiele innych. Wtedy mozna bylo
sobie kupic cos takiego jak "tygodniowke" na miedzywyspowe loty, dowolna ilosc
lotow do wszystkich dostepnych dla turystow wysp. Uwazam, ze leciec tak daleko
i zobaczyc tylko Kauai to troche szkoda, tym bardziej ze jest to wyspa, ktora
oferuje "mniej" atrakcji niz inne. Co do prywatnych terenow, to prawda jest, ze
turysci nie sa tam pozadani, a duze obszary wszystkich wysp hawajskich sa
prywatne. Nie wiem czy cos pomoglam, to bylo tak dawno.....

We Włoszech poza sierpniem nie ma żadnych kłopotów ze znalezieniem miejsc i nie
trzeba nic rezerwować. Liczba kempingów jest ogromna i nawet bez specjalnego
planowania mozna znaleźć je w miejscu, do którego dojedziecie; może być
piaszczysta, ale też żwirowa lub skalista, pochodzenia wulkanicznego, z ostrymi
skałami. Są z reguły bardzo dobrze wyposażone (bez porównania lepiej niz w
Polsce). Rozrzut cenowy jest dość duży i na to trzeba zwracać uwagę, prócz tego
na rodzaj plaży - jeśli zatrzymujecie się nad morzem oraz zajrzeć do łazienek bo
część kempingów ma prysznice z ciepłą wodą na kupowane w recepcji żetony, a w
części jest to już wliczone w cenę. Polecam wybieranie miejsc do rozbicia
namiotu pod drzewami bo słońce we Włoszech przygrzewa bardzo mocno i jesli
rozbijecie się na terenie odkrytym to będziecie mieli kocioł.
Ceny jak już wspomniałem są różne. Niekiedy dzieci będą "bezpłatne", sumie
koszty powinny wynosić średnio 25-35 euro za dobę.
Pozdrawiam

Zadza zysku a ekonomia
Otoz nie jest to zadza zysku tylko prosty rachunek prawdopodobienstwa
wplywajacy na ekonomie rozwiazania.

Nie buduje sie bunkrow tam gdzie zagrozenie wojna jest bardzo malo
prawdopodobne. Nie da sie zabezpieczyc przed wszelkimi ewentualnosciami. Zwykle
buduje sie (i nie tylko) tak by 80%-95% potrzeb bylo zaspokojonych. Zawsze jest
margines niepewnosci jak w kazdej dziedzinie zycia.

Czy na codzien spodziewasz sie powodzi czy zasypania sniegiem albo oblodzenia?
Kazdej zimy i wiosny? Zimy i wiosny stulecia sie zdarzaja... raz na sto lat.

Japonczycy przykladowo stosuja metode odwrotna. Otoz wiedzac ze natury sie nie
przewalczy a z Tsunami walka to jak golego tylka z batem, wiec buduja lekkie i
tanie budowle, ktore w razie zniszczenia nie sa tak niebezpieczne dla zycia
ludzkiego i latwo je postawic na nowo. Po prostu sa "zdmuchiwane" jak namioty.

Nie namawiam na tradycyjne rozwiazania z japonskiej wsi ani tez na wprowadzanie
sie na tereny zagrozone dzialaniami oceanu, wulkanow i.t.p. ale trzeba myslec
realistycznie.

Wszystko moze sie zawalic przy odpowiednich warunkach, ale nie zawsze te
warunki sa prawdopodobne.

Nowicki: Zrobiło się za ciepło na śnieg do moic...
Gaz wulkaniczny

Gaz wulkaniczny - gaz wydobywający się ze stożka wulkanicznego, przeważnie podczas erupcji. Jest to główna siła napędowa erupcji eksplozywnych i mieszanych. Gaz wulkaniczny składa się głównie z pary wodnej, która zawiera także m.in. dwutlenek węgla, wodór, chlorowodór, dwutlenek siarki, metan, fluorowodór, siarkowodór, amoniak. Szczególnie niebezpieczne są:
dwutlenek węgla, który jest cięższy od powietrza, co powoduje jego gromadzenie się go w obniżeniach terenu, co niekiedy prowadzi do śmierć ludzi i zwierząt;
dwutlenek siarki, który rozpraszając się w atmosferze w postaci aerozolu kwasu siarkowego, prowadzi do zmniejszenia dostępu promieni słonecznych, co z kolei prowadzi do ochłodzenia klimatu;

I winogrona drzewiej w Polszcze rosły
Ciekawe, czy wtedy było zimniej i o ile? I czemu nasi przodkowie tak się bali
klęsk żywiołowych, skoro ich wtedy praktycznie nie było, bo przecież są one
wynikiem ocieplenia klimatu? Może w Średniowieczu zakłamane masmedia jezuickie
straszyły owieczki czarną propagandą? Ciekawe też, że na terenach Polski nie
bano się wulkanów, meteorytów, wstrząsów tektonicznych, ale śnieżyc, susz,
wichur i powodzi.

Ocieplenie klimatu to naturalny proces
obecnie jest zimniej niz w okolicach roku 1000, ale cieplej niż
podczas gdy europę przykrywał lądolód, ale z kolei o wiele zimniej
niż 200 milionów lat temu gdy na terenie Polski południowej było
ciepłej płytkie tropikalne morze. Wszystko zalezy od działalności
słońca i ewentualnie wybuchów wulkanów i ruchów tektonicznych,
czasami meteorytu. Tacy ludzie jak Brown to zagrożenie dla rozumnego
świata.

Hongkong żywi się Chinami
Syf,syf i jeszcze raz syf!!!
Miliard plus ludzi zyje na terenie 15% terytorium Chin.
Zageszczenie jest tak ogromne ze predzej czy pozniej beda mieli
problem.
Czego im zazdrscic,smierdzacych ulic i zadymionych miast?
Trzesienie ziemi lub wubuch jakiegos wulkanu i maja katastrofe ktora
cofnie ich do epoki jedzenia szczura.
Zreszta jeszcze nie tak dawno (ptasia grypa)zarli szczury z pol
ryzowch.

śmieszne kiedyś usłyszałem od debila ufologa że jest kilka gatunków i mnie trochę to rozbawiło ciekawe jakby obliczył ile jest takich ziemi jak nasza i ile jest takich cywilizacji mogło by się tak rozwinąć aby do nas przylecieć bo co tu dużo mówić coś robi te kręgi i nie są one robione na pewno przez człowieka i różne napromieniowania terenu tak to raczej nic nie mamy i nic nie będziemy mieć ciekawszy jest za to księżyc saturna tytan jest tam za zimno i zamiast wody jeziora wypełnia metan a skały są z lodu a wulkany z mieszanki wody teoretycznie może tam się rozwinąć życie ale trwać będzie to o wiele dłużej niż przykładowo na naszej planecie co i tak jest dosyć długie ze względu na niską temperaturę

Ogólnie rzecz ujmując zgadzam się z tobą co do nieuchronności i w znacznym stopniu nieprzewidywalności pewnych zjawisk, ale zwrócę uwagę na fakt że człowiek jednak potrafi oddziałować na własne środowisko a pewne reakcje (także geologiczne) nie są od tego wpływu wolne.
Prosty przykład.
Kwaśne deszcze w terenie gurzystym powodują osłabienie drzewostanu, gleba niezwiązana korzeniami i nieodparowująca wystarczającej ilości wody nasiąka co czyni ją cięższą i słabiej związaną zbocze góry może po prostu spłynąć. Takie zjawisko zwane lahar. Jeśli zaś zbocze góry okazuje się być zboczem wulkanu (góra Świętej Heleny - USA), mamy erupcję wulkaniczną (zjawisko geologiczne) do której powstania przyczyniło sie kilka czynników w tym CZŁOWIEK.

Pozdrawiam zdroworozsądkowców,
NW

pc486 napisał:

> Nie powtarzaj lewackiej propagandy, czlowiek przez cala swoja
> industrialna bytnosc nie zanieczyscil tak srodowiska jak 1 dobry
> wybuch wulkanu.
Słuszna uwaga. Dodam od siebie, że na tych terenach już kiedyś
występowały katastrofalne susze, czego dowodem jest całkowite
zaginięcie kultury indian Anasazi. Z tego co pamiętam może to być
również efekt odwrócenia się procesu "el ninio", o którym od lat nic
nie słychać a przecież jeszcze kilkanaście lat temu to on miał
przynieść zagładę ludzkości.

Dążenie do doskonałości
2009.06.28 06:14, xxxll:

"Puki walczę, to zwyciężam" - obywatel RP

Wpis TUTAJ

2009.06.28 06:20, xxxll:

"- Póki walczę, to zwyciężam" - obywatel RP

Wpis TUTAJ

Japończycy nazywają to KAI-ZEN, czyli mniej więcej: "droga do doskonałości", "dążenie do doskonałości".

Japończyków jest bez mała 130 milionów (około 127 079 000), czyli grubo ponad czterorotnie więcej, niż Polaków (niecałe 38 000 000), a żyją na powierzchni niemal takiej samej (około 377 000), jak powierzchnia Polski (około 313 000).

Jakby tego było mało, ponad połowa powierzchni archipelagu, na którym leży Nippon-koku, to tereny górzyste, które nie nadają się do zamieszkania. Wspomnę też, że Japończycy muszą się nieustannie zmagać z przeciwnościami przyrody: trzęsieniami ziemi, monsunami, wybuchami wulkanów, tsunami, czy nieobliczalnymi huraganami.

Z tego powodu każdy Nihon-jin od urodzenia, aż do śmierci nieustannie rywalizuje. W każdej dziedzinie i ze wszystkimi. Wie, że bez tego nie przetrwa, że bez tego będzie nikim. To dlatego właśnie naturalna droga każdego Japończyka, to KAI-ZEN.

Xxxll - obrałeś słuszną drogę. Szacun.

Zbieracz kurzu ...

(foto) – twarzą pokrytą mułem protestuje ten Indonezyjczyk z
innymi towarzyszami niedoli przed pałacem prezydenckim w Jakarta .
Żądają od rządu odszkodowania – dziesiątki tysięcy Indonezyjczyków
straciło swoje strony rodzinne.
Od roku 2006 wulkan Lusi wypluwa błoto .
Teren o powierzchni 10 km2 został zrujnowany i przez lata nie
będzie zdatny do użytku.
Wielu naukowców uważa , że wybuch został wywołany przez wiercenie
gazu w pobliżu wulkanu.
www.spiegel.de/img/0,1020,1354400,00.jpg

pro100 napisał:

> ile czasu jesteś w stanie przeżyć

Interesowalem sie takimi scenariuszami.
1. Wybuch wulkanu, zaciemnienie 2 lat jak w latach 535-536 lub dluzej jak 75 000
lat temu. Przezyje tyle na ile mam zapasy plus 40 dni.
2. Dom postawiony na Mazowszu wytrzyma moze 1000 lat to zlodowacenia.
3. Lud, w ktory chcialbym zainwestowac jak bede mogl, migruje z terenow, ktore
staja sie zyzne w wyniku zlodowacenia. Dotychczas przezyli wszystko.

4. Kuklinski naprowadza na cele atomowki. Mam dylemat czy sobie poogladac, czy
przykryc sie gazeta.

> innych bzdetów jak armia, policja ba rządu i administracji osiedla
> tyż nie ma.

Jakos sie poczulem mniej zagrozony. To kto zastuka o 6 rano jak juz nie ma
mleczarzy?

ludzie, o czym wy piszecie! kompletna ignorancja.

Jako ciekawostke powiem, ze w kanionie Colca rozegrano juz dwa
miedzynarodowe maratony. Ale to jest jedyne miejsce, gdzie turysci
chodza dawnymi sciezkami po scianach i przez dwa mostki wiszace. To
nie ma nic wspolnego z eksploracja kanionu, ktora Gliwiczanie robili
WZDLUZ kanionu, oderwani od cywilizacji, zdani tylko na siebie, bez
mozliwosci zawezwania pomocy. A teren to wulkaniczny i ziemia sie
czesto trzesie a wtedy leca ze scian glazy.
Uszanujmy siebie, Polakow, uszanujmy ryzyko, jakie mlodzi studenci
podjeli.
Tu chlopak o kulach (podejrzewam, ze to byla inna wycieczka, nie do
kanionu Colca) a tu ludzie na linach, w piankach schodzacy w
strumieniach lodowatej wody po litej skale. Drobna roznica, nie?

W zasadzie wszystkie wymienione miejsca są warte zobaczenia. Na 10
dni to bardzo napięty plan.

Każde miejsce charakteryzuje coś naj.

Jeżeli lubisz piękne krajobrazy:
Będąc w mieście Gaudix dzieki otrzymanej ulotce z okolic
spntanicznie pojechaliśmy zobaczyć Megalityczny Park Gorafe nad Rio
Gor. Dojazd z Gaudix A-92N w kierunku Murcia. Zjazd ~ 10 km od
Gaudix w lokalną drogę SE-28. Na horyzoncie potężne czerwone
płaskowyże (~ 1000 mnpm)czerwone niczym wielki kanion. Polecam
przejaz jakby kanionem w wzdłuż tej rzeki która prowadzi do Gorafe a
potem dalej do resortu Spa. Stąd pojechaliśmy dalej na północ do
Ubeda a widoki zmuszały nas do częstych postojów.
Przejazd drogą A-315 z Zujar w kierunku Pozo Alcon (Sierra
Castril / Cazorla) jest piękny krajobrazowo. Mijasz jezioro-tamę
otoczoną do czerwona "rozpalonymi górami" które wpadają do zielonej
wody !

Polecam także PN Cabo De Gata charkateryzujący się glebą wulkaniczną
oraz klimatem półpustynnym. Pełno tu terenów grskich porośniętych
kaktusami które smacznie zjadają wypasane wieczorami kozy.

Wschodnia Andaluzja na południe od Sevilli jest nizinna co może
wydawac się mniej spektakularne krajobrazowa. Zachwycające były tu
ogromne zółte przestrzenie pól słoczeników oraz piaszczyste plaże
nad Costa de la Luz

Okolice Jean to nieskończone powierzchnie gajów oliwnych i
oczywiście góry, tu białe.

Na Sevillę i Granadę warto zarezerwować min. po 2 dni - co jest i
tak mało !

udanej podróży

Co tu jest do wyjaśniania? Naturalna emisja to rosliny, zwierzęta,
wulkany i pożary lasów. Fermy, chodowle, przemysł, samochody i sami
ludzie to emisja "ludziopochodna"- około 7,5 Gt co2.
Ropa naftowa? A gdzie w przyrodzie następuje naturalne spalanie ropy?
Co do zbilansowania co2 to tak, brawo. Tylko, że pakiet klimatyczny
ma to w d.... Płacic bedziemy za emisje i pies z kulawą nogą nie
zapyta się jakie mamy zalesienie i ile co2 pochłania roślinnośc na
terenie Polski.

mis22 napisał:
>Problemem jest topienie się lodu na Antarktydzie i na Grenlandii.
>Gdy ta woda spłynie do morza to poziom oceanów się podniesie i
>zatopi nisko położone tereny.

Nie, to nie jest problemem. Lodowce Antarktydy nie stopią się z tego powodu, że
temperatura wzrośnie z minus 40st.C do minus 35st.C. A jak wiadomo wzrostu
temp.średniej o 40st.C nawet najwięksi ideolodzy lewicy nie prognozują.
Mogą się stopić lodowce plywające wokól Antarktdy, ale to identycznie jak lód
topiący się na Arktyce nawet o milimetr nie podniesie poziomu oceanów.

Malo tego badanie mówią jasno, że przyrastają lodowce na Antarktydzie. Prosty
mechanizm: wyższa temperatura, większe opady światowe, przyrastają lodowce na
Antarktydzie.

Najpewniej stopi się część lodowców poludniowej Grenlandii, co już się dzieje i
dzięki czemu Grenlandia powoli znów staje się Zielonym Lądem, ale to są te
centymetry prognozowanego podwyższenia pozimu oceanów na najbliższe 100 lat.

>Wiele wysp zniknie. Dla ludzi tam mieszkających to nie żarty. Wyspa
>Lohachara gdzie kiedyś mieszkało 10 tys ludzi już zniknęła

Wyspy koralowe wyrosle na stożkach wulkanicznych "topią" się nie zpowodu
poniesienia poziomu oceanów, a z naturalnego procesu osiadania i erozji stożków
wulkanicznych. Tak dzialo się przez miliony lat i tak sporadycznie dzieje się nadal.
Jak można ulec takiemu oglupieniu propagandowemu, że to z powodu "poniesienia
się oceanów" ? O ile ? O 1 cm ?!

Brednie,brednie,brednie.
Cytat z artykułu:"Historia klimatu naszej planety w ciągu ostatnich
3 mld lat to ciągłe wahania temperatury spowodowane zmianami
nasłonecznienia i wybuchami wulkanów: rozrastanie się pokrywy
lodowej (naukowcy wyróżniają nawet epizod Ziemi-śnieżki - całkowicie
skutej lodem przed 600-700 mln lat)" ...i dodajmy tropików na
terenie dzisiejszej Polski (stąd węgiel),czy też całkowitego braku
lodu na Antarktydzie,gdzie mieliśmy do czynienia z bujną florą i
fauną.
Naukowcy to wiedzą,dziennikarz pisze w artykule,ale i tak bredzą ,że
obecnie mamy do czynienia z jakimś nadzwyczajnym
zjawiskiem.Tymczasem klimat zawsze się zmieniał,zmienia i będzie się
zmieniał,a ta straszna zmiana która podobno nas czeka w nadchodzącym
stuleciu,jest niczym z ekstremalnymi warunkami jakie panowały i
niestety będą jszcze panowały w przyszłości na naszej błękitnej
planecie.Ludzie są mikrosekundowowym epizodem w historii Ziemii,ale
wydaje im się, że są pępkiem Wszechświata.Tymczaem wystarczy
mikrowahnięcie Ziemii lub Słońca, a nasza cywilizacja zginie w oka
mgnieniu.

Wiadomosc z pierwszych zrodel. To Tyrazonaurus Rex. Pelnia go ozywila i uciekl z Parku w Baltowie zjadajac po drodze wszystkie nieozywione dinozaury. Byl widziany w cmielowskich lasach przez staruszke. Potem juz w Ostrowcu wpadl do mnie na kawe. Pogadalismy o starych czasach. Opowiedzial mi o tym co naprawde spowodowalo wyginiecie dinozaurow. Nie zaden meteoryt tunguski,nie wybuchy wulkanow lecz On. Pozjadal wszystkie i jak nie mial juz co jesc zrobil sie jaroszem. Zjadl polowe wszyskich terenow zielonych ale tesknil za miesem. Niewiadomo kiedy zasnal wedrujac po swiecie. Reksiu(przeszlismy na Ty po brudzi z kawa) wyszedl ode mnie i podobno sluch po nim zaginal. Mowi sie ze wraz z koncem pelni usnal z powrotem...Ta opowiesc i to spotkanie calkowicie zmieni to co do tej pory wiedzielismy.Zmieni calkowicie bieg historii,odwroci cywilizacje do gory nogami. Nie zostanmy obojetni wobec tego...Apeluje.

Zgadzam się z poprzednimi opiniami - Neapol najepej wgląda daleka.
Piękny widok na miasto i zatokę jest np. z szosy Tangenziale (obwdnicy) oraz z
morza.
Znacznie ciekawsze są okolice.
O Pompejach czy Hekulanum powszechnie wiadomo, ale są inne miejsca mniej znane.
W Pozzuoli jest teren aktywności wulkanicznej,Solfatara , gdzie można ją
zobaczyć (fuarole i bajorko bulgoczącego błotka) i poczuć - siarkwodór.
Takiej okazji nie ma ani a Wezuwiuszu ani na Etnie.
Solfatatra to miejsce bardzo oryginalne bo otoczone budynkami, jest nawet
camping w kraterze wulkanu.
Z Pozzuoli jest piękny widok na zatokę aż po Sorento i Capri.
Caserta leży ok. 40km na płn. od Neapolu, jest tam pałac królów Neaplou -
większy od Wersalu oraz park z fontannami i sztucznym wodospadem a także ogród
botaniczny.
W Casecie jest też inna ciekawostka, w rezydencji Belvedere król Neapolu
urządził maufakturę jedwabniczą gdzie maszyny (programowane kartami
perforowanymi!) napędzane były kołem wodnym.

Z Expo 98 w Lizbonie to ma na prawdę niewiele wspólnego po za tym ,że jest nad
rzeką. Dlaczego?
Po pierwsze, w Warszawie mamy do czynienia ze ścisłym centrum miasta i strefą
ochrony, czego nie można powiedzieć o terenie w Portugalii. Stąd kolejka linowa,
wieża, wysokie pawilony, ogrody tematyczne a już tym bardziej pomost na wodzie
odpadają na starcie. Wczytaj się dokładnie w regulamin konkursu na bulwary nad
Wisłą to zrozumiesz o co z grubsza chodzi. Jak dla mnie te wytyczne mocno
związują ręce projektantowi (chociażby wytyczne odnośnie kształtowania nabrzeża)
i na pierwszym stawiają trochę jakby wyimaginowane osie (prawda urbaniści;)?)
widokowe z których nic nie widać przed sensownym, przyjaznym ludziom rozwiązaniem.
Po drugie, zobacz jak wygląda wykorzystanie drewna, wody i innych "przyjemnych
elementów" w projekcie Expo w Lizbonie. Są wulkany (fontanny), ściana wodna,
tryski i znakomita sadzawka. Każdy ogród tematyczny żyje swoim życiem.
Zwyczajnie jest więcej do odkrywania w przemyślanej i miejscami tajemniczej
przestrzeni.
Podsumowując, nie ta przestrzeń, nie ten czas i nie te koszty :) co w Wawie.
Jeszcze nam daleko do realizacji z Lizbony sprzed 11 lat, bo pomysły w
projekcie, który zwyciężył - z całym szacunkiem dla laureatów - nie są świeże i
trącą monotonią...

radep napisał:

> Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Paradoksalnie ślady
czarnobylskiej
> katastrofy są dziś bardziej dostrzegalne wiele kilometrów poza
strefą
> wysiedlenia. Istnieją szczegółowe mapy pokazujące stopień
napromieniowania
> terenów (stworzono m.in. III strefy).

Czy to nie efekt - nazwijmy go efektem fontanny, albo wulkanu?

Drogi sa najdrozsze w Europie, bo:
Kraj nasz jest "wyjatkowo skomplikowanym terenem".
Wszedzie tylko skaly, gory, rzeki jeziora, przepascie,wodosoady,
nieprzebrane puszcze i bory, wulkany, bagna, tereny depresyjne,
kilka uskokow tektonicznych, trzesienia ziemi...

i wiele innych.
Dlatego wychodzi tak drogo(no, prawie dlatego)

Zawarłeś odpowiedź w pytaniu i koniec. Osoba ( czasem o zwierzętach i
roślinach gdzieś zyjących) mieszkająca na stałe.

Zakopianin - urodzony i niekoniecznie mieszkający aktualnie w Zakopanem
, niekoniecznie góral.

Góral - mieszkaniec gór, szczegolnie u nas Tatr, człowiek pochodzący z gór, a
gora to góra - wysoko wznoszące sie nad otaczającym terenem wyniosłość skorupy
ziemskiej, powstała w wyniku działalności górotwórczej lub wulkanicznej.

bezhabilitacji napisał:

> optymizmu kolego!

Olewam badania stresu bydgoszczan wiec mam gdzieś to ostatnie miejsce
Olewam to czy ufamy mocno czy nie mocno, olewam to czy poszedłbym na
piwo z gdańszczaninem szybciej niż z krzyżakiem.
Ale ze zarabiamy mniej niż przed laty to jest niepokojące, to że
najmniej wykształconych też jest niepokojące.
To że firmy chcą inwestować a miasto nie ma przygotowanego terenu to
jest skandal.
To że poprawianie wizerunku Bydzi to budowanie wulkanu to jest
śmieszne.
Trzeba jasno sobie powiedzieć coś nie gra

Bydgoszczanie potrzebują oprócz marketów, marketów, marketów i marketów co
obecna ekipa zapewnia nam w nadmiarze także inwestycji w infrastrukturę
tramwajową, drogową (ale nie na miły Bóg w drogi osiedlowe wyłącznie) budowy
lodowiska czy choćby podciągnięcia rury na terenie BPP.
Bydgoszczanie wcale nie potrzebują za to tunelu który ma zrobic dobrze
kolejnemu z marketów choć jak się wydaje będzie konieczny ze względu na
nieprzemyślaną do końca lokalizację.
Bydgoszczanie nie potrzebują też wulkanów a przydałoby się po prostu aby ktoś
się zabrał za remonty elewacji na śródmieściu.
Niby to wszystko proste ale jakoś nie może ruszyć.
Za to mamy witacze, bratanie się oraz przygotowanie do oddania toruniowi
lotniska oraz wodotrysk pomysłów których się nie realizuje po szumnych
artykułach w prasie.

rita100 napisała:

> schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=166&pos=2
> tam są prawie puste tereny, wygląda to na wyspe Robinsona Kruzoe ;)

bo to jest wyspa wulkaniczna, dlatego mauo zieleni

Ludzie, nie dajcie sie oglupic,
Statystyka pokazuje, ze w dziesiatce najgoretszych lat XX wieku,
tylko 3 byly w 8 dekadzie. 4 - w latach 30-tych. Zima bodajze 2006
roku udowodnila, co znaczy efekt cieplarniany - nawet taksowki nie
dawalo sie zlapac, tylu osobom nie odpalily auta.
Jesli chodzi o topnienie lodowcow - badania satelitarne wykazuja, ze
w jednych miejscach topnieja, w innych przybieraja na objetosci. To
jak z morzem - w Trzesaczu zabiera lad, w Miedzyzdrojach oddaje ;)
Jesli chodzi o emisje gazow cieplarnianych - na podstawie obserwacji
wulkanow, zaczeto badania nad mozliwoscia ochladzania atmosfery
poprzez... emisje gazow cieplarnianych, a konkretnie tlenkow siarki.
Zreszta, sami zobaczcie - woda tez jest zaliczana do gazow
cieplarnianych, pare dni temu przyszly chmury - sie ochlodzilo,
wypadalo sie, chmury znikly - i temperatury zaczynaja powolutku
rosnac.
O zatapianiu Wenecji mowiono juz na poczatku XX wieku, ze nie
wspomne o zatopieniu Atlantydy ;)
Jesli chodzi o tragedie, jaka wiaze sie z podwyzszeniem temperatury,
ze bedzie wiecej pustyn... to znowu badania wykazuja, ze w Afryce,
na terenie Sahary, byl "raj", co ciekawsze, to, jak sie zylo w tej
krainie mlekiem i miodem plynacej, wszystko silnie zalezalo od
temperatur - im cieplej, tym lepiej sie wiodlo mieszkancom.
Panie madralinski, wykorzystaliscie ciutke goretsza dekade, nawet
nie rekordowa, zeby narobic paniki, moze wreszcie zaczac przyjmowac
fakty do wiadomosci?

Przez dwa lata mieszkalam na Tahiti. Klimat tropikalny, upal i wielka
wilgotnosc powietrza. Wyspa ma 1040 km² i najwyzej 300 km drog, w tym 160
obwodnicy. Jezdzilismy wszedzie gdzie sie dalo jechac samochodem i nigdy nie
widzialam kolein ani dziur. Owszem, widzialam drogi ktore prowadza do nikad, bo
nastapilo osuniecie terenu.
Kiedys, gdy w sloncu bylo 45°C z ciekawosci polozylismy na asfalcie termometr
laboratoryjny. Wskazal 70°C i nic sie nie dzialo. Autobusy, trucki, ciezarowki
i osobowe jezdzily - o maszynach budowlanych nie wspominam nawet, i nic sie nie
dzialo.
Dodam tylko, ze na wyspie nie ma zadnego kruszywa. Jest pochodzenia
wulkanicznego.

No jako dziecie przyznaje widzialem drogi budowane
w Libii (moj Tatko byl tm na kontrakcie). Temperatura w porownaniu do polskiej
straszna (prawie non stop upaly) i to prawie caly rok. I jakos nic sie nie
topilo jezdnie nie "plywaly". Fakt, ze wtedy te drogi byly malo uzywane. Zero
tirow tam mieli itp. Ale sadze, ze jakby pobudowano je bez jakichs dodatkow to
by splynely. U nas jakos "plywaja" .... czyli na czyms "zaoszczedzono" z
powodow jakie opisalem powyzej. Wedlug mojego skromnego zdania.
uyu napisała:

> Przez dwa lata mieszkalam na Tahiti. Klimat tropikalny, upal i wielka
> wilgotnosc powietrza. Wyspa ma 1040 km² i najwyzej 300 km drog, w tym 160
> obwodnicy. Jezdzilismy wszedzie gdzie sie dalo jechac samochodem i nigdy nie
> widzialam kolein ani dziur. Owszem, widzialam drogi ktore prowadza do nikad,
bo
>
> nastapilo osuniecie terenu.
> Kiedys, gdy w sloncu bylo 45°C z ciekawosci polozylismy na asfalcie termometr
> laboratoryjny. Wskazal 70°C i nic sie nie dzialo. Autobusy, trucki,
ciezarowki
> i osobowe jezdzily - o maszynach budowlanych nie wspominam nawet, i nic sie
nie
>
> dzialo.
> Dodam tylko, ze na wyspie nie ma zadnego kruszywa. Jest pochodzenia
> wulkanicznego.

nie męcz się, bronie pogodowe to fakt z historii wojskowości - wg Phila
Schneidera każdy huragan itp. można unicestwić, detonując w jego centrum
bezzałogowy samolocik z odpowiednim ładunkiem konwencjonalnym; czemu jedyne
większe miasto w USA, któremu czasem coś zagraża, to Nowy Orlean - jedyna
metropolia zamieszkana w większości przez kolorowych? Nie wiem, może to tylko
przypadek - jak np. to, że cyklony upodobały sobie tereny najbardziej
przeludnione...
P.S. Trzęsień ziemi i erupcji wulkanów też jest co roku więcej, no nie..?

Ostatni epizod z "zabrudzeniem" atmosfery na dużą skalę miał chyba miejsce po wybuchu wulkanu St. Helen ok. 20 lat temu. I jego rezultaty można było odczuć a Polsce. Ale to było nic w porównaniu z wybuchem superwulkanu na terenie obecnej Indonezji ok. 70000 lat temu, co zbiegło się z zauważalnym ochłodzeniem klimatu. Kolejny taki wybuch miał prawdopodobnie miejsce ok. 26000 lat temu na Nowej Zelandii w szczytowym okresie ostatniego zlodowacenia. Tylko te dwa zdarzenia zaszły w już w czasie globalnego ochłodzenia epoki lodowej, więc nie można mówić, że były jej przyczyną - mogły ją tylko "pogłębić".
Przyczyn epok lodowcowych należy raczej upatrywać w zjawiskach rozgrywających się w większej skali - astronomicznej. Przy obecnym rozkładzie lądów decydujące są prawdopodobnie czynniki astronomiczne, czyli periodyczne zmiany parametrów ziemskiej orbity i jej ruchu wirowego (teoria M.Milankovica). Bez nich raczej nie należy liczyć na kolejną (normalną) epokę lodowcową, a jedynie na jakieś czasowe (choć nawet silne i długie w porównaniu do ludzkiego życia) ochłodzenie. Coś w rodzaju 1000-letniego ochłodzenia w dryasie, po przelaniu się Morza Agassiza do mórz półkuli północnej i czasowym zaniku Golfstromu.

Mnie, jak pisałem wcześniej, niepokoi możliwość, że cywilizacja rozwijająca się w stabilnych i sprzyjających warunkach przez ostatnie 10000 lat okaże się "wrażliwa" na nawet znacznie mniejsze zmiany niż przejście do następnego glacjału. Dotychczasowa stabilność warunków, do której przystosowała się ludzka cywilizacja, może się okazać bardzo "wredna" w skutkach, gdy nadejdą zmiany.

Podstawowy problem to nie to, czy potrafimy zachamować lub odwrócić to konkretne zjawisko (ocieplenie), ale jak jesteśmy w stanie się do niego (i towarzyszących mu skutków "ubocznych") przystosować. Różnych zjawisk naturalnych, nad którymi nie panujemy jest ogrom cały, albo i kilka. Jednak przynajmniej można, znając ich oczekiwane skutki podjąć działania obronne - chociażby brać nogi za pas z zagrożonego terenu zanim się coś przykrego wydarzy. Większość tego typu zjawisk ma charakter lokalny (wybuch wulkanu, trzęsienie ziemi, powódź itd.), więc łatwiej jest na nie reagować niż na zjawisko globalne. Bez wcześniejszego przygotowania się (w skali plobalnej) do przewidywanych skutków ocieplenia, nie ma szansy na uniknięcie powszechnych strat i napięć międzynarodowych z nich wynikłych. Na wypracowanie posunięć ogólnie akceptowanych potrzeba mnóstwo czasu, bo taka jest organizacja ludzkości. Inaczej będzie jak z polskimi drogowcami, których zima co roku "zaskakuje".
Dla mnie wszystkie kampanie propagandowe wokół ocieplenia mają takie właśnie znaczenie. Najpierw "pobijemy się" o to czy to nasza wina (i konkretnie czyja) i czy mamy na ten proces istotny wpływ. A potem - niezależnie od wyniku tej potyczki - zacznie się zastanawianie, jak zminimalizować problemy wynikające z samego ocieplenia. I dopiero tu zaczną się "schody".

Bali to swietny wybor, pogoda taka sama caly rok (temperatura), sprawdz tylko
poredeszczowa. Bylem 2 razy na bali ale nie o tej porze roku. Polecam raczej
wlasnie wspomniane okolice Kuta poniewaz hotele dbaja oplaze i infrastruktura
najlepsza. Jesli nie jedzieciez biura - polecam samodzielny przelot do
denpasar,w okolicach Kuta lub Sanur po drugiej strony znajdziecie bez liku
hotelikow gdzie za ladne pokoje z lazienkami i klima zaplacicie najwyzej 25-35
$. czasami maja male baseny na terenie. do zwiedzania polecam swiatynie
TanahLot,przepiekne jezioro w kraterze wulkanu na polnocy bali (mozna tez
nocowac w milych hotelach za male pieniadze), podrodze kompleks swiatnyn
kttorychnazwy nie pamietam. PodumowujacBali jest piekne,tanie a udzie bardxzo
zyczliwi. a jesli jeszcze nurkujecie to juz w ogole bomba...

Zalezy jakie safari - jeżeli w samochodzie to nie ma problemu ubierasz się w co
chcesz (ale kolory raczej neutralne. Jeżeli na piechotę (4 lata temu
zabronione, nie wiem jak teraz) niezbędne są dobre buty (nad kostkę) ale
przewiewne i ubranie w kolorach maskujących. Spodnie raczej długie, chyba, że
będziecie chodzić po terenie gdzie nie ma krzaków. Ale jeżeli jedziesz z biurem
podróży to raczej będziecie jeździć, co ma tę zaletę, że w krótszym czasie
można zobaczyć więcej zwierząt.
W Kenii najciekawsze są zwierzęta, warto zobaczyć jez. Baringo, gdzie zyje 1/3
światowej populacji flamingów - niesamowity widok, jak z "Pożegnania z Afryką".
Dla kogoś zainteresowanego historią ciegkawe będą stanowiska ludzi pierwotnych
(nie pamietam dokładnie gdzie są, wydaje mi się, że w poblizu jez. Naivasha) i
krater wygasłego wulkanu. Podobno ciekawe jest też wybrzeże, ale tam nie byłam.
Pouczającym doświadczeniem jest wizyta w wiosce masajskiej (ale płatna 4 lata
temu 20 USD), można porozmawiać z tymi ludźmi.
Najpiekniejsze wg. mnie miejsca to Masaai Mara, Samburu i właśnie jez. Baringo
oraz jez. Nakuru.
Ale biura wytyczają własne trasy, więc wiele na własną rękę nie zobaczysz.
Możesz kupić przewodnik Pascala - dobry jest, albo Lonely Planet (to samo tylko
po angielsku).
Oprócz tego musisz mieć repellent (najlepiej Autan w sprayu - tylko nie uzywaj
go w pomieszczeniach zamknietych ŚMIERDZI) i środki antymalaryczne (np. LARIAM)
przepisuje je lekarz w Warszawie w szpitalu zakaźnym na Wolskiej, poza Warszawą
nie wiem, trzeba poszukać.
BAw się dobrze.
Pozdrowienia

Przepraszam bardzo. Ktos kto psioczy na lewice nie powinien oczekiwac od panstwa
ze cos od niego dostanie. Ktos kto opowiada sie za wprowadzeniem systemu
kapitalistycznego, powinien dostosowac sie do rzadzacych nim regul. Hipokryzja
jest zarzucanie lewicowemu premierowi rozdawnictwo z jednej strony, a z drugiej
cynizm, b nie chcial rozdawac.

Gdyby na slasku wybuchl wulkan, mozna byloby nazwac cynizmem powiedzenie "trzeba
sie bylo ubezpieczyc od wybuchu wulkanu". Jezeli ktos mieszka na terenie
zalewowym, powinien sie z tym liczyc.

Ja przepraszam, że się wtrącam, ale... trzeba się było ubezpieczyć. Pomoc pomocą, ale ci, którzy mieli ubezpieczenie od powodzi już się odbudowali i pozbierali. Powiedz mi, czy ty masz w drzwiach jakiś zamek? Pewnie tak, a więc ubezpieczasz sie prze osobami w twoim domu niepożądanymi. A ubezpieczenie w pracy masz? Pewnie tak, zeby Ci wypłacili jak sobie rękę złamiesz (mi wypłacili za skręconą kostkę, bo chciałam skubnąć z magazynu trochę winogronka i spadłam z paleciaka, choć w sunmie siedzę w biurze, szefowa w protokole wpisała, ze kiście miałam liczyć :))
Dlatego na terenach zagrożonych powodzią trzeba się ubezpieczyć od powodzi, a pod wulkanem od wybuchu wulkanu, proste!

Atole są zalewane? Skąd wiesz że to jest spowodowane podnoszeniem się
poziomu oceanu, a nie zapadaniem się atolu? :) No i dalsza logika
bierze w łeb...

Emisja gazów cieplarnianych przez ludzi wynosi więcej niż emisja
naturalna? Chyba jednak nie. Ile gazów cieplarnianych do atmosfery
wynoszą erupcje wulkanów.

Gigantyczne powodzie? Gwałtu rety powódź stulecia, ba tysiąclecia!!!
Szkoda tylko że ktoś znalazł w moim mieście fotki z lat 40 z jakiejś
niemieckiej gazety. Tak na oko poziom wody był wyższy o 3-4 m. Kiedyś
nie był trąb powietrznych? Na pewno - tylko dlaczego mamy na to
zjawisko atmosferyczne swoją własną polską nazwę. Rzadko nazywa się
coś czego nie ma, częściej wtedy używa się nazw obcych.

Skleroza to fajna choroba - pozwala zapomnieć i o podróżnach saniami
do Szwecji i o wcześniejszych od nich winnicach Zielonogórskim.
Pozwala zapomnieć o kataklizmach które non stop nam towarzyszyły.
Dzięki temu można opowiadać jakie to "wyjątkowe" zdarzenie nas
spotkało.

Aha co do powodzi - jak się osusza bagna, wykłada betonikiem
strumyczki i "prostuje" rzeki, a także buduje się na terenach
zalewowych - to potem się płacze. Do tego nie potrzeba złego
mzimu "globalnego ocieplenia"

Następny Kabareciarz - darr. darek :-)))))
> Te wysepki toną, bo stożki wulkaniczne, na których są wyspy
ulegają erozji.
Buhahaha! 3 cm obniżenia się terenu wskutek erozji w kilkanaście lat?
Czy ktoś cały czas polewa Kiribati potężnymi strugami wody dzień i
noc? Obawiam się, że nie :-) a tylko wtedy mógłbyś mieć takie tempo
erozji.

Kiribati na stożkach wulkanicznych?Buhaha. Od kiedy to rafy koralowe
powstają wskutek działalności wulkanów? :-)
pl.wikipedia.org/wiki/Kiribati
> Faktycznie to nie jest nawet 4 cm. Coś obiło mi się o uszy 1 cm.
Prognozowane n
> a
> najbliższe 100 lat oscylują od 4 do 40 cm.

Niech Ci się dalej obija o uszy. Może w końcu jakaś rzetelna wiedza
się o nie obije, kto wie? :-)

otóż to, druid1, np. mierzący kilkadziesiąt kilome
Mierzący kilkadziesiąt kilometrów długości i dochodzący do ponad 100 m
wysokości Perito Moreno znajduje się na terenie argentyńskiego Parku
Narodowego "Los Glaciares" wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrody
UNESCO. Lodowiec cały czas rośnie - w tempie od 30 do 60 cm dziennie.

Jest wiele różnych teorii na temat zmian klimatu i co ciekawe, wzajemnie się
wykluczających: jedne mówią, że się ociepla inne, że się oziębia i komu wierzyć?
Dlaczego tak jest? Bo każda z grup badaczy bada problem wycinkowo. Jedni badają
atmosferę, temperaturę powietrza i na tej podstawie wyciągają wnioski. Inni
badają co się dzieje w oceanach, jeszcze inni koncentrują się na zjawiskach
wewnątrz Ziemii (aktywność geotermiczna, wulkany albo koncentrują się na
kosmosie (aktywność Słońca). Niestety nie ma modelu, który by uwzględniał
wszystkie te czynniki jednocześnie. Wiem, że to trudne ale tym bardziej
pozostaje sceptyczny: nie wiem czy klimat sie zmienia i
w jakim kierunku. Reszta to spekulacje.

A wiekszosc skalistej Greacji tez porastaly
> lasy, ale to bylo ponad dwa tysiace lat temi i intensywna gospodarka agrarna
> wykonczyla cala zielen.

nie ma jak powielać bzdury o intensywnej gospodarce agrarnej która wykańcza
teren. Tereny zmieniają się od zmian klimatu. Kiedyś w grecji pełno było drzew,
w pustynnym iraku kwitł wielki babilon, w afryka północna był spichlerzem rzymu,
a w angli robiono najlepsze wina. Ale klimat się zmieniał i nie zmienia cały
czas. Ale w lewackiej GW pisanie o tym jest nie wygodne, bo nie pasuje do tezy
że zmiana o 10% stężenia CO2 w atmosferze narusza nasz klimat. Co jest o tyle
absurdalne że wybuch w wulkany wprowadza do atmosfery tyle CO2 ile cała ludzkość
produkuje przez 2,5 roku

człowiek vs. natura
To nie natura buntuje się przeciwko człowiekowi, ale człowiek lekceważy
zagrożenia płynące z natury.

Huragany były, są i będą, a jedyne, co można na to poradzić, to osiedlać się
zdala od rejonów przez nie nawiedzanych, ewentualnie w życie wkalkulować ryzyko.
Niestety ludzie lekceważą naturę i dostrzegają jedynie doraźne korzyści płynące
z mieszkania np. na plaży w strefie sejsmicznej [nadmorskie osiedla w okolicach
Los Angeles], na zboczu czynnego wulkanu [przedmieścia Neapolu], czy w terenie
zalewowym [poldery w dorzeczu Odry], a tymczasem natura nie zwraca uwagi na
człowieka i nie liczy się z nim, to człowiek musi uważać na naturę i dopasować
się do niej.

takie miasta są prędzej czy póżniej skazane na zagładę. Ostatnio byłem w
Neapolu i tam na przykład wulkan Wezuwiusz drzemie i może w każdej chwili
wybuchnąć. Ludzie muszą zrozumieć, że ponoszą ryzyko mieszkania na terenach
zalewowych (jak np New Orlean) lub narażonych na uderzenie wulkanu. I wybierać
(choć nei zawsze się da).

Teoretycznie takie samobójcze rozwiązanie jest możliwe, ale mało prawdopodobne.
Młody Assad, to nie stary Assad, a nawet nie jego starszy brat. Młody Assad to
dziedziczny polityk małego formatu i dlatego nie stać go na takie ryzykowne
decyzje. Czy warto masowo umierać za te kilka wulkanicznych górek? Czy
koniecznie trzeba wyzwalać druzyjskie sady świetnych w smaku jabłek. Wątpić śmiem.
Na razie polityka syryjska wobec Izraela realizowana jest ( o dziwo!) rękami
szyitów Nasrallaha,a Syria to taki tranzytowy kraik dla irańskiej broni i innej
"pomocy".
Syria nie ma już większego 'miru" wśród krajów arabskich i dlatego nie może
liczyć na ich pomoc i polityczne wsparcie w przypadku jakiejkolwiek
sprowokowanej przez siebie rozpierduchy.
Czy Izrael użyłby broni "A" wobec Syrii? Strategia obronna tego kraju przewiduje
taką możliwość, ale przecież jest wiele innych po drodze środków oddziaływania.
Przy dobrej pogodzie Damaszek widać przez lunetę z Hermonu ...... Powszechnie
wiadomym jest, że w konwencjonalnych broniach zaawansowanych ich efektywność
dorównuje tradycyjnym głowicom "A", a nie ma przy tym promieniotwórczego
skażenia terenu.
Reasumując: Syryjczycy przegrali z Izraelem kilkakrotnie występując w drużynie
arabskiej i dlatego będą się długo zastanawiać, czy warto ryzykować guza
podskakując solo.
Cała sprawa wygląda mi na syryjską inspiracje typu- " jesteśmy i zobaczcie jakie
mamy muskuły".

Gość portalu: Karol Sabath napisał(a):

> > > > Dlaczego Arka znalazla sie na Araracie
> > > Zaraz, zaraz. Przecież się nie znalazła.
> > Chodzilo mnie o skonfrontowanie opisow biblijnych z najwieksza gora w tym
> > rejonie,
> To czemu przytoczyłeś linki do strony sugerującej, że się faktycznie
>znalazła?

Zalozmy,ze woda zalala ziemie po szczyty gor,to co sie z nia pozniej stalo?
Przeciez nie mogla wsiaknac w ziemie ani wyparowac.
Poziom wody na calej ziemii moze sie podniesc o kilka lub kilkanascie
centymetrow,a nie kilka kilometrow.
Potop moze dotyczyc plaskich terenow i byc regionalny,a link podalem dla
ozywienia dyskusji.

> Z tym tylko polemizowałem. A o tym, czemu miałaby osiąść na Araracie, a nie w
> Himalajach i czy to jest argument ważny dla dyskusji z "dyluwialistami"
> odpowiedziałem w wątku dinozaurowo-wulkanicznym.

OK!

Gość portalu: Nico napisał(a):

> Popraw mnie jeśli się mylę, ale będzie to wymarzone miejsce do
> niskonakładowego badania geologicznego historii marsa?

albo miejsce pogrzebu setek Ziemian w kolejnych niudanych próbach eksploracji
tego terenu...

> Skoro nie odbija totalnie żadnego światła, prawdopodobnie ma głębokość co
> najmniej kilka razy przekraczającą średnicę otworu (100m)?

jeśli to taki Zakaton, to głębokość może sięgać nawet... kilometra

a na dodatek MaDeRa może mieć rację...
jeśli to są pradawne kawerny tuż pod powierzchnią Marsa, z otworami-wejściami
przebitymi stosunkowo niedawno w wyniku świeżych impaktów, to mogą one mieć też
porównywalne rozmiary w poziomie...
"powierzchnia Marsa" przypominałaby w tym miejscu cienką, mocną warstewkę
lukru na powierzchni drożdżowej babki wielkanocnej, zasklepiającą wejście do
pustki - szczególnie dużym bąblu po działalności drożdży...

a jeśli ta 100-metrowa dziura to otwór wybity przez planetkę o takiej średnicy,
to oznacza , że głębokość tej kawerny może wynosić nawet... 2 i więcej km...
inaczej powrotna fala uderzeniowa z dna kawerny zdołałaby zniszczyć
całą "lukrową" skorupę...

przypuszczam, że taka ogromna pustka mogła powstać np. z zapadnięcia się
niższych warstw po erupcji sąsiednich dawno wygasłych wulkanów, z których
okolica ta słynie w nie mniejszym stopniu niż z tych dziur...

W istocie chodzi przede wszystkim o to, by...
od początku, tzn. już w projekcie uwzględnić ewentualne trzesięnie. W okolicach
Tybingi (i nie tylko) prawo budowlane przewiduje fundamenty dostosowane do
sejsmiki tego terenu. Budynek w tym przypadku może być z cegły - ale to już
temat dla budowlańców i sejsmografów.

Nie krytykuję i nie nabijam się z budownictwa drewnianego. Ironizuję, bo temat
ma swoje smaczki.

Wracając do tematu: nie porównuj Hawajów, czyli czubka wulkanu, z regionem w
którym natura jest spokojniejsza.

Gość portalu: Jerzy napisał(a):

> Arabowie byli tylko wojowniczymi przybyszami, ktorzy na tereny przybyli w VII
w
>
> ne.

A kiedy przybyli na ten teren Zydzi? Dlaczego nie zwrocic Kanaanu Grekom -
zdaje sie, ze wyrznieci przez Izraelitow Filistyni byli ludem hellenskim? A
pokonani wczesniej Medianici byli plemieniem arabskim - zreszta imie Jahve
wywodzi sie od medianickiego boga wojny i wulkanu.
www.mit.edu/afs/athena/course/21/21a.213/papers/egypt.pdf
Wiec moze jednak po prostu sa to ziemie SEMICKIE (nie mylic z zydowskimi).

PS. Nie dowodze, ze Zydzi nie maja prawa do Palestyny. Ale nie jest to prawo
historyczne, jest to PRAWO PIESCI. Podobnie jak to mialo miejsce w czasie ich
pierwszego przybycia na te ziemie. Silniejszy lud wypiera slabsze. Proste,
zrozumiale i takie czeste....

A może by tak "Aktywność wulkaniczna na terenie Polski"? Bardzo cwana
książeczka.

po wybuchu wulkanu w swardzwaldzie 13000 lat temu nad morzem czarnym shronila
sie grupa pre-europejczykw. W czasie keidy polnoc europy skuta lodowcem
adaptuja powoli roslictwo. Przelanie sie wod przez bosfor 8500 powoduje
migracje na polnoc, jako ze poziom morza podnosi sie 15 cm na dzien.

Z terenu Polski/Ukrainy granica lasostepu kolejne falemigruja docierajac az
Indi i Chin.

udomowienie tura. Wypalanie polan. Poczatkowo by znecic zwierzyne, pozniej dac
lepsze pastwiska dla bydla. Udomowienie konia.

Hindusi produkuja braz na scytyjskie strzaly. Nasi przodkowie najdzielniejszym
rodem. Grecja to wlasciwie kolonie scytyjskieprodukujace ron i ozdoby w zamian
za zboze z polnocy.

Grecja , Helenizacja aleksandra. Rzym czarne dzieje ciemnych ludzi.

100 BC Rzym przekracza Ren atakuje Nsazych. nasi produkuja stal. Dymie Ok 200
tys dymarek. Rzym dostaje kontre w 300 Ad nie ma jusz zachodnigo rzymu.
Bizancjum sprowadza hunow. Palca im pocztkowo 2 t zlota rocznie. Hunowie
atakuja naszuch. Na terenie Polski spalona ziemia strategiczny odwrot na
skandynawie i podmokly wschod. Ziemianki zapewniaja geotermiczne grzanie, unika
sie dymu ktory by zdradzal lokalizacje.

380 atilla pokonanay we Fracji. Resztki chunaw nasi wybijaja na Nedo (dolina
koscieliska ?) nastepuje powrot na ziemie polskie i kontratak na Bizancjum.

dalsze dzieje sa mniej wiecej znane.

czynnik decydujacy mutacja M17 chromosomu Y. Polacy maja powyzej 50% troche
mniej wegrzy, czesi, rosjanie Ltwini. jeszcze mniej niemcy szwedzi anglicy. Ale
dosc duzo na Islandi!

bardzo skrocony opis oparty na lingwistyce, genetyce archeologi, czesciaowo na
krytycznej analizie Bizantyjskich klamstw. "nie udawaj greka"

w 3 wieku w zymie w cenie blad wlosy, krezki. Do dzis sedziowie w angli
zakladaja jasnowlose peruki. Swici wsielu religji maja jasna aureole.

Jka bylo mozliwe powstanie niebiekookiej rasy? poprzez dazenie do idealu i wole
walki.

slawa!

Wątek podróżniczy-najdziwniejsze miejsca do spania
Kopiuję swój wątek z innego forum. Przepraszam, ciekawym Waszych opinii.

Mi się zdarzyło:
- na ławce w parku w Rotterdamie, w pobliżu lekko siapiącej na nas fontanny,
- w przedsionku toalety na stacji benzynowej pod Pizą (zresztą na różnych
stacjach się sypiało),
- na ziemi na placu zabaw pod równoważnią w Arco we Włoszech,
- na werandzie czyjegoś domku letniskowego na Malcie na rozłożonych na
betonowej podłodze drewnianych drzwiach,
- w hotelu płatnym za godzinę w Santiago de Chile z odgłosami miłości zza
przepierzenia (a dzwi do kibelka zastępowała kotara sięgająca do wysokości
bioder),
- w domu faceta, która zabrał mnie na stopa kilka godzin wcześniej,
- na odwróconej do góry nogami łodzi na sycylijskiej plaży,
- pod nawisem skalnym w Les Calanques pod Marsylią (przez półtora tygodnia),
- w namiocie rozbityym na dziko na terenie ośrodka wczasowego w Puli w
Chorwacji,
- w namiocie na wysokści 6000 m n.p.m. przy -20 stopniach,
- wciśnięty bokim między fotele w economy class w samolocie do Argentyny,
- na terminalu promowym w Calais na podłodze...
- inna sycylijska plaża, gdzie zrezygnowałem ze spania na wygodnym połączeniu
między kadłubami katamarana, bo w pobliżu była głośna dyskoteka. Przeniosłem
się kilkaset metrów dalej i walnąłem na piasku, gdzie przez pół nocy w
odległosci kilkudziesięciu metrów obiegał mnie wokoło bezustannie szczekający
pies. A właściciel katamanrana przyszedł rano i grzecznie nas poprosił,
żebyśmy
zabrali rzeczy, bo on wypływa w morze,
- poddasze wieży dawnego dalmierza na Helu, gdzie na schodach rozciągnęliśmy
pułapkę ze sznurka przymocowanego do puszki po piwie wypełnionej szkłem, żeby
obudzili nas ewentualni miejscowi "goście"...

Jak sobie coś przypomnę, to dorzucę :-)

Gdzie JESZCZE (chyba!) nie spałem:
- w jaskini,
- na materacu swobodnie dryfującym po wodzie,
- w ładowni statku jako pasażer na gapę,
- na szczycie czynnego wulkanu (a miałem szansę na Stromboli!)
- na krze
- na cmentarzu
eech...

Teraz Wasza kolej. Chodzi o spędzanie nocy w celu wypoczynkowym. Ciekaw
jestem Waszych doświadczeń.

Witaj Aga Mam wolną chwilkę więc kilka rad. Jeśli wypożyczysz auto i
wybierzesz się na południe wyspy będziesz przejeżdżać przez wioskę o wdzięcznej
nazwie Yaiza - która kilkakrotnie została wybrana najpiękniejszą wioską
Hiszpanii. Warto zatrzymac się tam na kawę w uroczej restauracji "La Era"
powstałej w dawnej fince (typowy dla Lanzarpote dom - to finca właśnie). Jest
tam piekne patio - a poza tym zaprojektował ją Luis Ibaneza wg projektów Cesara
Manrique.
Jadąc do Yaizy warto przejechać przez La Gerię - winną oazę leżącą w środku
lawy. Lanzarockie uprawy wina są jedyne w swoim rodzaju i stały się znane na
całym świecie jako "architektura bez architeków" - kiedy pokazano jej model w
Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku. Tam koniecznie zajrzyj do bodegi
(winiarni) "El Grifo" -bo kupisz świetne wino w dobrej cenie i znajdziesz
najładniejsze widokówki. Zwróć uwagę na starą finkę na przeciwko winiarni. Jest
nazywana fincą Rity Hayworth, która mieszkała tam przed laty krecąc na wyspie
film. Rosną przed nią trzy piękne eukaliptusy - będziesz miała fajną fotkę :)
Koniecznie przejedź koło Salinas - odsalarni wody morskiej które wyglądają jak
naturalna gigantyczna szachownica, podzielona na niezliczone kwadraty. Pod
wpływem promieni słonecznych przybierają bajeczne kolory, a najładniej
wyglądają podczas zachodu słońca - ale ten czas lepiej spędzić na plaży El
Janubio. Na tej czarnej plaży znajdziesz olivinas - zielone kamyczki podobne do
naszych bursztynków. Jadąc dalej wzdłuż brzegu mijasz teren zwany Los
Hervideros (Kotły) i dojeżdżasz do El Golfo (tu też polecam zachód słońca.) To
unikalna kompozycja kolorystyczna czarny piasek dzikiej plaży, pod błękitem
nieba tuż obok lazurowego oceanu, otoczony wulkanicznym urwiskiem w kolorach
żółci i czerwieni i na środku plaży zielona laguna. Uwiebiam to miejsce i
myślę, że zachwyci i Ciebie. Z rozkoszy "dla ciała", w wiosce El Golfo zjesz
najlepsze na wyspie sardynki z grilla - koniecznie poproś o mojo - zielony sos
czosnkowy (najlepiej podwójną porcję).
O Parku Narodowym Timanfaya i Górach Ognia znajdziesz wszystko w
przewodnikach, czyli opis tego miejsca sobie daruję. Restauracji "El Diablo" na
Wzgórzu Hilarego nie polecam - bo droga.
Na południu warto odwiedzić plaże Papagayo (4 km od Playa Blanca)i wioskę
rybacką Quemadę. Na plaży w Quemadzie nie spotkasz turystów - bo tam nie
docierają. Koniecznie zajrzyj do restauracji Seven Islas, w którtej podają
najlepszą na całej wyspie payellę - wielką jak koło od wozu :)
Jutro postaram napisać kilka słów o północy wyspy.
pozdrawiam

Na pierwszy raz chyba najlepsza jest Teneryfa. Najbardziej urozmaicona
krajobrazowo i chyba najwiecej do zwiedzania.
My Kanary zaczęliśmy zwiedzać właśnie od Teneryfy (2 tygodnie). Bylismy też
jeden dzień na Gomerze (wycieczka z Teneryfy)i chyba dziecko bedzie się tam
rzeczywiście lekko nudzić.
Bylismy też tydzień na Lanzarote i tydzień na Gran Canarii.
W moim rankingu prowadzi Lanzarote, potem Teneryfa, Gomera i na szarym końcu
Gran Canaria (nie znoszę tłumów).
Na Teneryfie - jeżeli ma być z dala od dyskotek, a blisko knajpek - to polecamy
Las Caletillas (Candelaria) tam są tylko 2 hotele i apartamentowce, i wspaniała
promenada nad oceanem z Caletillas do Candelaria. Pożyczając samochód bez
problemu można samemu zwiedzić wyspę w 3 dni. Z Puerto de la Cruz jest blisko
do Loro Park, ale samo miasto to hotel na hotelu, gdzie nie ma mowy o ciszy i
spokoju. To samo jest w Los Christianos czy innych skupiskach hoteli na
południu wyspy - ale uczciwie napiszę, że tam plaże są z nawiezionym piaskiem.
Oryginalne plaże na Teneryfie są pochodzenia wulkanicznego, czarne i raczej
żwirowato-kamieniste.
Natomiast Lanzarote (polecamy Playa del Carmen-Matagorda - o tym dalej piszę)
to kilometrami ciagnace się plaże ze złotym piaskiem nawianym z Sahary.
Atrakcją dla wnuka może być niedalekie lotnisko. Wcale nie przeszkadza hałas
lądujących samolotów - wiem, co piszę, o lotnisko mieliśmy niemal tuż za plotem
naszego hotelu. Dzieciak bez problmu może się pluskać w oceanie. Albo nie
wychodzić z basenu.
Hotele i apartament są na większym terenie niż na innych wyspach (zwłaszcza na
Gran Canarii) i nie są to też na ogól jakieś ogronme molochy.
Hotele i apartamenty są zawsze niedaleko od plaży, a jednocześnie dosyć gęsto
są mini centra handlowe z restauracyjkami i sklepikami. Wyspa jest maleńka -
polecamy do zwiedzania park narodowy Timanfaya i Jameos del Aqua.
Lanzarote ma tylko jeden minus - nie ma bezpośredniego połączenia z Polski. No
i jest minimanie droższa od Teneryfy, bo bardziej ekskluzywna. A z Lanzarote
można się wybrać promem na Fuerteventura.
Gdybym miała nadmiar urlopu - natychmiast wrócilibyśmy jednak na Lanzarote.
Czytałam też waszą relację o Maderze. Wybieramy się tam jednak jesienią (wiem,
że jacarandy są wspaniałe, ale w maju nie ma mowy żebym dostała urlop) i
studiując katalogi wybraliśmy sobie hotel Orca Praia !
Jeżeli masz jakieś konkretne pytania odnośnie Lanzarote postaram się
odpowiedzieć, bo wróciliśmy przed miesiącem.
Iwona

Czy technologia jest bezpieczna i realna?
Na razie, jak wynika z przytoczonego linka, Szwedzi budują
doświadczalną elektrownię o mocy 30 MW w Schwarze Pumpe na terenie
dawnej NRD. O elektrowni o mocy 250 MW mówią w perspektywie 2020
roku. A tutaj chodzi o moc 4000 MW i w perspektywie 5 lat!

Mam wątpliwości, czy tak duże ilości dwutlenku węgla można składować
naprawdę bezpiecznie. Czy nie ma niebezpieczeństwa wydostania się
dużych emisji, podobnych jak w trujących jeziorach na terenach
wulkanicznych (niejasno przypominam sobie takie dwa: gdzieś w Afryce
Zachodniej (Nigeria?) i Indonezji (Sumatra albo Jawa?). Potrafią one
zabić całe zycie dookoła w wyniku nagłej i nieprzewidzianej emisji
CO2.

Co się tyczy powolnej mineralizacji, wymaga ona istnienia minerałów
zasadowych. W przypadku wapienia, najczęstszej skały reagującej z
CO2, ulega ona przejściu do kwaśnego węglanu (bikarbonatu), który
jest łatwiej rozpuszczalny w wodzie niż węglan wapnia, ale reakcja
jest odwracalna - kwaśny węglan osadza się na innym miejscu (tak się
tworzą np. stalaktyty i stalagmity), ale z wydzieleniem CO2.

Coś trudno mi w taką koncepcję uwierzyć.

Natomiast chciałabym zwrócic uwagę na dwa aspekty:
1) mamy wiele elektrowni zdekapitalizowanych i albo trzeba je duzymi
nakładami zmodernizować albo po prostu zamknąć. Grozi nam brak
energii elektrycznej, nie mówiąc o tym, że nasz rozwój wymaga
zwiększenia zużycia prądu, nawet jeśli wprowadzimy technologie
energooszczędne (świetlówki zamiast żarówek, oszczędniejsze lodówki,
oszczędniejsze silniczki elektryczne - rezerwy w gospodarstwach
domowych powoli się wyczerpują, a w przemyśle modernizacja też
zmierza ku końcowi),
2) nowe elektrownie powinny mieć większą sprawność.

Nawiasem mówiąc, jakoś nie słychać ostatnio o generatorach MHD
(magnetohydrodynamicznych), które miały mieć sprawność ok. 50 % i
więcej i 40 lat temu upatrywano w nich przyszłość energetyki.

chodzi o PLAGĘ KLĘSK ŻYWIOŁOWYCH np. POWODZI !!!
> I jak wyjaśnić oziębienie klimatu na terenie Polski za Władysława Jagiełły
> {przez co m.in ucierpiała produkcja wina}. Czy to było spowodowane zbyt dużą
> emisją CO2 do atmosfery?

To jest PSEUDO-naukowy pseudo-"argument" - czy musisz sprowadzać dyskusję do
tak PRYMITYWNEGO POZIOMU?!

po pierwsze:

Owszem, klimat zmieniał się RAPTOWNIE wiele razy w dziejach Ziemi (na filmie
był wspomniany PRAWDZIWY naukowy przykład tego mamuta znalezionego na Syberii
co przed wiekami ZAMARZŁ W PARĘ SEKUND w TRAKCIE JEDZENIA - TAK BYŁO NAPRAWDĘ i
to nie jedynie fantastyczny wymysł na potrzeby fabuły filmowej!)
i klimat ziemski zmieniał sie zapewne z powodów czysto naturalnych np.
gigantyczny wybuch wulkanu, zderzenie z większym meteorem, albo gigantyczne
obsunięcie się wałów lodowych w okolicach Wielkich Jezior na skutek siły
mimośrodowej obrotu Ziemi albo "przemajgnięcie się" prądów morskich po powolnym
dojściu do krytycznego punktu równowagi dynamicznego układu chaotycznego (jakim
jest klimat Ziemi)...
Ale to TYLKO świadczy o tym, że ogólnie KLIMAT ZIEMI JEST MNIEJ STABILNY NIŻ
NAM SIE WYDAJE! "Efekt motyla" się kłania ;-)
I co? MAMY POGARSZAĆ JESZCZE RYZYKO?!

po drugie:

Owszem, klimat Europy powoli i systematycznie się ociepla od co najmniej
tysiąclecia. Przecież dawniej Bałtyk zmarzał w zimie tak solidnie, że biegł
przezeń szlak handlowy i budowano na nim karczmy na czas zimy...
Ale to był LOKALNY EFEKT (a nie globalny), prawdopodobnie zależny
od "powolnych" (przewidywalnych), "niewielkich", ciągłych i "łagodnych" zmian
prądów morskich - nie takich jak ta KTASTROFA przedstawiona na filmie

po trzecie:

"Efekt cieplarniany" to nie łagodne ocieplenie jak się niektórym wydaje,
że "będzie fajnie" jak w Polsce wyrosną palmy!
TO DESTABILAZACJA UKŁADU KLIMATYCZNEGO Ziemi, to PLAGA KLĘSK ŻYWIOŁOWYCH:
HURAGANÓW, CYKLONÓW, największych od tysiącleci POWODZI, niespotykanych MROZÓW
w zimie i NIELUDZKICH UPAŁÓW latem!
TO KATASTROFA DLA EKONOMII ŚWIATOWEJ!]

(Ostatnio gdy w Polsce były katastrofalne powodzie to pokazano w TV w jakiejś
wiosce górskiej ZMYTY jak zabawka przez potok powodziowy kościół zbudowany 300
lat temu przez Niemców - więc od conajminiej 300 lat coś takiego się nie
zdarzyło...
Albo NAJWIĘKSZA W TYM TYSIĄCLECIU w powódź Anglii, po czym rząd brytyjski żwawo
się zaangażował w popieranie Traktatu z Kyoto.)

Ja kupuje wode Leggera albo Lilia / z terenow wulkanicznych /. W czasie podrozy
po Wloszech cierpie potwornie: szczegolnie w Rzymie i okolicach, gdzie na ogol
serwuja wode Claudia / juz wolalabym kranowke /.

1) Tylko nie Egipt - mało jest osób które nie miałyby tem kłopotów z żołądkiem
(zmiana flory bakteryjnej) a ratunkiem na te przypadłości jest jedynie
miejscowy antybiotyk streptomycyna - nie nadający się dla dzieci (nie pomaga
węgiel, smecta i in, gdyż zazwyczaj dochodzi do zakażenia amebą lub bakterią
coli). Ja sama mimo,że Egipt wspominam jako piękny kraj, 3 dni najchętniej
wymazałabym z pamięci - pomimo wyparzania, picia alkoholu, jedzenia tylko w
hotelowej stołówce i in metod dopadła mnie i mojego męża "zemsta faraonów".
A upilnowanie 11msc malucha, aby nie brał wszystkiego do buzi, graniczy z cudem.
Po co ryzykować kłopoty, konieczność hospitalizacji w przypadku biegunki u
niemowlaka itd.
2)Kraje Ameryki Płd, Kuba, Tajlandia - konieczność szczepień, możliwość
zarażenia chorobami tropikalnymi, strasznie długi lot z przesiadkami -
odradzam. Uszarpiecie się z maluchem, a dziecko będzie wykończone.
3) Ja leciałam z 6msc na Teneryfę - 6 godz i to chyba maksimum ile dałabym radę
wytrzymać - mimo,że dziecko prawie cały czas spało.
4) Polecam wyspy Kanaryjskie - temp zimą jak latem w Polsce, nie ma chorób, nie
ma insektów. Na Teneryfie jest świetny Loro Park (ogród zoologiczny - z
pokazami tresury zwierząt), ogród botaniczny, wulkan i krater, niestety plaże
pozostawiają wiele do życzenia. Na Fuerteventurze natomiast są piękne plaże -
piaszczyste, złote , szerokie; wydmy. Lanzarotte - krajobraz z księżyca -
tereny po erupcji wulkanu w XIX w jeszcze nieporośnięte roślinami.
5) Na Cyprze w styczniu jest chyba ok 13 stopni, a czasami nawet pada śnieg.
6) Podobno ładnie jest w Tunezji - nie ma kłopotów żołądkowych, hotele zadbane,
ciepło.
Pozdr

Co po spalonej fabryce Rena-Kord
Dzisiaj przyznaję pierwszy raz na nogach zwiedziłem dokładnie cały Park
Helenów czyli przedłużenie na wschód Parku Staromiejskiego i jestem bardzo
pozytywnie zaskoczony, że ta część jest tak zagospodarowana i tętniąca
życiem.Duża część to podłużne stawy z kaczkami,masa ludzi opalających się na
trawie,po środku tajemnicza budowla zbudowana jakby ze skał
wulkanicznych,niesamowite miejsce,pozatym część dla dzieciaków, masa alejek i
nawet różnice spore w wysokości różnych częśći parku.Jednym słowem super.

Dlatego pomyślałem aby zamiast spalonych zakładów i zlikwidowaniu jeszcze
hurtownii z płytkami i glazurą które to miejsce nie pasuje do
otoczenia,zagospodarować to zniszczone miejsce jako powiększenie istniejącego
Parku Helenów gdzie wraz z Parkiem Staromiejskim stanowiły by naturalne płuca
pólnocnej części miasta.
Nie kryję, że szczytem wizjonerskim byłoby połączenie naturalne obu parków
poprzez budowę małego tunelu pod Franciszkańską tak by Park Staromiejski wraz
z Parkiem Helenów a więc wielki teren ograniczony ulicami Północną od
południa Zachodnią od Zachodu Podrzeczną,Wolborską,Smugową od pólnocy,
tworzył jeden wielki Park Miejski przystosowany dla ludzi z alejkami dla
rowerów,pieszych,biegających,opalających się z ławeczkami latrniami,fotannami
zimą z lodowiskami itp.
Jednym słowem piękny teren który powinien tętnić życiem.
Część parku Staromiejskiego od Zachodniej do Nowomiejskiej zagospodaruje
Manufaktura.To może namówić ich na cały park by pomogli zagospoarować go w
całości.
Co do samej Manufaktury czy ktoś wie czy szkoła i budynek obok czyli
Drewnoska 88 i 90 wchodzi w projekt czy pozostanie bez zmian.Wchodząc między
nimi i w lewo widać niesamowitą architwkturę tej szkoły od tyłu,warto to
zobaczyć i z tamtąd widać prace niwelacyjne Manufaktury.
Pozdr.

Hej Katahdin,
A na ile dni sie wybierasz?
Plecak najwygodniejszy. Kazdy po jednym + 1 maly podreczny, na wode,
przewodnik, chusteczki i ew. aparat fot (wygodnie sie nosi z przodu i
bezpieczniej zreszta). W Chile nie bylismy, pierwotnie zamierzalismy zrobic
tylko Paragwaj i Boliwie. "Rozszerzylo" nam sie troche na Peru i (1 dzien)
Brazylie. W sumie bylismy 83 dni, 14 dni (chyba) w Peru i ponad 1,5 mies w
Boliwii.
Boliwia wspaniala. W zaleznosci od tego ile bedziecie miec czasu polecam:
Tihuanaco i/lub Copacabana+Isla del Sol (i to i to przy granicy peruwianskiej),
La Paz (+okolice, Valle de la Luna godna polecenia, tylko mala i zasmiecona-
ladnie zdjecia wychodza), Uyuni (daje 18 gwiazdek na 5 mozliwych,cos pieknego,
dziki teren 4000 mnpm, pustynie, slone jeziora, gejzery i wulkany, wycieczka
zorganizowana konieczna, chyba 65 dolcow to kosztuje ze wszystkim za 4 dni na
osobe, zalatwia sie w Uyuni, uwaga zimno!) i mozna stamtad do Chile (pociagiem
lub busem). Opcjonalnie mozliwy: Z La Paz trekking do dolin yungas (uwaga!
podjezdza sie najbardziej na swiecie niebezpieczna droga /dla autobusow/), Park
Madidi (opis byl w National Geographic, drogo i malaria ale podobno bardzo
warto, od dzikich zwierzat sie roi). Albo z Uyuni opcja Potosi (ze znanymi na
calym swiecie kopalniami srebra, czynnymi do tej pory,w slawnej Cerro Rico
(gora, ktora przyniosla bogactwo Hiszpanom) - mozna zwiedzac) i Sucre
(oficjalna stolica Boliwii).
Dalej sa bardziej od Peru odlegle opcje - Tarija, Santa Cruz (i obok Amboro
Park-tam znalezlismy czaszke...tapira), Trinidad i splyw na barce doplywem
Amazonki (Rio Mamore i Rio Ichillo /ale na to trzeba miec duzo czasu, bo
czasami kilka dni sie czeka na jakas barke, ktora wezmie turysow na poklad/).
A, no i pozostaja nie-turystyczne rejony - jak droga przez Gran Chaco na
ciezarowce boliwijskiej do Paragwaju;-)

Mam nadzieje, ze przekonalam do Boliwii. Peru juz jest troche
skomercjalizowane. Boliwia nie. A-ha, w Boliwii polecam hiszpanski jezyk do
porozumiewania sie. Angielski odpada.

Pozdrawiam serdecznie!
Alicja
P.S. W sumie cala wyprawa razem z wizami i samolotem kosztowala ok 1500 USD na
osobe (samolot ponad polowe kwoty)

Panowie, kultury cien. Tu naprawde nie ma o co sie klocic. Tu truno jest nawet
porownywac te dwa miasta.
Vancouver to szczegolnej klasy prelka. Seattle to brudny roboczy kon. Miasta,
choc leza stosunkowo blisko siebie, to roznia sie zdecydowanie polozeniem.
Vancouver jest polozony w delcie sporej rzeki, ktora tuz przed miastem wyrwala
sie z wysokich gor. Te gory otaczaja czesc mieszkalna i tworza zaplecze
rekreacyjne. Miasto wspina sie na stoki. Wieczorem mozna pojezdzic na nartach
do pozna w nocy, przy oswietlonych wyciagach na Grouse Mountain, Seimour i
Cypres. Mozna tez pojsc na obiad do restauracji na szczycie gory i spojrzec na
miasto, ciesnine morska i wyspe Vancouver z gory. Jest to niezapomniany widok.
Zatoki morskie wcinaja sie tu gleboko w miasto dzielac je na czesci.
Co do warunkow socjalnych, jest to Canada a nie The USA. Stwarza to duza
roznice jezeli chodzi o standard zycia, szczegolnie jezeli chodzi o grupe "low
income". A co do "low income housing" to niejeden z was moze tylko sobie
pomarzyc o takim mieszkaniu, Niestety, niektore wasze komentarze w tym kierunku
sa totalnie chybione. Miasto bylo wielokrotnie wymieniane, nie tylko jako
najlepsze miejsce do zamieszkania, ale jako najladniejsze miasto pod wzgledem
turystycznym obok Rio i Sydney. Wszedzie mozna spotkac tu mase turystow z
calego swiata czy to na Robson, czy w Stanley Park, unikalnej wielkiej zielonej
oazie w centrum.
A co moze zaoferowac Seattle polozone na nieatrakcyjnym plaskim terenie?? To
co, ze z lotniska czy I-5 widac Rainier. Do tego wulkanicznego stozka jest
jednak dosc daleko i jest on atrakcja dla raczej doswiadczonych turystow
gorskich. Poza tym mamy tu kilka wierzowcow w down town, Seattle Niddle,
Pike Market, zasmiecony bulwar portowy, fabryke Boeinga, Campus
Microsoftu,............, wielkie, ale brzydkie lotnisko - wrota stanow na Azje.
Przeciez niedawno dla kontrastu, Vancouver Airport, a nie Seattle, dostal
nagrode jako przodujace lotnisko na kontynencie amerykanskim i jedno z
przodujacych w swiecie. Czy ktos z was tam ladowal????? Jak podobalo wam sie
przejscie od samolotu do odprawy paszportowo celnej, udekorowane przez
polaczenie sztuki indianskiej i rodzimego krajobrazu. Jakie wrazenie zrobila na
was olbrzymia indianska rzezba w zielonkawym kamieniu, wykonana przez dobrego
artyste, ktora przedstawia lodz i postacie z mitologii tutejszych indian?? Ta
rzezba zegna was w przestrzennym hallu odlotow. Nic podobnego nie spotka was w
Seattle.
Kochani, tu naprawde nie ma co porownywac i o co sie klocic. To sa miasta,
ktore zaliczyc nalezy do innych kategorii.

To jo dumacke robie, cy bedziemy długo zyć, a nieftorzy licom, ze
nos ...za duzo i dumajom nad tym, jako to nom dać rade? Nydyć sami
cytojcie:

125 mln. Ludzi rodzi się co roku, 50 mlm umiera. Na pięciu nowonarodzonych
przypadają dwa zgony. Każdego dnia 30 tyś. dzieci żegna cudną afrykańską
ziemię. Co 3 sekundy „pstryk” i jedno dzieciatko mniej.
Co 20 minut populacja ludzka rośnie o 3.000 co daje rocznie ponad 85 mln. !
Mnie to generalnie wisi kalafiorem, ze w 2200roku jeśli nic nie pierdyknie w
glob nasza biedna matka ziemia będzie musiała dzwigać w najlepszym razie 28
mld. ciałek a w gorszym 296 mld.
Czy ktoś to ogarnia wyobrażnią?
Jak dokarmiam zima ptaszki dociera do mnie że natura dba o zachowanie
równowagi – słabsze nie mają szans, choćby nie wiem jak cudne mordki miały.
Produkujemy gigatony śmieci, karczujemy dzungle, pochłaniamy tereny dzikich
zwierząt.
Przyznam ze natura stara się rewanżować, a to ocieplenie klimatu zafunduje, a
to całkiem filmowe tsunami czy inny huragan, albo erupcja wygasłego już ponoć
wulkanu, fizykom zaszczepi geniuszu co atom rozszczepi, albo grype wypuści
tudzież Aids...
Ludność 29 krajów żyje na krawędzi (maja niewiele ponad 10 dolców na łebka) ,
głoduje ponad 800 mln. ludzi. Dla porównania w USA wydają na Halloween 10 mld.
rocznie.
Oddłuzenie Afryki i innych regionów z wysoka umieralnością dzieci nic nie
zmieni. Współczesny humanitaryzm to dawanie złudzeń na lepszą i jakąkolwiek
przyszłość. Afryka nie cierpi tych zdjęć ze szkieletorkami które dają nagrody
fotografikom, Nie chcą by opieka Live Aid była ich przeznaczeniem. Chcą
inwestycji, nie jałmuzny.
Najważniejszą sprawą którą trzeba natychmiast objąć tak kraje rozwinięte jak i
zacofane to kontrola narodzin. Ziemia nas nie pomieści jeśli będzie nas
przybywać w takim tempie
Może najprostszym rozwiązaniem będzie III wojna światowa która oczyści pola
pod uprawę przyszłych pokoleń – zanim dojdzie do wojny światów o jedzenie i
wodę."

Hale cemu znowu majom ucierpiyć niewinni ludzie? – ftosi sie spyto, cemu???
Bo tak naprowde winowatyk ni ma i ik ni mozno dopaść. Wychodzi na to , ze
kozdy ftory zyje to je winowaty....

... to jest artykuł PROPAGandowy !!!
Gość portalu: marek napisał(a):
>Nie wiesz kolego "gościu" o jakim procesie (procesach) pisałem. A
>są takie procesy (technologie), które przy zachowaniu praw fizyki
>i chemii w warunkach realnych (sprawności mocno mniejsze od 100%)
>umożliwiają taki przebieg reakcji, że powstający w nich CO2 nie ma
>żadnych szans na ucieczkę do atmosfery

Sam nie wiesz o czym piszesz i zapewne nie wiesz, że całość "informacji" z tego
artykułu to tylko polityczna propaganda.

Nie ma w otaczającej przyrodzie takich substancji, które wiążą trwale CO2. Te
które w prosty sposób wiążą - już mają owo CO2 związane przed miliardami lat
(najbardziej oczywisty przykład - CaCO3, i nie istnieje w otaczającej przyrodzie
wapń, który nie miałby już związanego CO2).

Sugerowanie jakowychś reakcji z produktem końcowym jako paliwem (metanol,
węglowodory), w których ISTOTNYM substratem miałby być CO2 to tylko żenujący
poziom bełkotu dla niczego nie rozumiejącej gawiedzi. Dla takich reakcji
najważniejszym czynnikiem to dostarczanie energii i ... czysty (niespalony)
węgiel. Czyli podstawowym czynnikiem do zamiany węgla w metanol czy w
węglowodory byłaby potrzeba wielokrotnie większej emisji CO2 niż ilość
związanego, czystego węgla w produkcie końcowym.

Jedyną "metodą" na rzekome pozbywanie się owego CO2 to tylko "metoda" (droga
metoda) wtaczania CO2 głęboko pod ziemię. Mały problem z tą "metodą" (stworzoną
ewidentnie przez niewykształconych matołków nastawionych na doraźny efekt, o
zapatrywaniach "po nas choćby potop") to oczywiste zjawisko stopniowego
wydostawania się CO2 w coraz wyższe warstwy ziemi. Zjawisko OCZYWISTE i
potwierdzone już odwiertami badawczymi np. w Norwegii (stosującej tą głupotę).

Dla wolno rozumujących: w ślad za tym zjawiskiem, za kilkadziesiąt lat tereny,
gdzie dziś wtłacza się CO2 pod ziemię będą strefą śmierci, gdzie stężenie
wydobywającego się CO2 będzie zabijać organizmy zwierzęce (patrz na powiązane
tematycznie info o kilku tysiącach uduszonych ludzi wokół afrykańskiego jeziora
wulkanicznego zawierającego CO2).

Poros - Czy raj na ziemi?
Poros szczególnie efektownie prezentuje się od strony morza, a dokladniej z
przesmyku wąskiego i płytkiego (trzeba bardzo uważać aby nie wejść na
mieliznę). Jest to niewątpliwie jeden z bardziej malowniczych widoków w tej
części Grecji. Przepływając przesmykiem trzeba trzymać się możliwie blisko
jachtów stojących wzdłuż nabrzeża Poros, gdyż nieco dalej od brzegu jest bardzo
płytko.
Od greckiego słowa "poros", które oznacza cieśninę, bród pochodzi nazwa wyspy.
Ten przesmyk oddziela wyspę od lądu stałego na wysokości Galatas. W
starożytności miejsce to należało do Trojzeny, która leży na Peloponezie kilka
kilometrów od Galatas. Według mitologii urodził się tam Tezeusz, późniejszy
pogromca Minotaura, zabójca własnego ojca Egeusza i król Aten.
Wyspa Poros w rzeczywistości składa się z połączonych groblą dwóch wysp:
północnej, porośniętej sosnami Kalaurii i południowej, małej wulkanicznej
Sfairii, na której wybudowano miasto Poros. Większość domów pochodzi z XIX w.
Wybudowano je na stoku zbocza. Ponad nimi wznosi się wieża zegarowa - jedyny
widoczny charakterystyczny punkt wśród morza dachów, z powiewającą z niej
zawsze grecką flagą.
W mieście Poros znajduje się siedziba Narodowej Akademii Morskiej, założonej w
1849 r. Przy nabrzeżu Poros stoi należący do Akademii okręt.
Na Kalaurii znajduje się XVIII-wieczny klasztor Moni Zoodochu Pigis (Matki
Boskiej Życiodajnego Źródła) z ciekawym pozłacanym drewnianym ikonostasem z XIX
w. oraz ruiny świątyni Posejdona z VI w pne. Sanktuarium było siedzibą związku
zrzeszającego kilka miast, w tym Ateny. W miejscu tym w 322 r pne, po
stłumieniu powstania Ateńczyków przez Antypatera, następcę Aleksandra
Wielkiego w Macedonii, schronił się ateński mówca Demostenes, który występował
przeciwko władzy Macedończyków.
Został jednak odnaleziony i tutaj zażył truciznę. Zanim jednak umarł opuścił
teren świątyni aby nie bezcześcić świętego miejsca.
Miejsce było co prawda święte, ale czy był tu Raj?